Arkadiusz Niemirski nie pisze (pisał?) tylko kontynuacji ale również inne książki. Wzorem wielu pisarzy pisał także opowiadania sensacyjne. Ja zacząłem od zestawu trzech opowiadań "Zbrodnia prawie doskonała".
Trzy zupełnie inne opowiadania. Pierwsze dzieje się w Nowym Jorku, bohaterami są nowojroscy gliniarze, typowi dla amerykańskich wzorów. Drugie to Szkocja i historia rodem wzięta ze scenariusza thrillera psychologicznego, według znanego schematu. Trzecia to wyspa na Kanale i znów niezbyt wymyślny scenariusz. Co łączy te opowiadania, dużo krwi. W przypadku pierwszego i trzeciego zaskakujące zakończenia. Drugie, niestety, w stu procentach zgodne ze schematem.
Czy jeszcze wrócę do Niemirskiego? Nie wiem. Bardziej mi odpowiadają opowiadania Pilipiuka 🙂
Twtter is a day by day war
Z książek Niemirskiego, spoza kontynuacji serii Pan Samochodzik, przeczytałem kiedyś „Testament bibliofila”. Ta lektura potwierdziła moją ugruntowaną opinię na temat powieści (głównie jednak kontynuacji), które wyszły spod pióra Arkadiusza Niemirskiego. Autor często miewa ciekawe pomysły na zagadkę historyczną, potrafi fajnie wpleść trochę wiedzy historycznej, ale charakterystyka postaci i obudowanie fabularne całej historii wychodzi mu już znacznie gorzej. Tak było i tym razem.
Nie kupuję 15-letniego Omnibusa z jego błyskotliwą wiedzą na poziomie specjalisty z kilku dziedzin nauki, zwłaszcza, że zupełnie niepotrzebnie został w tę wiedzę wyposażony. Bowiem pozostali konkurenci, w większości scharakteryzowani jako półgłówki, nie pozostają w tyle w rozwiązywaniu zagadki. Zdecydowanie najlepsze wrażenie robi początek książki, kiedy poznajemy zagadkę i bohaterów, potem jest coraz słabiej, aż do rozczarowującego zakończenia. Rozwiązanie zagadki zawodzi we wszystkich możliwych wymiarach. Zarówno pod względem zawartości schowka, historii skarbu, skrytki, jak i okoliczności odnalezienia.
Zapewne nie jest to zła książka dla młodzieży, choć nie rozumiem dlaczego lektura adresowana do nastolatków ma zawierać infantylne rozwiązania fabularne i przerysowane postacie. Taka tam przeciętna produkcja na poziomie kontynuacji Niemirskiego.
Wróciłem do Niemirskiego, do książki z uniwersum Pana Samochodzika, ale nie kontynuacji, czyli do książki "Bożek Templariuszy".
Jest prawie tak jak Kustosz napisał, pomysł ciekawy, bohaterowie źle skonstruowani, scenariusz jest mocno naiwny, no i wreszcie wplatanie historii, 30% książki to historia i cytaty. Coraz częściej zastanawiam się nad tym, że w obecnych czasach to tylko wierszówki, bo w przeciwieństwie do czasów Nienackiego, pozyskanie wiedzy o czymkolwiek, teraz nie stanowi żadnego problemu. Wtedy encyklopedia powszechna była rarytasem, po który się stało w kolejkach przed księgarniami, teraz nikt tego nie potrzebuje. Od obecnie pisanych książek bym oczekiwał, że dostanę ciekawą, nieoczywistą historię, coś czego nie znajdę w prosty sposób w Internetach, i to mi wystarczy, żeby się zainteresować. Nie chcę wikipedii w książkach.
Wracając do książki to oprócz ciekawie skonstruowanej historii historycznej, nic się nie klei. Bohater nie tylko nie zna się na poszukiwaniu zabytków/skarbów, to jeszcze ma, standardowo, problemy z kobietami. Przestępcy są inteligentni inaczej, a policjanci standardowo bagatelizują zgłoszenia. Dla mnie książka jako całość jest dziecinna. Śmiesznie, bo porównując ją z książką dla dzieci - "Wakacje z duchami", to tamta jest bardziej dojrzała i dopracowana. No ale Adam Bahdaj to chyba inna półka.
