Arogancja Nienackiego w tych wywiadach zaczyna mnie już mega irytować. Facet tak się przyzwyczaił do ataków na siebie i swoje dzieła, że jest już czujny i nastroszony przystępując do rozmowy. I jak rozmówca jest miły, zaraz spodziewa się chytrego ciosu z mańki, więc na wszelki wypadek atakuje i traktuje go z buta. Tutaj babeczka zaczęła od komplementu, że „zasłynął jako autor wspaniałych powieści dla młodzieży”, a ten rzuca się jej do gardła, że teraz to wspaniały, a wcześniej obrzucali go błotem (inni, nie ona). Kobieta mówi, że „Skiroławki” wywołały poruszenie opinii publicznej, na co on odpala, że nic mu o tym nie wiadomo, bo poruszenie to było tylko na stołkach felietonistów w pewnych redakcjach. Spokojne, wyważone pytania, a ten za każdym razem się rzuca. No świr po prostu:) Mamy tu chyba do czynienia z syndromem oblężonej twierdzy, tylko że on w tej twierdzy najwyraźniej świetnie się czuje.
Tylko on nadaje się żeby reprezentować polską literaturę na zagranicznym sympozjum pisarzy, zachwycają się nim czytelnicy, „Skiroławki" będą wkrótce lekturą szkolną, wszystko wie, wszystko rozumie, jest genialny i najlepszy. No ludzie, co za buc.

