Może ktoś z żyjących jeszcze przyjaciół Passenta miałby coś do powiedzenia w kwestii "Skiroławek". Na przykład Daniel Olbrychski. W czerwcu 2024 roku byłem na ponad dwugodzinnym obiedzie z Olbrychskim, który przerodził się w rozmowę. A było nas zaledwie kilka osób. No ale ja nie pomyślałem wtedy, aby spytać go o "Skiroławki". W 2010 i 2015 roku też miałem okazję spotkać się przy jednym stole z Olbrychskim. Kto wie? Może tego lata będzie kolejna taka okazja?
A tymczasem, tak oto wspomina Passenta Olbrychski zaraz po jego śmierci.
W czerwcu 2024 roku byłem na ponad dwugodzinnym obiedzie z Olbrychskim, który przerodził się w rozmowę. A było nas zaledwie kilka osób. No ale ja nie pomyślałem wtedy, aby spytać go o "Skiroławki". W 2010 i 2015 roku też miałem okazję spotkać się przy jednym stole z Olbrychskim. Kto wie? Może tego lata będzie kolejna taka okazja?
Padłam z zazdrości 😲
Może ktoś z żyjących jeszcze przyjaciół Passenta miałby coś do powiedzenia w kwestii "Skiroławek".
W sumie córka by mogła coś mieć. Byłoby nawet ciekawe usłyszeć, jak sama widzi całą aferę i czy czytała Skiroławki. Agata Passent prowadzi w TVP2 program o książkach Dobry tytuł
Przepraszam, że tu, czy ktoś z Was chciałby kupić Skiroławki z Pojezierza? (rocznik 1984). Mam dwa, niemal identyczne, komplety. Zdjęcia na priv, bo nie chcę tu robić platformy sprzedażowej.
Pozbywam się całego Nienackiego, w tym białej serii.
Pozbywam się całego Nienackiego, w tym białej serii.
Jak to? Dlaczego???
Taki moment, ale zdrowie dopisuje.
Taki moment, ale zdrowie dopisuje.
Zaintrygowałeś:)
To smutne.
Seth, napisałam wiadomość.
Zła sława "Skiroławek" zaczęła się od felietonu Daniela Passenta w Polityce. I śmiało można powiedzieć, że Passent zniszczył "Skiroławki" zanim na dobre zdążyły się narodzić, bo jeszcze przed premierą książki. To za jego sprawą, na wieki wieków, przyklejono jej niesprawiedliwą łatkę grafomanii i pornografii. Felietonista Polityki był tak wpływowym publicystą, że nadał ton całej późniejszej narracji towarzyszącej powieści. Inni poszli za nim tym samym śladem.
Najciekawsze jest to, że Passent zrobił to bez znajomości książki bo swój sarkastycznie złośliwy tekst wyśmiewający "Skiroławki" i Nienackiego, oparł na kilku odcinkach powieści opublikowanej w łódzkich "Odgłosach". Odcinkach zawierających pikantne fragmenty, które jednak w żaden sposób nie są reprezentatywne dla całości.
Felieton Passenta nie raz jest wspomniany w tym wątku, Nienacki polemizował z nim do końca swojego życia. Jest to bezsprzecznie najważniejszy tekst na temat "Skiroławek", jaki kiedykolwiek się ukazał. Dlatego też warto żeby znalazł tu swoje miejsce.
To co zrobił sam Nienacki publikując takie, a nie inne fragmenty „Skiroławek” w Odgłosach, a potem Passent, który na ich podstawie wysmażył swój słynny felieton, moja znajoma malarka z Instagrama skomentowała tak. I jest to eksplikacja trafiona w samo sedno.
W sztukach wizualnych, kompozycja uznawana jest za najlepszą wówczas, gdy nie można od niej już nic odjąć ani podzielić jej na mniejsze części, bez utraty jakości i sensu. W tym wypadku kompozycja literacka, jaką jest powieść, została rozczłonkowana i właśnie dlatego w tych pokracznych partykułach stała się "półporno". Straciła swoją melodyjność, refren, ludowy zaśpiew czy powiew moralitetu. Fragmenty wyjęte z kontekstu straciły sens a zyskały wulgarność. W ramach całego utworu przedstawione zostały różne postawy życiowe i przemyślenia poszczególnych bohaterów, więc wywrotowe rozważania Porwasza na temat kobiet uczciwych i sprzedajnych, są tylko fragmentem całości fresku. No a ilustracja przedstawiająca paskudną, niby wyuzdaną maszkarę dopełnia całości katastrofy...
Felieton Daniela Passenta nie był krytyką literatury — był rozczłonkowaniem preparatu.
