A to nie kupuje się biletu w busie???
kupuje, przy wychodzeniu
A ... Czyli ufają ludziom i wierzą, że wszyscy są wypłacalni 🙂
Rozumiem, że zawsze korci Cię, żeby powiedzieć taksówkarzowi, że nie masz kasy ale... i tu wpisz, dlaczego Ty nie powiesz, dlaczego ktoś inny nie powie. Gwarantuję Ci, że konsekwencje odmowy płacenia w górach mogą być znacząco gorsze niż, gdy taki tekst rzucisz taksówkarzowi.
Twtter is a day by day war
Nie no, żartowałam trochę.
Nie wiedziałam, że te busy funkcjonują jak taksówka.
Myślałam, że są bardziej komunikacją miejską, gdzie bilet kupuje się na początku 🙂
Nie wiedziałam, że te busy funkcjonują jak taksówka.
Jeżdżą busy "miejskie" ale częstotliwość jest taka, że jeszcze nigdy takowym nie jechałem.
Twtter is a day by day war
Wreszcie przeczytałem "Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936" według Kazimierza Nowaka, zebrane przez Łukasza Wierzbickiego.
Kazimierz Nowak - kim był Wikipedia nie mówi. Znaczy mówi, że był reporterem, fotografem i podróżnikiem. Nie ma natomiast informacji czy miał jakieś wykształcenie, gdzie się uczył. Informacje są skąpe - urodził się w Stryju w 1897 roku (ciekawe czy na podwórku nie bawił się z najstarszą siostrą mojej babci, która się urodziła w 1899 roku), po Pierwszej Wojnie Światowej przeniósł się do Poznania gdzie pracował jako reporter.
Książki nie napisał on, mimo że na okładce widnieje jego nazwisko. Książka to wybrane listy z jego podróży po Afryce. Skąd wiem, że wybrane? Bo zaciekawiony zacząłem szukać w necie informacji i znalazłem listy, których nie znalazłem w książce.
Ponieważ Nowak to jednak reporter, to zupełnie nieźle się to czyta. Inaczej niż Ossendowskiego, który pisał książki i przecież też był podróżnikiem. Obaj panowie byli w Afryce ale jakże inne były ich podróże. Ossendowski podróżował z kasą, bez kombinowania i bez ryzyka, w podobnym czasie Nowak mierzył się ze wszystkimi przeszkodami, które można było spotkać w ówczesnej Afryce. Poczynając od przeszkód organizacyjnych - biurokracji, wiz, ceł, zezwoleń a kończąc na naturze, która nie rozpieszczała. Właściwie cudem jest, że Nowak przeżył tę wyprawę bo samotna podróż przez krainy ludożerców, spanie w dżungli (jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że facet zwyczajnie w środku dżungli rozbijał namiot i kładł się spać i nie został zjedzony przez dzikie zwierzęta), spotkania z handlarzami niewolników, bandami rabusi i wszystkimi możliwymi chorobami sugerowałyby, że wreszcie to się musi skończyć źle. Źle się skończyło ale dopiero w Polsce. W Afryce Nowak zachorował na malarię i prawdopodobnie to tak go osłabiło, że zmarł rok po powrocie na zapalenie płuc.
Teraz trochę o tym co dla mnie jest niesamowite - po pierwsze organizacja - on miał rozpisaną całą trasę i w kolejnych punktach czekały na niego przesyłki z rzeczami niezbędnymi do dalszej podróży. Również korespondencyjnie zarabiał pieniądze - pisząc reportaże i robiąc zdjęcia. Filmy do wywołania wysyłał do pracowni fotograficznej, do Poznania a właściciel pracowni wysyłał mu nowe klisze i zdjęcia, które on sprzedawał na miejscu (te zdjęcia). W jednym miejscu Nowak wspomina, że na łodzi zbudował ciemnię fotograficzną ale w żadnym innym miejscu nie pisze o wywoływaniu zdjęć, więc raczej bym zakładał, że te do sprzedaży albo dostawał z Polski, albo gdy był w mieście oddawał do wywołania w zakładach fotograficznych. Po drugie bezpieczeństwo, zarówno pod względem zagrożeń ze strony ludzi jak i zwierząt. Teraz trudno sobie wyobrazić taką podróż pomimo zupełnie innych możliwości. Po trzecie choroby, pasożyty itd. Zaraził się malarią jeszcze przed przekroczeniem równika w drodze do Kapsztadu i przeżył. Po czwarte niesamowitym jest to, jak potrafił wyszukać Polaków mieszkających gdzieś w środku niczego, zarówno zakonników i zakonnice jak i imigrantów.
I jeszcze podsumowanie Afryki. Zupełnie inny kontynent niż teraz, zupełnie inni ludzie, inne stosunki. Jedno co się nie zmieniło i na co Nowak zwracał uwagę, to że mieszkańcy Afryki nie byli i nie są zbyt pracowitymi ludźmi.
A co do samej książki i poglądów - spieszmy się czytać Nowaka, tak szybko książki płoną. Biorąc pod uwagę, że "W pustyni i w puszczy" stała się książką rasistowską, Nowak tym bardziej będzie rasistą tak szybko jak ktoś, kto walczy o poprawność, te jego listy przeczyta. Paradoksalnie Nowakowi jest żal wykorzystywanych Murzynów i głośno i dobitnie o tym mówi ale jednocześnie wording jest współcześnie prawie zakazany - Murzyni, czarni, dzikusy to u niego standard, w kontekście nierobów, leni, oszustów to podwójne zło. Bez wątpienia jak już zostanie wprowadzona cenzura, ta książka trafi na stos.
A gdyby ktoś chciał zobaczyć jak wyglądała Afryka z czasów podróży Nowaka to można sobie obejrzeć film z podróży bratanicy prezydenta Roosvelta - Leili Roosvelt i jej męża Armanda Denisa. Para ta, przeprawiła się przez Afrykę trochę krótszą trasą, ale spotkali na swojej drodze również Kazimierza Nowaka, który 🙂 trochę odbrązowił ten film. Mianowicie scenki w filmie bardzo często były ustawkami. Oglądając to zupełnie inaczej się patrzy np. na tabun Arabów na koniach, którzy gonią za samochodami wyprawy przy wyjeździe z miasta. Ale klimat film oddaje. Ja zwróciłem uwagę na szarańczę, której atak obie wyprawy przeżyły.
Twtter is a day by day war
Dawno temu czytałam moim chłopcom wersję dla dzieci: "Afryka Kazika".
To była wtedy bardzo popularna książka i pamiętam, że bardzo nam się podobała.
Dawno temu czytałam moim chłopcom wersję dla dzieci: "Afryka Kazika".
To była wtedy bardzo popularna książka i pamiętam, że bardzo nam się podobała.
Bo boom na Kazimierza Nowaka był naście lat temu.
Twtter is a day by day war
Książka to wybrane listy z jego podróży po Afryce. Skąd wiem, że wybrane?
Nowak pisał oficjalne reportaże do publikacji (to jest ta książka) oraz listy do żony, które są dużo bardziej szczere 😉 Listy do żony zostały wydane w czterech tomach (Kochana Maryś), a w tych listach już Nowak nie cenzuruje 😉
Bo boom na Kazimierza Nowaka był naście lat temu.
Tak, ale ostatni tom listów wydano chyba w zeszłym roku... Faktem jest, że już chyba nawet Poznań zapomina o Nowaku, tablica z Dworca Głównego została przeniesiona na jego skwer...
https://lazarz.pl/?id=2&nr=6596
Książka to wybrane listy z jego podróży po Afryce. Skąd wiem, że wybrane?
Nowak pisał oficjalne reportaże do publikacji (to jest ta książka) oraz listy do żony, które są dużo bardziej szczere 😉 Listy do żony zostały wydane w czterech tomach (Kochana Maryś), a w tych listach już Nowak nie cenzuruje 😉
Nie wiem czym, Twoim zdaniem, różnią się listy do czytelników od oficjalnych reportaży, ale to co przeczytałem w gazecie a nie było w książce to jednak coś czego nie pisał do żony, tylko dla gazety. Każdemu wolno odbierać jak chce, a ja sądzę, że jeśli autor pisze "tęsknię za zimą, bo tutaj żar się z nieba leje" to jest to jednak list, nawet jeśli nie jest kierowany do kogoś konkretnego, a nie oficjalny reportaż - "tam koń, tu krowa, droga na Ostrołękę".
Twtter is a day by day war
Tak, ale ostatni tom listów wydano chyba w zeszłym roku... Faktem jest, że już chyba nawet Poznań zapomina o Nowaku, tablica z Dworca Głównego została przeniesiona na jego skwer...
https://lazarz.pl/?id=2&nr=6596
Stary Dworzec Główny jest zamknięty na 4 spusty i cokolwiek tam wisi jest niedostępne.
A nowy? No cóż. To w zasadzie galeria handlowa.
Myślę że przeniesienie na skwer to nie najgorszy pomysł.
Nie wiem czym, Twoim zdaniem, różnią się listy do czytelników od oficjalnych reportaży, ale to co przeczytałem w gazecie a nie było w książce to jednak coś czego nie pisał do żony, tylko dla gazety. Każdemu wolno odbierać jak chce, a ja sądzę, że jeśli autor pisze "tęsknię za zimą, bo tutaj żar się z nieba leje" to jest to jednak list, nawet jeśli nie jest kierowany do kogoś konkretnego, a nie oficjalny reportaż - "tam koń, tu krowa, droga na Ostrołękę".
Może to nie są profesjonalne reportaże, ale listy do żony są jeszcze bardziej osobiste 🙂 Ciekawostka dla tych, których osoba Nowaka zaintrygowała i chcieli by wejść głębiej w temat.
Stary Dworzec Główny jest zamknięty na 4 spusty i cokolwiek tam wisi jest niedostępne.
Chodzi o to, że ta tablica była wieszana z wielką pompą, wyglądało jakby Poznań chciał naprawdę celebrować Nowaka, a skończyło się na jakim skwerku nie wiadomo gdzie... I chyba pamięć o nim też gaśnie.
Chodzi o to, że ta tablica była wieszana z wielką pompą, wyglądało jakby Poznań chciał naprawdę celebrować Nowaka, a skończyło się na jakim skwerku nie wiadomo gdzie... I chyba pamięć o nim też gaśnie.
Bo był boom ale... nie oszukujmy się, Nowak wielkim człowiekiem nie był, bo nie zdążył. Fakt, przebył Afrykę w obie strony w 5 lat, warto przeczytać jego listy, jeśli ktoś chce poznać Afrykę zupełnie inną niż teraz widać z okien autobusu wycieczkowego w Egipcie, Tunezji, Maroku, Kenii czy na Zanzibarze. (no prawie zupełnie inną, bo moja opinia o sporej części mieszkańców kontynentu jest podobna do jego opinii - ja to nazywam "łandolar", czyli panowie, którzy siedzą przy drodze i zaczepiają białasów żeby im dali pieniądze. W tym temacie nic się nie zmieniło.
A z mojej perspektywy to był człowiek, który przedkładał pasję powyżej życia rodziny i faktycznie to rodzina zapłaciła najwyższą cenę za jego pasję. Podziwiam osiągnięcia takich ludzi ale zupełnie nie mam szacunku. Ludzie, którzy mają takie pomysły nie powinni zakładać rodziny. Współcześnie też mamy potężną grupę takich nieodpowiedzialnych ludzi, w skrócie nazywa się ich himalaistami.
Mógłby ewentualnie zostać bohaterem zielonych, bo jak ognia unikał transportu mechanicznego ale... bo jest ale, ale tylko w przebywaniu tej zaplanowanej trasy. Nie miał większego problemu z tym, żeby skorzystać z podwózki na farmę albo przekazać bagaże do podwiezienia transportem "spalinowym". A poza tym w dzisiejszych czasach bycie bohaterem zielonych to nie jest coś z czego spora część ludzi by była dumna.
Twtter is a day by day war
"Belfast. 99 ścian pokoju" Aleksandry Łojek, to książka w formie reportaży-wywiadów-felietonów. Autorka mieszka w Belfaście i jako niezaangażowana ma okazję i możliwość spotykania ludzi ze wszystkich stron barykady, a dodatkowo posiłkowała się niezliczoną liczbą źródeł. Książka jest wyważona, pokazuje tragedię tego miasta, która chyba cały czas trwa bo, nawet jeśli już do siebie powszechnie nie strzelają, to coś w środku, w nich siedzi.
Dla mnie to dodatkowa wiedza do tej, którą pozyskałem po mojej wycieczce do Irlandii Północnej w roku 1997. Wtedy mówiło się, że jest pokój. Teraz dowiedziałem się, że nie i jeszcze długo, długo nie. Czytając o stosunku mieszkańców Belfastu do autorki, naszły mnie skojarzenia z moim wyjazdem.
Wprawdzie nie Belfast, tylko Lurgan ale to też miejsce gdzie społeczność jest mocno podzielona. Na ulicy spotykamy Irlandczyka. Katolik, fan Celticu Glasgow. W tym momencie nasz najlepszy kolega, stawia piwo, zaprasza nas do fan-clubu Celticu. Ale jednocześnie, gdy łapię za aparat żeby zrobić zdjęcie transportera opancerzonego, który podjeżdża do betonowego budynku z wieżyczkami w centrum miasteczka, on mnie przytrzymuje i mówi, że nie wolno robić zdjęć, bo to policja. Później gdy pytamy się czy pójdzie z nami na mecz (Legia grała z Glenavon Lurgan), odpowiada jednoznacznie, nie wejdzie na ten stadion, bo to protestanci, i on z kolegami leją ich po ich meczach. Wydawałoby się, że dla nich Polak=katolik. Ale to nie przeszkodziło dyrektorowi marketingu tegoż protestanckiego klubu, zaprosić nas na pomeczowy bankiet do klubowego pubu. Może rzeczywiście jest tak, że nie chodzi o wiarę?
Książka napisana w 2015 roku ale wersja, którą ja czytałem była zaktualizowana i wydana w 2021, więc obejmuje również czas głosowania za Brexitem, pomysłów na granicę na wyspie oraz kryzysu w związku z pandemią.
Twtter is a day by day war