Twtter is a day by day war
Zdaje się, że “Bożek Templariuszy” to jest ta sama książka co “Pan Samochodzik i złoty Bafomet”, tyle że wydana poza seria Warmii i pewnie nie ma Dańca tylko ktoś kto nazywa się inaczej.
Kiedyś to czytałem i byłem rozczarowany bo na starym forum uważano tę książkę za jedną z najlepszych kontynuacji.
Zajrzalem na stare forum i co ciekawe, okazuje sie Pawle, źe Ty też czytałeś “Złotego Bafometa”, prawie równo 17 lat temu:)
Zajrzalem na stare forum i co ciekawe, okazuje sie Pawle, źe Ty też czytałeś “Złotego Bafometa”, prawie równo 17 lat temu:)
Może tak być. Bo przeczytałem wszystkie kontynuacje do ca. 115. Więc jeśli to jest dwa w jednym, to też musiałem przeczytać.
Twtter is a day by day war
Rzeczywiście. Napisałem nawet, że to "najbardziej samochodzikowa kontynuacja". Bo jako kontynuacja ma wszystkie cechy "Samochodzików" - jest szybki ale nie robiący wrażenia samochód (znany wcześniej, bo to numer 57), jest bohater, który zna sztuki walki (również znany wcześniej), jest skarb templariuszy oraz jezioro i jachty. Problem przeróbki tego, do niezależnej książki, polega na tym, że jest to przeróbka nieudolna. Zarówno uzasadnienie umiejętności sztuk walki jak i pochodzenie samochodu, są toporne. Do tego "wytworzenie" bohatera (którego w kontynuacji autor dostaje na tacy) jest również nieprzekonywujące.
Twtter is a day by day war
Po "Tajemnicy Fabritiusa" chyba długo nie wrócę do Niemirskiego. Jest to tak nędzne, że szkoda czasu. Pół książki to jakaś parodia kryminału PRLowskiego w stylu "nadużycia w księgowości w fabryce butów", druga połowa to afera o międzynarodowych handlarzach dzieł sztuki, kradzieżach i fałszerzach. Przestępcy są idiotami (to od początku), akcja jest niespójna. W sumie można by był z tego pomysłu zrobić coś niezłego, tylko trzeba umieć. Niemirski nie umie.
Twtter is a day by day war
Aż zajrzałem na stare forum, co ja tam nasmarowałem na temat "Tajemnicy Fabritiusa" i okazuje się, że też mi się nie podobało. Czytałem 14 lat temu:)
Cóż, nawet według nieprzyzwoicie naciąganych kryteriów obowiązujących niegdyś w ZSMP, od dość dawna nie zaliczam się już do młodzieży. Być może dlatego, historyjka którą ożenił nam tutaj pan Arkadiusz nie robi na mnie wrażenia. W porównaniu do kilku kontynuacji, które chwaliłem za pomysł na intrygę, tym razem zdecydowanie zabrakło konceptu.
Sięgnąłem po tę książkę tylko z jedno powodu. Miejsce akcji, czyli okolice Jeziora Zegrzyńskiego, które bliskie są memu sercu. W tym kontekście też nie zostałem w pełni usatysfakcjonowany. Autor oferuje koktajl, w którym miesza istniejące miejsca z fikcyjnymi, oraz jak się domyślam realnymi, choć ukrytymi pod obcym kryptonimem. Mam też wrażenie, że pan Niemirski zna jedynie część zegrzyńskiego akwenu. Akcja rozgrywa się w zasadzie w tych samych miejscach co „Kradzież w Nieporęcie”. Szkoda, bo jest tu znacznie więcej ciekawych możliwości.
A jednak wróciłem, tak wpadło w klikanie, to przeczytałem. "Klątwa Nipkowa". Nie wiem skąd klątwa, ale sama fabuła historyczna jest całkiem niezła. Tyle że w miarę rozwoju akcji wyobraźnia ponosi autora, tak że w pewnym momencie polska policja aresztuje ludzi za szukanie skarbów i to nie detektorystów, tylko takich, którzy rozmawiają z ludźmi i czytają dokumenty. Generalnie idea nieformalnego stowarzyszenia poszukiwaczy skarbów, którzy konkurują pomiędzy sobą jest rozwojowa i można to by było nieźle wykorzystać. Ale wyraźnie autor nie poszedł w to. Jest parę niedociągnięć ale chyba aż tak nie przeszkadzają w całości, żeby warto było podkreślać.
Twtter is a day by day war