Felieton Daniela Passenta nie był krytyką literatury — był rozczłonkowaniem preparatu.
Nie bardzo rozumiem, co nazywasz rozczłonkowaniem preparatu. Passent po prostu darł łacha z tekstu Nienackiego, nie znając zupełnie kontekstu i nie zdając sobie sprawy, że odnosi się jedynie do jednej ze składowych kompozycji literackiej.
Felieton Daniela Passenta nie był krytyką literatury — był rozczłonkowaniem preparatu.
Nie bardzo rozumiem, co nazywasz rozczłonkowaniem preparatu. Passent po prostu darł łacha z tekstu Nienackiego, nie znając zupełnie kontekstu i nie zdając sobie sprawy, że odnosi się jedynie do jednej ze składowych kompozycji literackiej.
Dla mnie to „darcie łacha” było możliwe właśnie dlatego, że Passent operował materiałem już wcześniej rozczłonkowanym. Jeśli z powieści wyjmie się fragmenty i zrobi z nich całość, przestaje to być literatura — a staje się preparatem do szydery.
Owszem, o tym właśnie napisałem cytując swoją znajomą. Tylko, że owego rozczłonkowania dokonał sam Nienacki, a nie Passent. Felietonista Polityki zachował się oczywiście skrajnie nieprofesjonalnie ekstrapolując przeczytanie fragmenty na całą powieść, ale grzech pierworodny popełnił Nienacki. A grzechem tym był brak wyobraźni. Bo zapewne chciał zrobić mały skandalik zwracając uwagę na swoją nową książkę, ale nie przewidział, że wyleje dziecko z kąpielą i rzeczywiście zad Widłągowej przesłoni krytykom całą resztę. Zadziałał efekt domina. Passent przewrócił pierwszą płytkę, nie czytając w ogóle książki, i poszło. Potem nie miało już znaczenia co w książce faktycznie jest, narracja została ustalona.
To zresztą bardzo częste zjawisko. Teraz szczególnie widoczne w polityce. Jeśli uznany przez daną grupę autorytet coś nazwie, to cała grupa tak to będzie nazywać nawet żeby skały.... (sami wiecie co). I jeśli nawet u kogoś w głowie urodzi się refleksja, że to może trochę nie tak, to i tak nie będzie miał śmiałości wypowiedzieć tego głośno, przeciwstawiając się grupie.
Myślę, że nie bardzo macie rację tak demonizując Passenta, a już zwłaszcza kreując go na jakiegoś guru krytyki literackiej, który potrafi jednym tekstem zniszczyć powieść. Nie on by wystąpił przeciw Skiroławkom, to kto inny i rezultat byłby identyczny, bo PRL był bardzo pruderyjnym krajem, a zad Widłągowej pokazał się za wcześnie.
Mojej mamie się ostatnio zebrało na jakieś wspominki na temat znajomych i się dowiedziałem, że gdy w latach 80. gminie wybuchł płomienny romans między jedną wolną panią na stanowisku sekretarza gminy a żonatym naczelnikiem, partia interweniowała zdecydowanie na prośbę zdradzanej żony - niemoralnych kochanków napiętnowano na zebraniu partyjnym, a dodatkowo panią przeniesiono do innej miejscowości.
Na marginesie Waszych dyskusji o Danielu Passencie i jego recenzji Skiroławek, tak mi się skojarzyło, że byłoby zabawne, gdyby felietonista "Polityki" natchnął Nienackiego w kwestii "Księgi strachów".
W jaki sposób? Passent zdobył prawa do publikacji wspomnień Adolfa Eichamnnna, z czego "Polityka" oczywiście skorzystała, drukując serię artykułów na temat jego zbrodni. Sprawa była bardzo głośna. To oczywiście przypuszczenie oparte wyłącznie na skojarzeniu, ale byłoby w tym coś przewrotnego, gdyby owe wspomnienia stały się dla Nienackiego inspiracją, by Konrad von Haubitz zostawił po sobie dowody zbrodni w postaci pamiętnika.
Wiem, wiem. Nie ma jak myślenie życzeniowe 🙂
Tak czy siak, cały czas sądzę (pomysł wykuwał się podczas dyskusji z TomaszK-iem na sąsiedniej ławeczce), że Konrad von Haubitz zrodził się w oparciu o zdymisjonowanego w 1964 roku ministra ds. wypędzonych Hans_Krüger, wobec którego oskarżenia pojawiły się na łamach "Der Spiegel". O skandalu wokół Krügera w styczniu 1964 roku pisały zresztą nawet "Odgłosy".
Wszelkie pozostałe motywy, a więc pamiętnik, zbrodnie, pochodzenie i życiorys von Haubitza są - moim zdaniem - kwestią wtórną. W takim sensie, że zostały dopracowane później.
Myślę, że nie bardzo macie rację tak demonizując Passenta, a już zwłaszcza kreując go na jakiegoś guru krytyki literackiej, który potrafi jednym tekstem zniszczyć powieść. Nie on by wystąpił przeciw Skiroławkom, to kto inny i rezultat byłby identyczny, bo PRL był bardzo pruderyjnym krajem, a zad Widłągowej pokazał się za wcześnie.
A ja myślę, że nie. Passent z Polityki był wtedy guru publicystyki (rym niezamierzony). Miał świetny pióro i potrafił przyfasolić ironicznie a solidnie. Gdyby kto inny przejechał się po "Skiroławkach" siła rażenia byłaby znacznie mniejsza i prawdopodobnie nie zdołałby ustalić obowiązującej narracji.
BTW Kilka dni temu napisałem do Agaty Passent w sprawie "Skiro" ale cisza niestety.
To czekamy, może odpisze. Ja wielki temu napisałem do Daniela Passenta, ale nie doczekałem się odpowiedzi. Jestem piekielnie ciekaw, czy przeczytał "Skiroławki", a jeśli tak - to czy i jak zmieniła się jego opinia na ich temat. Ceniłem Passenta jako publicystę, ale w przeciwieństwie do Kustosza nie mam aż tak dobrego zdania na temat jego pióra.
Dla mnie absolutnym mistrzem był Ryba, czyli Maciej Rybiński. Jego felietony osiągały wyżyny gatunku. Ludwik Stomma też był świetny. Ale gdzie te czasy?
„W Skiroławkach straszy pozornie” - artykuł (recenzja w zasadzie) Tadeusza J. Żółcińskiego opublikowana w 15 numerze pisma Fakty w 1984 roku.
Autor niby dystansuje się od wzmożenia moralnego Passenta (zwłaszcza, że jego źródłem jest nieznajomość całej książki), odsuwa na bok interpretacje, które podsuwa sam Nienacki, jako (jak rozumiem) zbyt pretensjonalne i przystępuje do lektury bez tych obciążeń, co jak wspomina, nie do końca się jednak udało. Jak dla mnie wygląda to na tworzenie pozorów obiektywizmu, bo konkluzje Żółcińskiego, ubrane w szaty rzetelności i tak lądują w okolicy wesołkowatych złośliwości Passenta. Bo jemu też zad Widłągowej, jak również szczegóły anatomiczne innych pań, przesłoniły inne walory powieści, które postrzega jako wątki trzeciorzędne. Bo przede wszystkim seks, kopulacja i przeróżne figury erotyczne.
I każdy ma oczywiście prawo do własnej oceny, ale ja jakoś panu Żółcińskiemu nie wierzę. A to dlatego, że przejrzałem sobie inne teksty na temat „Skiroławek” zamieszczone w piśmie Fakty i wszystkie są po tej samej linii i na tej samej bazie.
Felieton "Głęboka jama" zapoczątkował polemikę, którą Nienacki prowadził już do końca swojego życia. Do wyjątków należałoby zaliczyć wywiad z nim lub dłuższą wypowiedź na temat jego twórczości, w której przynajmniej nie wspomniałby o Passencie. W tej dyskusji, czy też raczej, wymianie złośliwości wzięli udział również inni, dziennikarze, publicyści i krytycy. Ale pierwszą publiczną odpowiedzią Nienackiego na atak Polityki, w której wyłożył swoje karty, był jego list do Trybuny Ludu, który ukazał się na jej łamach w dniach 25-26 lutego 1984 roku.
I o ile podzielam argumenty merytoryczne autora "Skiroławek", to nie sposób po raz kolejny wytknąć, że sam sprowokował nagonkę, w taki, a nie inny sposób dobierając fragmenty do druku w prasie. Trudno się wszak oburzać, że zauważono w niej tylko erotykę i seks, skoro opublikowane fragmenty były ich pełne. Błąd Passenta polegał na tym, że swoje wrażenia ekstrapolował na całą książkę, a nieuczciwość na tym, że swojej opinii nigdy nie zmienił, chociaż miał przecież szansę poznać całość (nie wiadomo czy z niej skorzystał).
W liście Nienackiego razi też partyjna nowomowa, niesmak budzi odwoływanie się do członków partii, no ale taki był koloryt tamtych czasów, a Nienacki był lojalnym klakierem władzy.



