Forum

Internetowe zjawisk...
 
Notifications
Clear all

Internetowe zjawiska  

  RSS

Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 12 miesięcy temu
Posty: 1199
15 czerwca 2020 18:45  

Na portalu zamieściłam tekst o wirtualnych wyzwaniach czyli czelendżach (tak, wiem, że powinno być "challenge", ale po pierwsze słowo funkcjonuje w sieci w wersji spolszczonej, a po drugie oryginał fatalnie odmienia się przez przypadki ;-).

Zaczelendżowany czas


Cytat
Yvonne
(@yvonne)
Member Potwierdzony
Dołączył: 12 miesięcy temu
Posty: 1255
15 czerwca 2020 20:02  

O, jaki ciekawy temat.

Tekst przeczytam pewnie dopiero późnym wieczorem, ale już teraz na szybko dwie uwagi:

1. Nienawidzę tego słowa. Kojarzy mi się z bezsensowną korpogadką, która otacza mnie w pracy. Słowa: "To jest dla nas duży czelendż" powodują u mnie odruch wymiotny.

2. Literacko "wyzwanie" kojarzy mi się wyłącznie z Anią z Zielonego Wzgórza i jej upadkiem z dachu 😀 

Post został zmodyfikowany 3 tygodnie temu 2 times przez Yvonne

OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 12 miesięcy temu
Posty: 1199
15 czerwca 2020 20:18  
Wysłany przez: @yvonne

 

1. Nienawidzę tego słowa. Kojarzy mi się z bezsensowną korpogadką, która otacza mnie w pracy. Słowa: "To jest dla nas duży czelendż" powodują u mnie odruch wymiotny.

 

A ja, nie mając kontaktu z korporacyjnym językiem, przeżyłam duży szok, kiedy okazało się, że taka spolszczona wersja istnieje oficjalnie 😲 .


OdpowiedzCytat
PawelK
(@pawelk)
Member Admin
Dołączył: 12 miesięcy temu
Posty: 1155
16 czerwca 2020 11:00  

Ciekawe podsumowanie ale myślę, że połączyłaś w jedno, dwa zjawiska społeczne - rzeczywisty "czelendż" czyli wyzwanie - niezależnie od tego czy jest to robione w zbożnym celu (wtedy nie musi być trudne, może być łatwe i/lub śmieszne) albo aby pokazać, że jest się idiotą (tak jak to wspomniane lizanie deski klozetowej w publicznej toalecie), ze znanym od dawna "łańcuszkiem" - raczej bezcelowym publikowaniem różnych informacji, w skrajnym przypadku zdjęć z dzieciństwa. Ta druga opcja zjawiska chyba najbardziej nam (zgredom) znana z dzieciństwa, to wysyłanie pocztówek - wyślij pocztówkę do pierwszej osoby na liście, przepisz listę 10 razy usuwając pierwszą osobę a siebie dodając na końcu i rozdaj tę listę 10 znajomym. W optymistycznej wersji ludzie, którzy się załapali w dobrym momencie łańcuszka dostawali po kilkaset pocztówek, w negatywnej, tak jak ci w piramidach finansowych, wysłali pocztówkę i nie dostali nic. 

Wracając do tematu "czelendżu", niestety na tę część głupich wyzwań podatne bardzo są dzieci. W dzieciństwie też bawiliśmy się w wyzwania, czasami równie głupie ale Internet zmienił skalę tego zjawiska. Kiedyś, jeśli wyzwaniem była jazda na gapę autobusem to była to forma wyzwania, która obejmowała 5-10 osób z jednego podwórka, teraz przy dobrym podejściu do takiego "wyzwania" można zaangażować w krótkim czasie setki tysięcy dzieciaków na całym świecie.

Twtter is a day by day war


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 12 miesięcy temu
Posty: 1199
16 czerwca 2020 11:46  
Wysłany przez: @pawelk

Ciekawe podsumowanie ale myślę, że połączyłaś w jedno, dwa zjawiska społeczne

Jest akapit właśnie o tym, że pojęcie challenge stało się bardzo szerokie, ponieważ granice są płynne, a wiele takich łańcuszków funkcjonuje właśnie jako czelendże, jak np. wspomniany "10-Year Challenge" albo "Dolly Parton Challenge". Czy wyzwanie "poliż deskę klozetową, zrób fotkę i wrzuć na insta" różni się od "znajdź zdjęcie z 2000 roku, zestaw z obecnym i wstaw na insta"? W pewnym sensie można powiedzieć, że dawne łańcuszki korespondencyjne też były czelendżami, tylko nie posługiwano się innym słowem. 


OdpowiedzCytat
Teresa van Hagen
(@teresa-van-hagen)
Member Potwierdzony
Dołączył: 12 miesięcy temu
Posty: 1186
16 czerwca 2020 11:50  

Strasznie mnie irytują te czelendże, bez względu po co są robione. Oczywiście skala głupoty nie w każdym przypadku przebija, ale ja z definicji odrzucam takie owcze pędy... Oczywiście są pozytywne aspekty- zbiórki charytatywne, ale mam wrażenie, ze można to jednak robić lepiej.

Najgorsze dla mnie jest to, że my mówimy o tym z ironicznym dystansem, ale dla mojej córki kolejne wyzwania są wyróżnikiem kolejnych pokoleń- jej pokolenia np. identyfikuje żarcie kapsułek do prania i połykanie cynamonu... Mam wrażenie, że te chelendże są wtórne wobec coraz bardziej pustego społeczeństwa. Za moich czasów jednak te łańcuszki były gdzieś tam z boku, nie stawały się powszechnym wyzwaniem, którym się świat w danym momencie zajmował. Ja w każdym razie odpuszczam sobie całe to zjawisko.


OdpowiedzCytat
PawelK
(@pawelk)
Member Admin
Dołączył: 12 miesięcy temu
Posty: 1155
16 czerwca 2020 12:02  
Wysłany przez: @maruta

Czy wyzwanie "poliż deskę klozetową, zrób fotkę i wrzuć na insta" różni się od "znajdź zdjęcie z 2000 roku, zestaw z obecnym i wstaw na insta"?

Oczywiście, że się różni. W pierwszym przypadku trzeba "coś" zrobić i potwierdzić, że się zrobiło. Drugi przypadek to, mimo że sformułowałaś w taki sam sposób, nie jest tym samym, nie jest wyzwaniem znalezienie zdjęcia z 2000 roku i nie potwierdza się w ten sposób "znalezienia zdjęcia". Publikacja zdjęcia z 2000 roku nie jest wyzwaniem tylko zabawą w łańcuszek.

Wysłany przez: @maruta

W pewnym sensie można powiedzieć, że dawne łańcuszki korespondencyjne też były czelendżami,

Nie, nie były. Czelendź to wyzwanie - "zrób coś czego standardowo nie robisz", kiedyś pocztówki wysyłano nagminnie, zabawa w wysłanie do jeszcze jednej osoby to nie sztuka i żadne wyzwanie. Wtedy wyzwaniem były jazda na gapę, jazda na suficie windy (tak robiliśmy takie rzeczy), przeskoczenie rowu na budowie czy skoczenie z rusztowania przy bloku lub z balkonu, my schodziliśmy również po balkonach z czwartego piętra (jeśli komuś już starczało centymetrów), lub ścigaliśmy się w rurach gazowych podczas budowy gazociągu.

Twtter is a day by day war


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 12 miesięcy temu
Posty: 1199
16 czerwca 2020 12:18  

@pawelk

Nie zgodzę się, że wysyłanie pocztówek było czynnością codzienną. Owszem, z okazji świąt, z wakacji - tak. Przy czym często robili to rodzice, nie młodsze pokolenie. A łańcuszek skłaniał właśnie do wysłania kartki lub listu niestandardowo. Zwłaszcza jeśli należało napisać coś od siebie, nie tylko przekopiować treść. Przy tym tekst łańcuszkowy był często typowo "wyzwaniowy" - "zrób to, bo spotka cię nieszczęście" albo odwrotnie.

I - jak już pisałam - znaczenia słów się zmieniają. Obecny czelendż to coś szerszego niż dawne wyzwanie. Pytanie, które zadałam w tekście, dotyczy właśnie tego, czy modę albo trend można zrównać z wyzwaniem? I choć możemy nad tym debatować to rzeczywistość jest taka, że w sieci te dwa zjawiska się zlewają.

 


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 12 miesięcy temu
Posty: 1199
16 czerwca 2020 12:21  
Wysłany przez: @teresa-van-hagen

Najgorsze dla mnie jest to, że my mówimy o tym z ironicznym dystansem, ale dla mojej córki kolejne wyzwania są wyróżnikiem kolejnych pokoleń- jej pokolenia np. identyfikuje żarcie kapsułek do prania i połykanie cynamonu...

No właśnie ja się dość mocno zaskoczyłam, kiedy doczytałam, jak często dzieci i młodzież (ale nie tylko) biorą udział w czymś, co w sposób oczywisty jest głupie i niebezpieczne. I tym, że jest pochwalane/podziwiane większość rówieśników. Jednak jestem stara 😕 .

 


OdpowiedzCytat
PawelK
(@pawelk)
Member Admin
Dołączył: 12 miesięcy temu
Posty: 1155
16 czerwca 2020 12:25  
Wysłany przez: @maruta

Nie zgodzę się, że wysyłanie pocztówek było czynnością codzienną. Owszem, z okazji świąt, z wakacji - tak. Przy czym często robili to rodzice, nie młodsze pokolenie.

To chyba w innym świecie żyliśmy. Od czasu gdy umiałem cokolwiek napisać i wyjeżdżałem bez rodziców (czyli od zimy w pierwszej klasie szkoły podstawowej) regularnie szły pocztówki do dziadków i listy lub pocztówki do rodziców. W moim otoczeniu na zimowiskach czy koloniach nie byłem w tym zakresie dziwakiem, wszystkie dzieci kupowały pocztówki i wysyłały. A ponieważ łańcuszki pocztówkowe, dziwnym trafem, pojawiały się w okolicach wakacji to nie widzę w tym żadnego wyzwania.

Twtter is a day by day war


OdpowiedzCytat
Hebius
(@hebius)
Męber Potwierdzony
Dołączył: 12 miesięcy temu
Posty: 1023
16 czerwca 2020 12:34  
Wysłany przez: @maruta

No właśnie ja się dość mocno zaskoczyłam, kiedy doczytałam, jak często dzieci i młodzież (ale nie tylko) biorą udział w czymś, co w sposób oczywisty jest głupie i niebezpieczne. I tym, że jest pochwalane/podziwiane większość rówieśników.

Ale skąd to zaskoczenie? Taki urok dziecięco-młodzieżowego wieku, że się robi głupie rzeczy. 

Byłem całkiem grzecznym, spokojnym i wydaje mi się dość rozsądnym dzieciakiem (nigdy nie wrzucałem jak brat i jego koledzy niewybuchów/niewypałów do ogniska żeby się później ekscytować rozmiarem leja), a jak sobie czasem przypomnę, co wyprawiałem jako trzynastolatek na koloniach (np przechodzenie z pokoju do pokoju przez okno, w bloku na trzecim piętrze), to mnie gorący pot oblewa. 


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 12 miesięcy temu
Posty: 1199
16 czerwca 2020 13:01  
Wysłany przez: @hebius
Wysłany przez: @maruta

No właśnie ja się dość mocno zaskoczyłam, kiedy doczytałam, jak często dzieci i młodzież (ale nie tylko) biorą udział w czymś, co w sposób oczywisty jest głupie i niebezpieczne. I tym, że jest pochwalane/podziwiane większość rówieśników.

Ale skąd to zaskoczenie? Taki urok dziecięco-młodzieżowego wieku, że się robi głupie rzeczy. 

To chyba ta wspomniana starość ;-). A poważniej - ja też pamiętam jak robiłam rzeczy niebezpieczne, takie, o których dziś nawet nie pomyślę. Ale mam też wrażenie, że kiedyś chcieliśmy osiągnąć w ten sposób coś w rodzaju sukcesu. Poczucie, że się udało, wygraliśmy, ale i że jesteśmy cali, zdrowi itd. Nawet w idiotycznym skakaniu do wody w niebezpiecznym miejscu nie chodziło o to, kto pierwszy wyląduje na wózku inwalidzkim. Teraz celem często jest coś, co równa się zrobieniu sobie krzywdy. Czyli tak, jakbyśmy celowo spadali z drzewa i rywalizowali, kto gorzej złamie nogę.I ten aspekt mnie zdumiewa.

To chyba właśnie efekt mediów społecznościowych, bo popularność w sieci działa inaczej niż w relacjach bezpośrednich. W świecie wirtualnym możesz dostać masę like'ów za coś idiotycznego, także dlatego, że odbiorcy widzą tylko samo wyzwanie, a nie to, że ktoś ląduje w szpitalu...

 


OdpowiedzCytat
PawelK
(@pawelk)
Member Admin
Dołączył: 12 miesięcy temu
Posty: 1155
16 czerwca 2020 13:55  
Wysłany przez: @maruta

Nawet w idiotycznym skakaniu do wody w niebezpiecznym miejscu nie chodziło o to, kto pierwszy wyląduje na wózku inwalidzkim. Teraz celem często jest coś, co równa się zrobieniu sobie krzywdy. Czyli tak, jakbyśmy celowo spadali z drzewa i rywalizowali, kto gorzej złamie nogę.I ten aspekt mnie zdumiewa.

Teraz też chyba nie o to chodzi żeby wylądować na wózku. Tylko tych "wyzwań" jest znacznie więcej i szybciej się to rozprzestrzenia w sieci. W czasach minionych nikt nie wiedział o tym ile razy ktoś skoczył na główkę do kanałku i nic mu się nie stało, jak również niewiele osób wiedziało, że w ten sposób ktoś inny uszkodził sobie kręgosłup uderzając głową w betonową zaporę. Jest inny dostęp do informacji co powoduje, że to co kiedyś było "wymyślane" przez dziesiątki lub setki dzieciaków teraz by było kserowaniem starego pomysłu, dlatego pojawiają się coraz to nowe pomysły, które z natury rzeczy będą coraz bardziej "wysublimowane".

Twtter is a day by day war


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Medycyna zna różne przypadki Admin
Dołączył: 12 miesięcy temu
Posty: 3171
16 czerwca 2020 17:03  

Kluczowa różnica między niegdysiejszym wyzwaniem a dzisiejszym czelendżem mieści się w słowie "na pokaz". Bo dzisiaj całe rzesze ludzi żyją bardziej na pokaz w sieci niż naprawdę w realu. Internetowy czelendż jest po prostu kolejnym sposobem na lansowanie się w mediach społecznościowych. Niczym nie różni się od fotek z Seszeli na Instagramie. Zjawisko to interesuje mnie tylko wtedy kiedy samo w sobie jest ciekawe jako forma artystycznego wyrazu. Dlatego też #hot16challanege2 bardzo mi się podoba i sam nawet myślałem żeby się tutaj sprawdzić choć nikt mnie nie nominował:) Produkcja Berkowicza jest świetna, bardzo profesjonalna, dobra jest też mama Stiflera czyli Beata, ale dla mnie topem topów jest Dario ("Ślepnąc od świateł") w klipie Pioruna. Natomiast czelendże w stylu połykania kapsułek do prania to dowód skretynienia gatunku ludzkiego i już się boję ewentualnych pomysłów moich córek w tej materii.


OdpowiedzCytat
PawelK
(@pawelk)
Member Admin
Dołączył: 12 miesięcy temu
Posty: 1155
16 czerwca 2020 17:08  
Wysłany przez: @kustosz

Natomiast czelendże w stylu połykania kapsułek do prania to dowód skretynienia gatunku ludzkiego i już się boję ewentualnych pomysłów moich córek w tej materii.

Myślę, że nie wszyscy są na to podatni, są rozsądni ludzie, którzy nie odczuwają potrzeby robienia głupot na pokaz.

Twtter is a day by day war


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Medycyna zna różne przypadki Admin
Dołączył: 12 miesięcy temu
Posty: 3171
16 czerwca 2020 17:12  
Wysłany przez: @pawelk

Myślę, że nie wszyscy są na to podatni, są rozsądni ludzie, którzy nie odczuwają potrzeby robienia głupot na pokaz.

Mając siedemnaście lat wzorem rozsądku nie byłem. Mogłem to, cholera, przekazać w genach:)


OdpowiedzCytat
Share: