Forum

Notifications
Clear all

Pięć minut z...

Strona 36 / 36

PawelK
(@pawelk)
Member Admin
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 6008
 
Wysłany przez: @maruta

I mam wrażenie, że to właśnie na takim wyobrażeniu o finansach i zakupach opierają się też wspomniane badania i statystyki. 

Ale to nie są statsy, które można prezentować bez opisu grupy, w której robiono analizy.

Twtter is a day by day war


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Moderator
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 4428
 
Wysłany przez: @pawelk
Wysłany przez: @maruta

I mam wrażenie, że to właśnie na takim wyobrażeniu o finansach i zakupach opierają się też wspomniane badania i statystyki. 

Ale to nie są statsy, które można prezentować bez opisu grupy, w której robiono analizy.

Zgadzam się, ale tak właśnie to działa - autorzy tworzą artykuły bez kontekstu, wybierając przypadki skrajne i prezentując je jako reprezentatywne. Dlatego zacytowałam fragment z tego tekstu o "oszczędzaniu" - tam też kompletnie oderwany od realiów przypadek został ukazany jako coś normalnego. Tak samo jakiś czas temu była fala tekstów o "pokoleniu Z", pisanych w stylu horoskopów, czyli każdy, kto urodził się w określonym przedziale czasu ma takie same cechy, poglądy i oczekiwania.


OdpowiedzCytat
Hebius
(@hebius)
Męber Moderator
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 4346
Topic starter  

Lećmy dalej. Znów będzie odcinek całkowicie dziewczyński.

Świat Młodych
nr 100 – sobota 20 sierpnia 1977 r.

5 minut z Anką

Ha! Tak powiedziała nasza sąsiadka, gdy spotkała mnie wczoraj idącą ze sklepu. I dodała jeszcze – „Ależ, Anulko, ślicznie wyglądasz! Posłużyły ci wakacje, przybyłaś na wadze!” I poszła sobie, a ja zostałam na środku ulicy. Smutna i nieszczęśliwa. Okrutnie nieszczęśliwa.

Nawet na „Anulkę” się nie obruszyłam, a normalnie ta forma mojego imienia doprowadza mnie do szału. W końcu co to za różnica, jak do ciebie mówią, gdy jesteś gruba. Niedługo to pewnie o „Anulce” będę marzyła tylko. Bo będą na mnie wołać – „klucha”, „tłuścioch”, „sadełko”…

Fakt! Przytyłam. Jak by nie patrzeć, to strzałka na wadze przesunęła się po wakacjach równo o cztery kratki. Jedna kratka oznacza kilogram. Mama też się cieszy, że ładnie ponoć wyglądam. Ładnie?! Jak mi się najlepsze spodnie w pasku nie chcą dopiąć!

Nie rozumiem, dlaczego niektórzy ludzie ideał urody upatrują w tłuszczu. Pamiętam, raz przyszła do nas kuzynka z małym dzieckiem, niemowlęciem jeszcze niemal – ledwie to-to na nogach stało, takie było grubaśne, a cała rodzina rozćwierkała się nad nim, że… taki uroczy tłuścioszek! Na mnie też ciągle przedtem narzekali – że szkielet, że kij od szczotki… jak pyzów dostałam (ja głównie tyję w pasie i policzkach), to zachwyt a zachwyt, że niby taka śliczna się stałam. Nie wiem, na złość to mówią, czy jak?!

Najśmieszniejsze, że te opinie radosne na temat cudzej tuszy wygłaszają osobnicy, a raczej – osobniczki, które same fioła mają… na punkcie odchudzania się. Ten grubaśny niemowlak największy zachwyt, pamiętam, wzbudził w ciotce, która od wieków całych nie jada kolacji i której nawet śledziki w majonezie, ani befsztyk tatarski nie są w stanie skusić do przełknięcia czegokolwiek po 16.00. Sąsiadka również dba o linię, słyszałam, jak opowiadała mojej mamie, że biczuje się zimnym prysznicem aby schudnąć. Moja mama rodzona nie jest bynajmniej od nich gorsza – ja zmusić się do tego za nic nie jestem w stanie, a mama codziennie parominutową gimnastykę poranną przy otwartym oknie uprawia. Niby więc człowieka powinny rozumieć, a one…

Zaczynam podejrzewać, że to z ich strony zwykła… zazdrość. Samym im z trudem schudnięcie przychodzi, to innym życzą tego, co najgorsze. I podjudzają – że tak ładnie, że tak miło, że jeszcze by może kilogramik albo dwa… Oh, życie jest jednak paskudnie ciężkie! Czuję, ze nie pozostanie mi nic innego jak samej się zabrać za tę poranną gimnastykę. Tylko… czy to aby pomoże na policzki?!

ANKA


OdpowiedzCytat
Hebius
(@hebius)
Męber Moderator
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 4346
Topic starter  

Nie wiem, Magda czytał mi się jakoś lepiej. 

(35/1977) 5 minut z Anką

Świat Młodych
nr 103 – sobota 27 sierpnia 1977 r.

5 minut z Anką

Zeszyty mam obłożone w niebieski, błyszczący papier. Na każdym, w dolnym prawym rogu nakleiłam pomarańczowe serduszko. Książki są zielone, a serduszka na nich granatowe. Wygląda to ślicznie. Jak przychodzę ze szkoły, to rozkładam cały kramik i oglądam. Bardzo mi się podoba. Mogę tak patrzeć i patrzeć na to bez końca. Wczoraj przyłapał mnie na tym patrzeniu tata i aż zachwiał się ze śmiechu, a potem ostrzegł, żeby mi cały rok szkolny nie zleciał na okładaniu książek, bo może mi czasu nie starczyć na ich przeczytanie.

Urażona się poczułam tym ostrzeżeniem. Też coś – przecież szkoła dopiero co się zaczęła, a jeśli człowiek ma do książek zaglądać z ochotą, to musi ją przedtem polubić. No nie?! Zresztą tata nie jest jedyny, co się śmiał. Ulka też wzruszyła ramionami, gdy dumna i blada pochwaliłam się jej swoimi okładkami. Powiedziała, że mam mentalność pierwszaka. Zabrzmiało to jak obelga, a ja – zupełnie nie widzę w tym nic złego. Czyżby tylko pierwszaki miały mieć ładne zeszyty, a reszta to już może byle co i byle jak?!

Nie lubię byle jak. Do szału doprowadzała mnie w zeszłym roku Agnieszka, która przez 5 (słownie: pięć) tygodni miała spódnicę zapiętą na agrafkę, bo jej guzik przy ubieraniu się po wuefie odleciał. Miałam już nawet ochotę wykonać tzw. dobry uczynek i guzik Agnieszce przyszyć, ale na szczęście była to stara spódnica, która po 5 tygodniach od dnia odpadnięcia guzika zrobiła się już zupełnie za mała i Agnieszka przestała ją nosić. Jak rozmawiałam o tej agrafce Agnieszki z Ulką, to Ulka powiedziała, ze przecież Ag jest wybitną matematyczką (fakt!) i jak można mieć do niej pretensję o agrafkę!

Ja zupełnie nie rozumiem, co ma wspólnego jedno z drugim. Czy jak ktoś jest mądry, to już wszystko dookoła niego i na nim może być brzydkie i byle jakie?! Pierwszaki nie umieją pisać i czytać, to muszą mieć ładne zeszyty, my, w ósmej, jesteśmy od nich o siedem lat mądrzejsi, to możemy mieć byle jakie?! A potem się tak ocenia: dziewczyna ładna – głupia, dziewczyna brzydka – mądra, ładnie ubrana i uczesana – gęś, z rozczochranymi tłustymi włosami – geniusz. Nawet mój tata tak myśli, boi się, że jak książki obłożyłam, to do nich nie zajrzę.

A może… może rzeczywiście palnęłam głupstwo? Zdjąć te okładki?! Kto wie, jeszcze jakąś dwóję oberwę na zasadzie, że w ładnym zeszycie, to na pewno nie ma nic mądrego…

ANKA


OdpowiedzCytat
Hebius
(@hebius)
Męber Moderator
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 4346
Topic starter  

Świat Młodych
nr 106 – sobota 3 września 1977 r.

5 minut z Anką

Tak z kopyta ruszyliśmy, że… całkiem niemal zapomniałam iż niedawno były przecież wakacje. Jak dzisiaj o nich myślę, to wydają mi się – hen, przed wiekami! Taka jestem zapracowana.

W zeszłym tygodniu była rada drużyny, na której zaproponowano mi, żebym była przyboczną. Nie powiem, żebym była całkiem zaskoczona – na obozie nasz zastęp wypadł na medal, ale trochę to mnie zatkało. Resztę zastępu też. Tym bardziej że tak na dobrą sprawę, to przestał on istnieć – to do młodszych na zastępowych, to do zuchów na przybocznych i rozparcelowane zostało nasze towarzystwo. Nawet zastanowić się nie mieliśmy kiedy – dobrze to tak będzie, czy źle?! – bo dni zostało do Harcerskiego Startu niewiele, a nasze nowe, ważne funkcje zobowiązywały. Dopiero wczoraj się spotkaliśmy, po kiermaszu zaraz.

Najpierw, to tylko o kiermaszu wszyscy gadali. Rzeczywiście było o czym, udał się nam, fakt! Wśród maluchów zachwyt wzbudził stragan z przysmakami obozowej kuchni, w którym szef tejże, czyli Jarek, polecał… zupę na niczym z sosnowymi igłami. Po te igły, to Jarek PKS-em gdzieś jeździł do lasu, bo koło nas jakaś jak gdyby na igły sosnowe posucha zapanowała. A być musiały! Wiadomo, główna obozowa przyprawa! Rodzice też Jarkowego przysmaku próbowali i albo zaśmiewali się do łez, albo cali byli we wzruszeniach, bo im się własne dzieciństwo przypomniało.

Dobra jestem, nie ma co?! Za złe mam innym, że wczoraj o niczym innym niż o kiermaszu mówić nie potrafili, a sama… Ale naprawdę – było o czym!

O zastępie zresztą też pogadać zdążyliśmy. Wniosek pierwszy z tej rozmowy, to to, że nam żal. Wniosek drugi – że dumni jesteśmy, a i przyjemności też trochę mamy. Tym bardziej zresztą że pierwsze dni wypadły nam wszystkim doskonale, a to znaczy, że nie awansowano nas na wyrost i nikt nie pluje sobie z powodu tego pomysłu w brodę. Gdyby tylko nie ten żal!…

Nie tylko dziewczynom jest przykro, chłopcom też. Nawet nie przypuszczałyśmy, że takich sentymentalnych mamy kolegów – siedzą i się martwią, martwią, martwią. Postanowiliśmy, że w dalszym ciągu będziemy robić co tydzień zbiórki zastępu. Takie jak kiedyś, żeby było przyjemnie. Obiecaliśmy to sobie.

Postanowiliśmy, obiecaliśmy! Czy nam się uda obietnicy dotrzymać?! Może jesteśmy już zbyt ważni…?!

ANKA


OdpowiedzCytat
Hebius
(@hebius)
Męber Moderator
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 4346
Topic starter  

Świat Młodych
nr 109 – sobota 10 września 1977 r.

5 minut z Anką

Humor mi się zepsuł. Zawsze mi się to zdarza, gdy zdarza się coś, wobec czego jestem absolutnie bezsilna. Wobec bólu zęba na przykład, albo gdy czegoś nie wiem, nie umiem, nie potrafię. Tak jak i teraz. Tata mi cały tłum przeróżnych czasopism zagranicznych przyniósł, a ja zasiadłam do ich przeglądania. Prawie wszystkie nasze zastępy wybrały sobie zadanie turniejowe „Sputnikiem dookoła globu”, więc odczułam potrzebę zaczerpnięcia świeżej wiedzy na ten temat.

Usiadłam, zaczęłam przeglądać i… Nic! Obrazki, to obrazki, ale tekst?! Nic nie rozumiem, ani słowa. Obłożyłam się więc dookoła słownikami. Gdzie tam! Zanim jedno słówko znajdę, to poprzednie zapomnę, a poza tym w słowniku wyglądają one nieco inaczej niż w tekście. Gapiłam się w to wszystko jak przysłowiowa sroka w w przysłowiowy gnat i zupełnie bez skutku. Nie licząc oczywiście świadomości, którą w tym czasie uzyskałam – że nic nie wiem. Ponoć pierwszy to stopień do wiedzy – uświadomienie sobie swojej niewiedzy – ale jakoś… nie czuję się tak, żebym ten pierwszy stopień miała już za sobą. Wcale nie!

Więc nic dziwnego, że humor mam zepsuty. Każdy by na moim miejscu miał. A jeszcze na dodatek nikt nie chce człowiekowi w trudnej sytuacji pomóc. Gdy poprosiłam tatę, żeby mi potłumaczył, to odpowiedział – naucz się! A pewnie! Zobaczycie, naprawdę się nauczę, teraz to już – na mur!

Obiecywałam to sobie już sto tysięcy razy, ale teraz muszę obietnicy dotrzymać. Choćby nie wiem co, to w przeddzień przyszłorocznych wakacji muszę mówić – i to dobrze po rosyjsku i po niemiecku. W ogóle, to przecież wstyd – tyle lat się uczę i…

Nawet pomysł mam. Dotrzymanie tej obietnicy będzie dla mnie przy okazji świetnym treningiem ćwiczenia charakteru i silnej woli. Bo postanowiłam, jeszcze na obozie, że charakter swój muszę w najbliższym czasie doprowadzić do porządku. Człowiek jakiś taki nieciekawy jest – mazgajowaty, mało odporny… Ćwiczeń silnej woli też wymyśliłam sporo. Głównie, te wymyślone w czasie obozu, polegają na odmawianiu sobie różnych rzeczy przyjemnych. Nielekkie one są, muszę to obiektywnie przyznać. Teraz doszłam do wniosku, że zamiast ciągle odmawiać sobie tego, co przyjemne, można też zmusić się do czegoś, co zbyt przyjemne nie jest.

Od jutra zaczynam. Plan dnia sobie precyzyjny ustaliłam, wszystko zaplanowałam, nawet zeszyt specjalny kupiłam. Naprawdę, nie mam już nic do zrobienia. Jedynie – zacząć…

ANKA


OdpowiedzCytat
Hebius
(@hebius)
Męber Moderator
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 4346
Topic starter  

Świat Młodych
nr 112 – sobota 17 września 1977 r.

5 minut z Anką

Smutno mi. Mariolka się na mnie obraziła, nagadała mi, jaka to ja nie jestem i trzasnęła na pożegnanie drzwiami tak, że tynk z sufitu się posypał. Bardzo dobrze zresztą. Gdyby nie to, że musiałam rozejrzeć się za śmietniczką i szczoteczką, aby to-to z przedpokoju zlikwidować, pewnie poryczałabym się z żalu. A tak, to jest mi tylko smutno.

Mariolka mieszka w domu oddalonym od naszego o 200 metrów. Chodzi do pierwszej licealnej, ale w ogóle, to znamy się od wieku niemowlęcego. Znamy się, ale historycznie rzecz biorąc, nigdy nie panowały między nami stosunki bardzo przyjacielskie. Raczej ta znajomość jest na zasadzie: cześć, co słychać itp. Od czasu do czasu Mariolka składa mi wizyty, od czasu do czasu zaprasza do siebie (jest to bardzo interesujące, bo jej mama piecze cudownie ciasto!). To „od czasu do czasu” oznacza częstotliwość niezbyt wielką – raz do roku, raz na pół roku, raz na półtora. I jeszcze jedno – wizyty Mariolki u mnie są zawsze nie zapowiedziane.

Ta też była nie zapowiedziana. Dzwonek do drzwi i już jest. Popodziwiałyśmy trochę wzajemnie swoją opaleniznę (mizerną zresztą), swoje włosy, swoje ciuchy i Mariolka przystąpiła do rzeczy, czyli do wyłuszczenia swojej prośby, która ją do mnie przygnała. Mariolka ma chłopaka. A ten chłopak ma kolegę. A dziewczyna tego kolegi jest bardzo ładna i bardzo elegancka. Jak Mariolka spotyka się ze swoim chłopakiem, to potem zawsze spotykają tamtą dwójkę i dziewczyna kolegi chłopaka „obrzuca Mariolkę ironicznym spojrzeniem”. Że niby Mariolka tak nędznie ubrana, taka niemodna i nieelegancka. Mariolce to zresztą zwisa, to ironiczne spojrzenie dziewczyny kolegi chłopaka, ale chłopak ponoć przeżywa głęboko. Bo chłopak Mariolki jest ambitny. I chciałby, żeby jego dziewczyna była najśliczniejsza ze wszystkich, i najelegantsza, i w ogóle… W każdym razie chodziło o to, żebym pożyczyła Mariolce swój biały sweterek. Dziewczyna kolegi chłopaka na pewno wtedy zdębieje. A ambicja chłopaka Mariolki zostanie zaspokojona.

Hm, hm, lubię ludzi ambitnych, ale to nie powód, żebym sweterek pożyczała. Nie pożyczam swoich ciuchów, nie pożyczam i od innych. Nie lubię, nie znoszę wręcz, brzydzę się. Powiedziałam to wszystko Mariolce, dodałam, że mi przykro, iż zawiodłam tego ambitnego młodego człowieka… A ona wtedy na mnie jak furia – że zarozumiała jestem, że egoistka, że pasożyt!… Drzwi trzasnęły, tynk się posypał.

Jest mi smutno. Czy to źle, że nie czuję się winna?…

ANKA


OdpowiedzCytat
PawelK
(@pawelk)
Member Admin
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 6008
 

Typowy damski odcinek. Faceci nie pożyczają sobie ciuchów.

Twtter is a day by day war


OdpowiedzCytat
Hebius
(@hebius)
Męber Moderator
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 4346
Topic starter  

Ciekawe, czy w naszych czasach jest to jeszcze aktualne.


OdpowiedzCytat
Hebius
(@hebius)
Męber Moderator
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 4346
Topic starter  

Obrazek

Świat Młodych
nr 115 – sobota 24 września 1977 r.

5 minut z Anką

Rozmowa z tatą była długa i poważna. Spodziewałam jej się od momentu, jak pani od polskiego wezwała tatę do szkoły. Tata po swoim powrocie ze szkoły marszczył się na twarzy, chodził po pokoju od ściany do ściany, zamknął się w pokoju z mamą, a dopiero na koniec poprosił mnie. W tym czasie – jak się marszczył i spacerował – umierałam ze strachu. W przerwach pomiędzy jedną falą a drugą, bo strach nadchodzi falami – tłumaczyłam sobie, że nie mam czego się bać, bo przecież sumienie mam czyste i nic strasznego nie zrobiłam.

W ogóle to była śmieszna historia. Lekcja polskiego była, ale pani powiedziała, żeby dwie osoby poszły do sklepu papierniczego po zeszyty do klasówek. Mnie wyznaczyła i Marka. Wyrzuciłam ze swojej torby wszystko na ławkę, aby mieć w czym te zeszyty nieść. Pani podeszła do mojej ławki i popatrzyła na moje klamoty. Były tam zeszyty, podręczniki oraz książki do czytania. Pani wzięła jedną z obrzydzeniem w rękę i pyta się: „To twoje?”, a ja na to: „Niecałkiem, pożyczyłam od sąsiadki i muszę się spieszyć, żeby wszystko szybko przeczytać i oddać”. A pani na to – „Nie wstyd ci?!”. A ja na to: „Dlaczego miałoby mi być wstyd?”. Wtedy pani się zdenerwowała – „Jak to, przecież to jest obrzydliwy kryminał!”. To ja: „Ja bardzo lubię czytać kryminały”. Wtedy pani powiedziała, żeby tata przyszedł do szkoły na drugi dzień. Aha, po te zeszyty już nie chodziliśmy.

Rozmowa z tatą była długa. Tata też zaczął od tego, że mu wstyd. Za mnie. Że czytam nic niewarte szmirowate kryminały, podczas gdy na świecie jest tyle literatury wybitnej, wspaniałej.

Słuchałam wywodu taty w milczeniu. I owszem, prawda, że na świecie jest dzieł literackich, wspaniałych i porywających, bez liku. Ale prawda to też, że dzieła wybitne czyta się ciężko – trzeba myśleć, zastanawiać się… A czasami człowiek jest zmęczony i chciałby rozerwać się po prostu. Jeden idzie wtedy przejechać się na karuzeli, drugi – łapie za kryminał. Ja należę do tych drugich.

Tata wysłuchał moich argumentów spokojnie i… powtórzył swoje. Jak tacie wolno, to i mnie też – ja też powtórzyłam. Wtedy tata próbował wyciągnąć ode mnie obietnicę, że już nigdy kryminału do ręki nie wezmę. Sformułowałam się oględnie – że postaram się. Potem tata skonfiskował wszystkie moje kryminały. A potem, wieczorem już, zobaczyłam, że… tata kryminał czyta. I usłyszałam, że mama na niego krzyczy: „Rzućże to, śmieci nie wyrzucone!”, a tata jej odpowiada: „Momencik, momencik! Zaraz!”

ANKA


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 10095
 

Rzecz o hipokryzji tym razem:)


OdpowiedzCytat
PawelK
(@pawelk)
Member Admin
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 6008
 
Wysłany przez: @kustosz

Rzecz o hipokryzji tym razem:)

I do tego głupie. Polonistka głupia, ojciec nie wspiera dziecka. Patologia.

Twtter is a day by day war


OdpowiedzCytat
Hebius
(@hebius)
Męber Moderator
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 4346
Topic starter  

Tekst prowokujący do dyskusji, więc może od tej strony jednak dobry. No i jednak w sumie dość życiowy, bo taka nauczycielka i rodzic nie są niczym nieprawdopodobnym. 


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Moderator
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 4428
 

Dla mnie to akurat nieprawdopodobne. Tekst przypomina mi jakieś historyjki sprzed wojny albo nawet XIX wieku. A tymczasem to 1977 r., kiedy polski rynek kryminałów ma się świetnie, kilka z nich bardzo udanie zekranizowano, od lat leci Kobra, a w telewizji można zobaczyć też "Kojaka" i "Columbo". Ba, wyemitowano już pierwszą serię "07 zgłoś się"! W żadnym wcześniejszym odcinku rodzice Anki nie byli jakimiś kulturowymi snobami. Z

rozumiałabym, gdyby problem miała jedna dorosła osoba, ale trzy? Zrozumiałabym, gdyby Anka czytała jakiś wyjątkowo brutalny kryminał albo ówczesny odpowiednik Skiroławek, ale nic na to nie wskazuje. Ot nagle kilku dorosłych robi zbrodnię z czytania (domyślnie) Christie, Edigeya czy Joe Alexa.


OdpowiedzCytat
PawelK
(@pawelk)
Member Admin
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 6008
 
Wysłany przez: @maruta

Dla mnie to akurat nieprawdopodobne.

Generalnie jej ojciec to typ, który nigdy nie powinien mieć dzieci. Wiecznie ją opieprza lub się nabija. Toksyczny facet. Przy tym charakterze, to nawet gdyby czytała Rogasia z Doliny Roztoki, to też albo by dostała ochrzan, albo by ją wyśmiał, że czyta książki dla małych dzieci.

Twtter is a day by day war


OdpowiedzCytat
Hebius
(@hebius)
Męber Moderator
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 4346
Topic starter  

Lećmy dalej z tym koksem. Może chociaż rok 1977 dociągnę do końca.

(40/1977) 5 minut z Anką

Świat Młodych
nr 118 – sobota 1 października 1977 r.

5 minut z Anką

Smutek mnie ogarnia od bladego świtu już. Pech i cześć. Normalnie, jak to ze mną bywa. Cała klasa niemal wybiera się dzisiaj na prywatkę imieninową do Teresy, a ja muszę uskuteczniać rodziną wizytę u Danki. Nawet właściwie nie rodzinką, bo ta cała Danka jest córką przyjaciółki szkolnej mojej mamy, a na moje nieszczęście miała przyjemność urodzić się w tym samym miesiącu, co i ja. Nieszczęście polega na tym, że owa Danka była, jest (i najprawdopodobniej już zawsze będzie)… genialna. To naprawdę wątpliwa przyjemność być od 15 lat porównywaną z genialną kuzynką. Córka szkolnej przyjaciółki mamy, to gorzej niż kuzynka — więzy rodzinne pozwalają na drobne złośliwości, np. na pokazanie języka, które w tej sytuacji są wykluczone, to jest najserdeczniejsza przyjaciółka mojej mamy do dnia dzisiejszego.

To, że Danka jest genialna, to ja doskonale wiem. I z opowiadań historycznych – jako niemowlę ja płakałam po nocach, a Danka była supergrzeczna, zaczęła chodzić parę tygodni wcześniej niż ja, w mówieniu prześcignęła mnie o całą epokę. I z własnego doświadczenia też. Fakt! Ona jest naprawdę idealna. Gra super na pianinie i na skrzypcach, zdobywała jakieś medale za pływanie, bieganie, skakanie etc., czyta (tak!) książki w dwóch czy trzech językach obcych, cudownie robi na drutach, potrafi szyć, od pierwszej klasy ma same piątki od góry do dołu, jest zawsze uśmiechnięta  i  b a r d z o  d o b r z e  w y c h o w a n a. W sumie jest tak genialna, że aż… się niedobrze robi. Na bohaterkę książki o pensjonarkach nadawałaby się cudownie, jak na żywą dziewczynę – jest taka bardziej nierealna. Kto widział takie dziewczyny?!

W gruncie rzeczy i w głębi serca, to ją podziwiam. Nie mogę znieść jednak porównywania nas bez przerwy ze sobą – w każdej „konkurencji” przegrywam z kretesem. Moja mama mówi, że nie mam ambicji, bo jak bym chciała, to bym się starała Dance dorównać. Mama bardzo boleje nad tym, że nie chcę. Podejrzewam również, że boleje i nad tym, iż jej przyjaciółka ma taką udaną córkę, a ona… Żal mi mamy. Mama ze swoją przyjaciółką chciałyby, żebyśmy i my z Danką były takimi samymi serdecznymi przyjaciółkami jak one są. Przykro mi strasznie, ale nie mogę.

Mama podejrzewa pewnie, że zazdroszczę Dance sukcesów. Czy ja wiem?!… Nie, wcale jej niczego nie zazdroszczę. Przecież gdybym tylko chciała…

Żałuję dzisiejszego wieczoru. Prywatka u Teresy na pewno będzie udana!

ANKA

 

 


OdpowiedzCytat
Strona 36 / 36
Share: