Forum

Nad rzeką, której n...
 
Notifications
Clear all

Nad rzeką, której nie ma (ZKF V)

Strona 1 / 3

Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 3 lata temu
Posty: 5898
Topic starter  

Nad rzeką, której nie ma, urzekający klimatem i poetyckim nastrojem film Andrzeja Barańskiego, osadzony w bardzo "samochodzikowych" czasach. Dla mnie, ponowne odkrycie po latach. Film który siedzi mi w głowie już drugi tydzień:) Mój, dość osobisty, tekst zapraszający do dyskusji o filmie znajdziecie na PORTALU.


Cytat
Aldona
(@aldona)
... Moderator
Dołączył: 3 lata temu
Posty: 5593
 

ten obraz przecudowny
to noc utkana z mgły
na pamięć wraca mi
jak czarowny sen

Film, który jeszcze przez jakiś czas będzie mi w głowie otwierał przeróżne, zapomniane i sentymentalne momenty z własnego życia i z jakimś smutkiem tych odległych lat, zamykał.
To nie jest film z fabułą, o której można by dyskutować w tradycyjny sposób. To opowieść o chwili, którą się odczuwa, przeżywa i chłonie. O chwili, która minie, za jakiś czas i niespodziewanie. To opowieść o przemijaniu, czy tego chcemy czy nie.
Kiedy pod koniec filmu Admirał i Ataman wybierają się na wyprawę do lasu, poszukując przeszłości w swojej wyimaginowanej Amazonii, przemierzając las znany z zabaw z dzieciństwa, nagle dochodzą do tego co dziś i teraz i już wiedzą, że nad tamtą wielką, szemrzącą rzekę nie powrócą, ten czas już minął.
Kiedy byłam o wiele młodsza odbierałam ten obraz jako coś, co właśnie się w moim życiu dzieje, nastroje dziewczyn i zachowania chłopców były na wyciągnięcie ręki. Ten świat małego miasteczka, szarawe budynki, płyty chodnikowe na peronie i taki właśnie dworzec z piecem kaflowym i różami na rabatkach, "turystyczna" z oranżadą i piwem, krzywe kamienne schodki, amfiteatr z drewnianymi ławeczkami, samochód syrena....I z taką Myszką, szaloną Ewą i z taką Martą przemierzałam przez brukowane ulice swojego lub innego miasta w ciepłe dni wakacji, sycąc się wszystkimi barwami lata i z drżeniem pierwszych porywów serca rozglądając się za chłopcami. I byli tacy chłopcy i było takie lato. Wszystko wtedy było tak bardzo szalone i takie niedopowiedziane ale tak bardzo czytelne. Taką samą grę prowadzili z nami chłopcy a my dokładnie taką samą z nimi. Wszystko to było beztroskie ale bezpieczne. Wchodziliśmy ostrożnie w dorosłość z całą swoją piękną naiwnością.
Niedojrzałość w nas była to pewne....ale też rozkwitały głębokie emocje i budziły się do życia zupełnie inne, już nie dziecięce i bardziej skomplikowane uczucia.
Właśnie tak odbieram ten film, jako moment, który kiedyś był i już dawno nie ma po nim śladu. Ot, można sobie przypomnieć i nawet poczuć zapachy łąki i spod zamkniętych powiek przywołać obraz błękitu nieba ale ... to już było.
Uśmiech gaśnie, kiedy nagle ta młodość chmurna, niezrozumiała dla nas samych, się kończy. 
Kiedy oglądałam ten film kiedyś, byłam mniej więcej w tym wieku co główni bohaterowie....dzisiaj jestem tą panią ze sklepu, mamą Admirała, no może nie jestem Magotką na szczęście, ale przecież wszystko przede mną, albo panią, która przechodzi przez ulicę. Już, nie jestem młodą Martą, której serce nie wie czy kocha i czy chce kochać. Nie zbuntowaną Ewą z fiu-bździu w głowie.
Dlatego dzisiaj odbieram ten film mocno sentymentalnie z ciepłem w sercu i tęsknotą. Chciałabym napisać, że tęsknotą za młodością, ale to nie do końca tak. Nie tyle za młodością co za momentem, kiedy dokonuje się pierwszych wyborów życiowych, kiedy w sercu nie ma tyle ran a w głowie jeszcze tyle jest do poukładania. Czas minął, nie dojdę nad tą samą rzekę z młodości, nawet kiedy usiądę dokładnie w tym samym miejscu co kiedyś, na jej brzegu.

Ale oczywiście co jakiś czas to robię. Siadam na rzeką, której nie ma i wspominam. Tak jak teraz ten właśnie film. Kiedyś zapamiętałam w zasadzie młodego, pięknego Bukowskiego, dzisiaj zwróciłam uwagę na pozostałych chłopaków i na to, że cała czwórka do siebie nie pasuje. No może Ataman i Admirał tworzyli tutaj przyjacielską brać. Najbardziej nie pasuje mi Wódz. Jakby był trochę z innej epoki. Pasza jest jakby zupełnie z boku i gdyby nie był w grupie z pozostałymi, to wzięłabym go za dużo starszego, za faceta po prostu, nie za chłopca. 

Zaskakujące dla mnie jest również to, że kiedy Admirał oświadcza matce, że jedzie w Polskę, to ta przyjmuje to jakoś bez emocji. Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi a dzisiaj od razu wywołało u mnie sprzeciw, że jak to? Puszcza go ot tak? 

Mimo ogromnego zrozumienia dla tego filmu, o czym pisałam w nucie bardzo osobistej wyżej, nie jestem w stanie do końca zrozumieć Marty. Kiedyś miałam wrażenie, że dziewczyna skrywa tajemnicę, że ma złamane serce, że ta miłość o której mówi nie do końca skończyła się spokojnie i dlatego nie chce otwierać się na nowe. Dzisiaj odnoszę wrażenie rozkapryszenia i zakochania ale...w sobie. 

Ewa i Myszka to zupełnie inny świat. Ale dzięki temu widać jak bardzo skomplikowana jest Marta. Dziewczyny nie wywracają niczego w filmie do góry nogami ale dzięki tej odmienności i prostocie w ich zachowaniu można odczuć niesamowitość relacji Admirała i Marty. 

Na razie to tyle, ciekawa jestem jak Wy odebraliście ten film. 

 

 

Post został zmodyfikowany 6 dni temu przez Aldona

OdpowiedzCytat
Nieprzypadek.pl
(@nieprzypadek-pl)
Member?
Dołączył: 1 miesiąc temu
Posty: 189
 
Wysłany przez: @kustosz

Mój, dość osobisty, tekst

I bardzo dobrze! Inne to każdy inny potrafi.


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 3 lata temu
Posty: 5898
Topic starter  

Aldona, widzę, że też bardzo osobiście odebrałaś ten film i też inaczej niż przed laty. Z beztroskich wakacji zrobił się film o przemijaniu i tyleż pięknych co głupich latach, kiedy nie wiedzieliśmy o życiu nic, a wydawało się nam, że jesteśmy już bardzo dorośli i wiemy wszystko.

Wysłany przez: @aldona

Kiedy oglądałam ten film kiedyś, byłam mniej więcej w tym wieku co główni bohaterowie....dzisiaj jestem tą panią ze sklepu, mamą Admirała, no może nie jestem Magotką na szczęście, ale przecież wszystko przede mną, albo panią, która przechodzi przez ulicę. Już, nie jestem młodą Martą, której serce nie wie czy kocha i czy chce kochać. Nie zbuntowaną Ewą z fiu-bździu w głowie.

Marek Bukowski jest prawie w tym samym wieku co ja. I ja wtedy byłem Admirałem i dziś też nim jestem a nie na przykład tym gostkiem, z którym chłopaki spędzili noc w pudle. Ale odwołując się do metafory z fińskim nożem, jestem Admirałem z fińskim nożem zapomnianym w szufladzie, a wtedy fiński nóż miałem jeszcze w kieszeni.

Wysłany przez: @aldona

Mimo ogromnego zrozumienia dla tego filmu, o czym pisałam w nucie bardzo osobistej wyżej, nie jestem w stanie do końca zrozumieć Marty. Kiedyś miałam wrażenie, że dziewczyna skrywa tajemnicę, że ma złamane serce, że ta miłość o której mówi nie do końca skończyła się spokojnie i dlatego nie chce otwierać się na nowe. Dzisiaj odnoszę wrażenie rozkapryszenia i zakochania ale...w sobie. 

O co chodziło Marcie? Czy nosi w sobie jakaś skrywaną tajemnicę? Każdy miał swoje tajemnie, kompleksy i niepowodzenia sercowe, ale to w tym filmie nie ma chyba znaczenia. Ważne jest tylko to, że tak przecież często nie potrafiliśmy się porozumieć, bo łatwo nas zranić, bo jesteśmy bezsensownie zazdrośni, bo każdy chce głupio postawić na swoim ("Przyjdź jutro, kwadrans po dziesiątej. A może szesnaście po dziesiątej, wcześniej nie mogę? Powiedziałam kwadrans po dziesiątej. To szkoda, bo tak się składa, że ja mam czas akurat szesnaście po dziesiątej").

Wysłany przez: @aldona

Najbardziej nie pasuje mi Wódz. Jakby był trochę z innej epoki.

Wódz jest starszy, dojrzalszy, trochę już zgorzkniały, bardziej cyniczny. Na innym etapie, jest już jest wtedy po fińskim nożu. 


OdpowiedzCytat
Aldona
(@aldona)
... Moderator
Dołączył: 3 lata temu
Posty: 5593
 

Piszesz @Kustosz:

Są piękne plenery, wspaniałe rozkloszowane spódnice i apaszki, mistrzowsko wykreowana atmosfera początku lat 60. Magia

Co do atmosfery, to jest to faktycznie mistrzowsko zrealizowane, ale co do strojów, czyli wspomnianych przez Ciebie rozkloszowanych spódnic i apaszek, to znowu nie ma ich tam tak wiele. Zdaje się, że tylko Marta jest tak ubrana stale, z wyjątkowym gustem a reszta dziewcząt ubrana jest tak tylko w czasie imprez. Pozostała część ubrana jest raczej normalnie, wręcz szaro - jak tamte czasy. A w kwestii panów....no cóż, wystarczyło założyć krawat 🙂 No i jeden jedyny Admirał nosi cały czas sandały, chyba, że coś mi umknęło*

Jest jednak coś, co mnie w tym filmie zaskoczyło. Nie dotknęło mnie to wcześniej przed laty. Chodzi mi o ostatnią scenę, kiedy Admirał z Atamanem czekają na przejeździe kolejowym. Dzisiaj odbieram to jak rozstanie tych obu chłopaków. Każdy pójdzie za chwilę w swoją stronę, każdy w inną, tak jak jadące pociągi. A może jednemu pociąg przyjechał a drugiemu odjechał? Dzieje się to już po tym jak wracają z nad rzeki, której nie znaleźli....jakby to właśnie wtedy skończyła się tak na prawdę beztroska chłopięcych lat i nastał czas aby schować nóż do szuflady i całe to lato. A w zasadzie całe to życie... 

 

*Sprawdziłam. W scenie, w której Admirał zerwał specjalnie dla Marty bukiet kwiatów i czeka na nią na ławeczce, sandałów nie ma. 


OdpowiedzCytat
Milady
(@milady)
. Moderator
Dołączył: 3 lata temu
Posty: 3650
 

„Nad rzeką, której nie ma” to głęboki, poetycki i wielowymiarowy film. Klimatem oraz tempem akcji przypomina mi nieco „do widzenia, do jutra”.

Kiedy pod koniec filmu Admirał i Ataman wybierają się na wyprawę do lasu, poszukując przeszłości w swojej wyimaginowanej Amazonii, przemierzając las znany z zabaw z dzieciństwa, nagle dochodzą do tego co dziś i teraz i już wiedzą, że nad tamtą wielką, szemrzącą rzekę nie powrócą, ten czas już minął.

Tak, ludzie zapominają, że są tu i teraz i  to właśnie tu i teraz jest ważne. Bo później „to teraz” przeminie i sami nie będą wiedzieć kiedy im coś ważnego uciekło. Ale masz też rację, że ta przemijalność jest nieunikniona, jest też czymś z czym trzeba się pogodzić.

Już, nie jestem młodą Martą, której serce nie wie czy kocha i czy chce kochać. Nie zbuntowaną Ewą z fiu-bździu w głowie.

A może właśnie nie powinnaś się na to zamykać. Może nie ważne ile ma się lat, nadal można być Martą, nadal można nie wiedzieć czego chce serce, nadal można przeżywać bardzo mocno. Tylko wrażliwość boli i ostatecznie nie każdego na nią stać, mimo, że wielu za tym tęskni.

Mimo ogromnego zrozumienia dla tego filmu, o czym pisałam w nucie bardzo osobistej wyżej, nie jestem w stanie do końca zrozumieć Marty.

Mam dokładnie tak samo. Pod koniec zaczęła mnie wręcz irytować tym swoim ciągłym „nie”. Tym bardziej, że Bukowski jest w tym filmie mocno przystojny.;)

PS. Sprawdzaliśmy plenery gdzie kręcono film i np. pałacyk, w którym mieszka Marta znajduje się w miejscowości Ujazd, tuż obok moich rodzinnych Rokicin. Jak będę przy okazji zrobię zdjęcia.

Post został zmodyfikowany 6 dni temu przez Milady

W domu obiad smakuje najlepiej i jest najtańszy.
Zbigniew Nienacki "Raz w roku w Skiroławkach"


OdpowiedzCytat
Milady
(@milady)
. Moderator
Dołączył: 3 lata temu
Posty: 3650
 
Wysłany przez: @aldona

A w kwestii panów....no cóż, wystarczyło założyć krawat 🙂

Ale jakie te krawaty. Ja bym lepszy z chusteczki zrobiła.;)

A co do mody to rzeczywiście dziewczyny wtedy się tak ubierały?

W domu obiad smakuje najlepiej i jest najtańszy.
Zbigniew Nienacki "Raz w roku w Skiroławkach"


OdpowiedzCytat
Yvonne
(@yvonne)
Member Moderator
Dołączył: 3 lata temu
Posty: 2681
 
Wysłany przez: @milady

„Nad rzeką, której nie ma” to głęboki, poetycki i wielowymiarowy film. Klimatem oraz tempem akcji przypomina mi nieco „do widzenia, do jutra”.

No to mnie teraz nie zachęciłaś do obejrzenia 🙂

A mamy w planach na wieczór (w weekend się nie udało).

 


OdpowiedzCytat
Milady
(@milady)
. Moderator
Dołączył: 3 lata temu
Posty: 3650
 
Wysłany przez: @yvonne

No to mnie teraz nie zachęciłaś do obejrzenia 🙂

A wiesz, że pisząc to pomyślałam właśnie o Tobie.:) Nie zniechęcaj się, sama oceń.:)

W domu obiad smakuje najlepiej i jest najtańszy.
Zbigniew Nienacki "Raz w roku w Skiroławkach"


OdpowiedzCytat
Milady
(@milady)
. Moderator
Dołączył: 3 lata temu
Posty: 3650
 

Jest paczka chłopaków z prowincji, którzy jeszcze niedawno, w roli admirałów, wodzów, atamanów podbijali nowe lądy, odkrywali wyspy na tajemniczych i nieznanych archipelagach dziecięcych zabaw.

Też miałeś skojarzenie z "PS i Winnetou"?

W domu obiad smakuje najlepiej i jest najtańszy.
Zbigniew Nienacki "Raz w roku w Skiroławkach"


OdpowiedzCytat
maarynarz
(@maarynarz)
Member
Dołączył: 3 tygodnie temu
Posty: 18
 

No toś mi zabił ćwieka - właściwie fiński nóż - z tym filmem. Oglądałem dwa razy ładnych parę lat temu (sorki ale nie zauważyłem zadania domowego, jednak z wielką ochotą skorzystam z okazji i obejrzę trzeci raz), a więc jadę z pamięci mej, już trochę zużytej.

Dla mnie to film o inicjacji i przejściu z poziomu świata dziecięcego, w którym nie odbiera się realnej formy świata dorosłych, do poziomu dojrzewania, na którym już realnie odczytujesz co to jest "czar pegeeru" i jak działa. I już wiesz ,że spróbowałeś tego owocu i od tego momentu, już nic nie będzie takie jak było. Nie pomaga nawet "wizyta" w zaczarowanym lesie i przejście dawnymi ścieżkami. To już nie działa. Jest jakieś inne, a ty tu nie pasujesz...jesteś już nie stąd. 


OdpowiedzCytat
Aldona
(@aldona)
... Moderator
Dołączył: 3 lata temu
Posty: 5593
 
Wysłany przez: @milady

Tak, ludzie zapominają, że są tu i teraz i  to właśnie tu i teraz jest ważne. Bo później „to teraz” przeminie i sami nie będą wiedzieć kiedy im coś ważnego uciekło. Ale masz też rację, że ta przemijalność jest nieunikniona, jest też czymś z czym trzeba się pogodzić.

Nie wydaje mi się, żeby w filmie akurat chodziło o to, że chłopaki "zapomnieli" że są tu i teraz. Właśnie dlatego, że nie zapomnieli, tak ważne były te wszystkie chwile. Nie celebrowali ich, po prostu nimi żyli. Prawdziwie. A, że w kwestii uczuć (Admirał i Marta) się posypało....myślę, że to właśnie niedojrzałość obojga i mocne charaktery sprawiły, że nie mogli się dogadać. Ale to właśnie takie emocje są doświadczeniem, które w przyszłości może tylko pomóc. 

Zupełnie innych chwil szukali potem Ataman i Admirał wybierając się pod namiot nad rzekę. (Czemu tylko oni? Gdzie Wódz i Pasza?) Jakiegoś powrotu do spokojności chłopięcego życia....kiedy wszystko było prostsze.

Wysłany przez: @milady

Może nie ważne ile ma się lat, nadal można być Martą, nadal można nie wiedzieć czego chce serce, nadal można przeżywać bardzo mocno. Tylko wrażliwość boli i ostatecznie nie każdego na nią stać, mimo, że wielu za tym tęskni.

No nie ważne ile ma się lat. Przeżyte lata to tylko doświadczenia. I nauka. A, że większość rzeczy jest powtarzalna, to wnioski można wyciągnąć zanim zaboli wrażliwość. Po prostu z biegiem czasu jest się odporniejszym. 

Wysłany przez: @milady

Jak będę przy okazji zrobię zdjęcia.

Ja jestem ciekawa też pozostałych miejsc. Dworzec kolejowy wygląda na mapie google dokładnie tak samo.:)

Wysłany przez: @milady

A co do mody to rzeczywiście dziewczyny wtedy się tak ubierały?

Mocno podkreślona talia i rozkloszowana spódnica. Do tego miejskie dziewczęta lubowały się w pantoflach na niewielkiej szpilce.

Wysłany przez: @yvonne

No to mnie teraz nie zachęciłaś do obejrzenia

Zamysł ZKF oczywiście jest taki żeby zachęcić do obejrzenia ale przede wszystkim żeby o filmie podyskutować. Jednym się spodoba innym nie ale właśnie chodzi o to żeby wyrazić swoje zdanie. 

 

 


OdpowiedzCytat
Aldona
(@aldona)
... Moderator
Dołączył: 3 lata temu
Posty: 5593
 
Wysłany przez: @milady

Też miałeś skojarzenie z "PS i Winnetou"?

Ej no....nie "mieszajmy myślowo dwóch różnych systemów walutowych" 🙂


OdpowiedzCytat
seth_22
(@seth_22)
Member Potwierdzony
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 935
 
Wysłany przez: @aldona

ten obraz przecudowny
to noc utkana z mgły
na pamięć wraca mi
jak czarowny sen

Film, który jeszcze przez jakiś czas będzie mi w głowie otwierał przeróżne, zapomniane i sentymentalne momenty z własnego życia i z jakimś smutkiem tych odległych lat, zamykał.
To nie jest film z fabułą, o której można by dyskutować w tradycyjny sposób. To opowieść o chwili, którą się odczuwa, przeżywa i chłonie. O chwili, która minie, za jakiś czas i niespodziewanie. To opowieść o przemijaniu, czy tego chcemy czy nie.
Kiedy pod koniec filmu Admirał i Ataman wybierają się na wyprawę do lasu, poszukując przeszłości w swojej wyimaginowanej Amazonii, przemierzając las znany z zabaw z dzieciństwa, nagle dochodzą do tego co dziś i teraz i już wiedzą, że nad tamtą wielką, szemrzącą rzekę nie powrócą, ten czas już minął.
Kiedy byłam o wiele młodsza odbierałam ten obraz jako coś, co właśnie się w moim życiu dzieje, nastroje dziewczyn i zachowania chłopców były na wyciągnięcie ręki. Ten świat małego miasteczka, szarawe budynki, płyty chodnikowe na peronie i taki właśnie dworzec z piecem kaflowym i różami na rabatkach, "turystyczna" z oranżadą i piwem, krzywe kamienne schodki, amfiteatr z drewnianymi ławeczkami, samochód syrena....I z taką Myszką, szaloną Ewą i z taką Martą przemierzałam przez brukowane ulice swojego lub innego miasta w ciepłe dni wakacji, sycąc się wszystkimi barwami lata i z drżeniem pierwszych porywów serca rozglądając się za chłopcami. I byli tacy chłopcy i było takie lato. Wszystko wtedy było tak bardzo szalone i takie niedopowiedziane ale tak bardzo czytelne. Taką samą grę prowadzili z nami chłopcy a my dokładnie taką samą z nimi. Wszystko to było beztroskie ale bezpieczne. Wchodziliśmy ostrożnie w dorosłość z całą swoją piękną naiwnością.
Niedojrzałość w nas była to pewne....ale też rozkwitały głębokie emocje i budziły się do życia zupełnie inne, już nie dziecięce i bardziej skomplikowane uczucia.
Właśnie tak odbieram ten film, jako moment, który kiedyś był i już dawno nie ma po nim śladu. Ot, można sobie przypomnieć i nawet poczuć zapachy łąki i spod zamkniętych powiek przywołać obraz błękitu nieba ale ... to już było.
Uśmiech gaśnie, kiedy nagle ta młodość chmurna, niezrozumiała dla nas samych, się kończy. 
Kiedy oglądałam ten film kiedyś, byłam mniej więcej w tym wieku co główni bohaterowie....dzisiaj jestem tą panią ze sklepu, mamą Admirała, no może nie jestem Magotką na szczęście, ale przecież wszystko przede mną, albo panią, która przechodzi przez ulicę. Już, nie jestem młodą Martą, której serce nie wie czy kocha i czy chce kochać. Nie zbuntowaną Ewą z fiu-bździu w głowie.
Dlatego dzisiaj odbieram ten film mocno sentymentalnie z ciepłem w sercu i tęsknotą. Chciałabym napisać, że tęsknotą za młodością, ale to nie do końca tak. Nie tyle za młodością co za momentem, kiedy dokonuje się pierwszych wyborów życiowych, kiedy w sercu nie ma tyle ran a w głowie jeszcze tyle jest do poukładania. Czas minął, nie dojdę nad tą samą rzekę z młodości, nawet kiedy usiądę dokładnie w tym samym miejscu co kiedyś, na jej brzegu.

Ale oczywiście co jakiś czas to robię. Siadam na rzeką, której nie ma i wspominam. Tak jak teraz ten właśnie film. Kiedyś zapamiętałam w zasadzie młodego, pięknego Bukowskiego, dzisiaj zwróciłam uwagę na pozostałych chłopaków i na to, że cała czwórka do siebie nie pasuje. No może Ataman i Admirał tworzyli tutaj przyjacielską brać. Najbardziej nie pasuje mi Wódz. Jakby był trochę z innej epoki. Pasza jest jakby zupełnie z boku i gdyby nie był w grupie z pozostałymi, to wzięłabym go za dużo starszego, za faceta po prostu, nie za chłopca. 

Zaskakujące dla mnie jest również to, że kiedy Admirał oświadcza matce, że jedzie w Polskę, to ta przyjmuje to jakoś bez emocji. Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi a dzisiaj od razu wywołało u mnie sprzeciw, że jak to? Puszcza go ot tak? 

Mimo ogromnego zrozumienia dla tego filmu, o czym pisałam w nucie bardzo osobistej wyżej, nie jestem w stanie do końca zrozumieć Marty. Kiedyś miałam wrażenie, że dziewczyna skrywa tajemnicę, że ma złamane serce, że ta miłość o której mówi nie do końca skończyła się spokojnie i dlatego nie chce otwierać się na nowe. Dzisiaj odnoszę wrażenie rozkapryszenia i zakochania ale...w sobie. 

Ewa i Myszka to zupełnie inny świat. Ale dzięki temu widać jak bardzo skomplikowana jest Marta. Dziewczyny nie wywracają niczego w filmie do góry nogami ale dzięki tej odmienności i prostocie w ich zachowaniu można odczuć niesamowitość relacji Admirała i Marty. 

Na razie to tyle, ciekawa jestem jak Wy odebraliście ten film. 

 

 

Ależ to przepięknie napisałaś. Jestem zachwycony. Przeczytałem dwa razy, chłonąc każde słowo. Powinno wisieć na głównej stronie.

PS Chyba odświeżę sobie ten film, bo dawno nie widziałem.


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 3 lata temu
Posty: 5898
Topic starter  
Wysłany przez: @aldona

co do strojów, czyli wspomnianych przez Ciebie rozkloszowanych spódnic i apaszek, to znowu nie ma ich tam tak wiele. Zdaje się, że tylko Marta jest tak ubrana stale, z wyjątkowym gustem a reszta dziewcząt ubrana jest tak tylko w czasie imprez.

Oczywiście, bo Marta jest inna niż wszystkie dziewczyny, ona jest po prostu z innej bajki i stroje mają to podkreślać. Dokładnie tak samo jak w przypadku Margueritte z "Do widzenia do jutra":)

Wysłany przez: @aldona

Jest jednak coś, co mnie w tym filmie zaskoczyło. Nie dotknęło mnie to wcześniej przed laty. Chodzi mi o ostatnią scenę, kiedy Admirał z Atamanem czekają na przejeździe kolejowym. Dzisiaj odbieram to jak rozstanie tych obu chłopaków. Każdy pójdzie za chwilę w swoją stronę, każdy w inną, tak jak jadące pociągi. A może jednemu pociąg przyjechał a drugiemu odjechał?

Możliwe, pociągi są bardzo metaforyczne. Do tej sceny pasuje jeden z moich ulubionych cytatów literackich ever, z "Nienasycenia" Witkacego:

Czekam na przyszłość, jak na pociąg na małej stacyjce. Może będzie to zagraniczny ekspres, a może zwykły osobowy gruchot, który skręci w jakąś lokalną linię małych zagmatwań.


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 3 lata temu
Posty: 5898
Topic starter  
Wysłany przez: @milady

Może nie ważne ile ma się lat, nadal można być Martą, nadal można nie wiedzieć czego chce serce, nadal można przeżywać bardzo mocno. Tylko wrażliwość boli i ostatecznie nie każdego na nią stać, mimo, że wielu za tym tęskni.

Można być Martą i do śmierci nie wiedzieć czego serce chce, tylko to nie jest już wtedy sentymentalne i na swój sposób urocze, tylko prozaicznie irytujące;)

Wysłany przez: @milady

Pod koniec zaczęła mnie wręcz irytować tym swoim ciągłym „nie”. Tym bardziej, że Bukowski jest w tym filmie mocno przystojny.;)

Dlaczego koniecznie chcecie ją zrozumieć? Ona sama siebie też przecież nie rozumiała:)

Wysłany przez: @maarynarz

Dla mnie to film o inicjacji i przejściu z poziomu świata dziecięcego, w którym nie odbiera się realnej formy świata dorosłych, do poziomu dojrzewania, na którym już realnie odczytujesz co to jest "czar pegeeru" i jak działa. I już wiesz ,że spróbowałeś tego owocu i od tego momentu, już nic nie będzie takie jak było. Nie pomaga nawet "wizyta" w zaczarowanym lesie i przejście dawnymi ścieżkami. To już nie działa. Jest jakieś inne, a ty tu nie pasujesz...jesteś już nie stąd. 

Dokładnie to. Dostrzegasz, że nie pasujesz już do swojego świata, chociaż ten świat wcale się przecież nie zmienił. A zadanie domowe można odrobić z małym poślizgiem;)

Wysłany przez: @aldona

Zupełnie innych chwil szukali potem Ataman i Admirał wybierając się pod namiot nad rzekę. (Czemu tylko oni? Gdzie Wódz i Pasza?)

Dlatego, że takie sprawy wymagają intymności. W grupie intymności nie ma, są żarty, docinki, przepychanki, strzelanie pióropuszem.


OdpowiedzCytat
Aldona
(@aldona)
... Moderator
Dołączył: 3 lata temu
Posty: 5593
 
Wysłany przez: @seth_22

Ależ to przepięknie napisałaś.

Dziękuję 🙂

Wysłany przez: @seth_22

Chyba odświeżę sobie ten film, bo dawno nie widziałem.

Koniecznie. Ciekawa jestem Twoich spostrzeżeń po latach.

Wysłany przez: @kustosz

Można być Martą i do śmierci nie wiedzieć czego serce chce, tylko to nie jest już wtedy sentymentalne i na swój sposób urocze, tylko prozaicznie irytujące

No i właśnie myślę, że Marta była taką irytującą osóbką. Bo nawet wtedy gdy otrzymała list od Admirała (swoją drogą, że cokolwiek można było napisać na tych chusteczkach papierowych zadziwia) nie była łaskawa do jakiegokolwiek ruchu. 

Wysłany przez: @kustosz

Dlaczego koniecznie chcecie ją zrozumieć?

Bo w każdym szaleństwie jest metoda a jej "szaleństwa" po prostu nie rozumiem. Kiedyś wydawało mi się, że ona chce być taka niedostępna z ostrożności. Dzisiaj odbieram ją jak rozkapryszoną dziewczynę.

Wysłany przez: @kustosz

Dlatego, że takie sprawy wymagają intymności.

A mi się wydaje, że Wódz i Pasza już do tego wszystkiego nie pasowali. Nie, że byli dojrzalsi ale byli już zupełnie gdzie indziej. Wódz z wózeczkiem drewna zasuwający po ulicy a Pasza jako asystent fryzjera....im szukać chłopięcości w lesie już nawet by się nie chciało.

Nie ciekawi Was kim oni mogliby być dzisiaj? Jak potoczyłyby się ich losy?

 

 

 

Post został zmodyfikowany 5 dni temu przez Aldona

OdpowiedzCytat
Yvonne
(@yvonne)
Member Moderator
Dołączył: 3 lata temu
Posty: 2681
 

Filmu jeszcze nie obejrzałam, ale przeczytałam dzisiaj tekst Kustosza i mam jedną uwagę i jedno pytanie.

Do reszty odniosę się, jak obejrzę.

 

Uwaga:

"Dorośliśmy i nasze krainy dzieciństwa odeszły, nasze fińskie noże zniknęły w szufladach, pozostały tylko podwórka, mniej może już teraz szare."

Otóż w Warszawie nie ma już podwórek! Są patia! Podobno tak się teraz mówi.

Nasi znajomi mówią: "Idę na patio" 🙂

 

Pytanie:

Co to jest flechta / flecht z tego wiersza?

Nie znam takiego słowa.

Post został zmodyfikowany 4 dni temu 3 times przez Yvonne

OdpowiedzCytat
Milady
(@milady)
. Moderator
Dołączył: 3 lata temu
Posty: 3650
 

Google idzie w kierunku tłumaczenia, że to z języka niemieckiego:

Znaczenie 2008-02-04
W wierszu Andrzeja Bursy Fiński nóż poeta dwukrotnie użył słowa flechta - we flechtach krew tętniła oraz w kącikach flechtów wieczór już. Co znaczy dokładnie to słowo? Niestety w powszechnie dostępnych słownikach (internetowych) nie mogę odnaleźć znaczenia. Proszę również o podanie źródła informacji.
Słowo flechty notuje tzw. Słownik warszawski, w którym znajdujemy następujące objaśnienie znaczenia: flecht – ‘splot, plecionka podłużna krótka, spotykająca się w wyrobie tu i ówdzie dla ozdoby’, z niemieckiego Flechte. Natomiast czasownik fechtować oznacza ‘robić flechty’. Taką informację podaje słownik z początku XX stulecia i na podstawie tej wiadomości można przypuszczać, że flechty w przywołanym przez Pana wierszu to ‘sploty’. Nie należy jednak wykluczać i innych interpretacji tegoż leksemu, które, jako że rodzą się na gruncie poetyki a nie językoznawstwa, pominę.

Joanna Przyklenk

W domu obiad smakuje najlepiej i jest najtańszy.
Zbigniew Nienacki "Raz w roku w Skiroławkach"


OdpowiedzCytat
Nieprzypadek.pl
(@nieprzypadek-pl)
Member?
Dołączył: 1 miesiąc temu
Posty: 189
 

w staroniemieckim Flechte to warkocz*, ale spotkałem się też z tłumaczeniem że to łuszcząca się wysypka, albo splot alg i grzybów żyjących w symbiozie.
* dla jasności - taki z włosów, a nie taki "wrrrrrr"

Post został zmodyfikowany 4 dni temu przez Nieprzypadek.pl

OdpowiedzCytat
Strona 1 / 3
Share: