Forum

Notifications
Clear all

Raz w roku w Skiroławkach

Strona 15 / 17

Mirekpiano
(@mirekpiano)
Member Potwierdzony
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 623
 

Zupełnie przypadkiem natknąłem się na artykuł Tomasza Sasa "Łaskawość Kłobuka", który ma być recenzją książki pana Molendy o Nienackim. Jako, że autor tejże recenzji znał osobiście Nienackiego pomyślałem - warto przeczytać.

https://100zastu.pl/index.php/2023/11/28/nienacki-skandalista-od-pana-samochodzika/

Najważniejszy fragment artykułu dotyczy kulisy publikacji „Skiroławek” w „Odgłosach”.

Sas opisuje moment, gdy jako zastępca redaktora naczelnego zdecydował się drukować fragmenty powieści Raz w roku w Skiroławkach, po tym jak wcześniejszą publikację przerwano w innym piśmie z powodu skandalu obyczajowego.

Przypomniałem wtedy sobie o innym artykule pt. "Mam wyrzuty sumienia" tegoż samego autora drukowanym w nr 50 oraz 51/52 w Odgłosach z roku 1984. Ściągnąłem sobie bez problemu  te numery Odgłosów z  Biblioteki Cyfrowej i przeczytałem. Skan słaby ale warto podzielić sobie lekturę na te numerowane akapity.

Już sam tytuł jest przewrotny.

„Mam wyrzuty sumienia” sugeruje skruchę redaktora za publikację kontrowersyjnej powieści. Jednak w miarę czytania widać, że te wyrzuty sumienia są raczej retoryczne.

Autor w rzeczywistości nie przeprasza za publikację, lecz broni prawa literatury do prowokacji.

To typowy zabieg publicystyczny: zaczyna się od tonu pokory, by później przejść do polemiki z krytykami.

P O L E C A M

 

1772662274-IMG_5417.jpeg
1772662303-IMG_5418.jpeg

Kustosz lubi
OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 10095
 

Mirek, wielkie dzięki za tę wrzutkę. Przydługi trochę (niemalże) esej na temat erotyzmu w kulturze współczesnej i historycznej, ale właściwie wszystkie poglądy autora podzielam. Wyjątkowo celne są spostrzeżenia dotyczące „Skiroławek”. O samej powieści, ale i o cenzorach erotycznej moralności ze świętoszkowatym Passentem na czele. I oczywisty dla mnie wniosek, że krytycy nie przeczytali „Skiroławek” tylko poszli wszyscy za wpływowym felietonistą Polityki, który wyrobił sobie pogląd na podstawie jednego z pierwszych odcinków wydrukowanych w Odgłosach.

Potwierdza się również, że to sam Nienacki zgotował sobie ten los bo Odgłosy wydrukowały te fragmenty książki, które przesłał im autor. Sami nie dokonywali wyboru. A trza przecież przyznać, że były to akurat te najbardziej naładowane erotyzmem kąski. I to one wpłynęły na postrzeganie powieści czego nie udało się już potem zmienić.

I niezła ciekawostka, że dzięki „Skiroławkom” nakład Odgłosów wzrósł z 13,000 egzemplarzy przy 20% zwrotów do 40,000 egzemplarzy i tylko 1,5% zwrotów:)


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 10095
 
Wysłany przez: @mirekpiano

Zupełnie przypadkiem natknąłem się na artykuł Tomasza Sasa "Łaskawość Kłobuka", który ma być recenzją książki pana Molendy o Nienackim. Jako, że autor tejże recenzji znał osobiście Nienackiego pomyślałem - warto przeczytać.

https://100zastu.pl/index.php/2023/11/28/nienacki-skandalista-od-pana-samochodzika/

I to też ciekawe. Bo w tej recenzji więcej jest o Nienackim z punktu widzenia autora recenzji, który znał pisarza osobiście niż o książce Molendy.

Mirek, jesteś mistrzem researchu:)


OdpowiedzCytat
Mirekpiano
(@mirekpiano)
Member Potwierdzony
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 623
 
Wysłany przez: @kustosz

 

Potwierdza się również, że to sam Nienacki zgotował sobie ten los bo Odgłosy wydrukowały te fragmenty książki, które przesłał im autor. Sami nie dokonywali wyboru. A trza przecież przyznać, że były to akurat te najbardziej naładowane erotyzmem kąski. I to one wpłynęły na postrzeganie powieści czego nie udało się już potem zmienić.

Myślę, że Nienacki wybrał te fragmenty bardzo świadomie.
Być może nawet przewidział ostrą krytykę, która – jak to często bywa – okazała się najlepszą reklamą dla książki.


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 10095
 
Wysłany przez: @mirekpiano

Myślę, że Nienacki wybrał te fragmenty bardzo świadomie.
Być może nawet przewidział ostrą krytykę, która – jak to często bywa – okazała się najlepszą reklamą dla książki.

Z całą pewnością wybrał świadomie, sądzę jednak, że aż tak ostrej reakcji nie przewidział. I nie chciał. Wszak chodziło o to żeby wzbudzić zainteresowanie książką ale zapewne nie o to, żeby trwale przylgnęła do niej opinia grafomańskiej pornografii.


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 10095
 

"Skiroławki wyśledzone" - bardzo fajny reportaż opisujący jerzwałdzką rzeczywistość w skiroławkowej poetyce, zamieszczony w Sztandarze Młodych w czerwcu 1993 roku.

Nie wiedziałem, że był naonczas w Jerzwałdzie bar alkoholowy zwany pabem względnie knajpą. Nazywał się "Bar pod Jesionem", a wcześniej "Pijalnia pod Jesionem". Jesion został wycięty kilka lat po zamknięciu baru. Oczywiście to wszystko ustaliłem przy pomocy Mirka. Ale najlepszy numer to, gdzie ten bar się mieścił. Ktoś wie?:)

1774302897-Skirolawki-wysledzone-Sztandar-Mlodych-nr-112-11-13061993.jpg

OdpowiedzCytat
Seth
 Seth
(@seth)
Member Potwierdzony
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 1967
 

Jak zwykle garść ciekawych informacji, choćby z tą asfaltową drogą do Susza (kolej), która powstała zaledwie kilka lat przed pojawieniem się Nienackiego nad Płaskim.

W sumie to nic nowego i odkrywczego, że ludzie obawiali się powrotu Niemców, ale często zapominamy o tym, że przed II wojną światową w okolicach Iławy biegła granica pomiędzy Polską a Niemcami - że Brodnica, Wąbrzeźno, Lubawa, czy Grudziądz wchodziły w skład II Rzeczpospolitej, a Iława, Susz, Zalewo, Kisielice, Morąg, Ostróda to była III Rzesza. A wszystko to działo się zaledwie dwadzieścia lat po II wojnie światowej, więc pamięć o jej okrucieństwach, zbrodniach wojennych i ludzkich dramatach ciągle była niezaleczoną raną.

Swoją drogą, ciekawe jak wyglądała w latach 50. i 60. XX wieku mozaika społeczna i narodowościowa Jerzwałdu. 

Pamiętam, że na Dolnym Śląsku obawy były podobne. Jeszcze w latach 80. byli tacy, którzy przekonywali, że Niemcy wrócą. Nie było to oczywiście realne, ale strach i obawy bardzo łatwo się wzbudza i pielęgnuje. 

Wracając jednak do Jerzwałdu, wyobraźcie to sobie. Mamy 1967 rok, zjawia się Pan Pisarz, kupuje dom, urządza się i przekonuje, że tak już zostanie. Nikt nie będzie musiał stąd uciekać. Nikt nie straci domu. Pewnie, że takie rzeczy jak kwestia uregulowania z RFN zachodniej granicy, czy ziomkostwa, budziły obawy, ale ludzie powoli mogli układać wszystko w swoich głowach. 

Jak się tak zastanowić, to zapewnienia ze strony człowieka z autorytetem, znanego pisarza, musiały przyczynić się do prawdziwego przewrotu w głowach tamtych ludzi.


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 10095
 

"Raz w roku w Skiroławkach"- Zdzisław Warski, Rzeczywistość, kwiecień 1984.

To coś znacznie więcej niż recenzja "Skiroławek", to esej, w którym autor prowadzi analizę powieści Nienackiego przez  freudowski pryzmat i  dokonuje interpretacji zawartych w niej znaczeń. Pisze tak: Powieść „Raz w roku w Skiroławkach” jest potężnym freskiem przedstawiającym ludzi wśród wielu uwarunkowań historycznych, społecznych i psychicznych. A w zakończeniu obszernego tekstu konkluduje: Tak więc erotyzm u Nienackiego nie jest pornograficznym wabikiem przyciągający czytelnika w pryszczatym wieku, ale drogą integrowania społeczeństwa polskiego, budowania życia.

Zdzisław Warski
Raz w roku w Skiroławkach

Już przed wieloma laty uznano literaturę za stajnię Augiasza, z której należy usunąć zleżałe, psychoanalityczne pokłady. Ale nie wszyscy piszący usłuchali komendy rozbratu z metodami Zygmunta Freuda i jego uczniów. Szukanie klucza do zrozumienia siebie, innego człowieka, zachowań zbiorowości — w marzeniach i snach, w intuicji, we wspomnieniach z okresu dzieciństwa, w sferze inicjacji erotycznych — pozostaje dzisiaj w ścisłym związku z powszechnym kryzysem zaufania do racjonalnych, scjentystycznych interpretacji różnorakich zjawisk współczesnego życia.

Zamiast zaufać lekarzom i pigułkom, daje się wiarę znachorom, modnym cudotwórcom, którzy jednym dotknięciem przywracają zdrowie. Na legalnym i nielegalnym rynku cieszą się popytem wcale nie tanie senniki, przewodniki astrologiczne, zbiory horoskopów, podręczniki psychotroniki, akupresury, elementarze radiestetyczne, przewodniki zielarskie. Niedawno (w 1982 r. nakładem PWN) ukazało się, rozchwytane natychmiast, trzecie wydanie „Wstępu do psychoanalizy” Zygmunta Freuda.

W tej atmosferze neokultu irracjonalnego ukazuje się nowa powieść Zbigniewa Nienackiego „Raz w roku w Skiroławkach”. Autor urodził się w Łodzi i tam zaczynał karierę literacką i dziennikarską. Był jednym z redaktorów łódzkich „Odgłosów”. Zanim powieść ukazała się w edycji książkowej (w „Pojezierzu” prawie 60 tys. nakładu), jej fragmenty zamieściły „Odgłosy”. Te wyjątki zdążyły już zrobić reklamę autorowi, który rekomenduje siebie jako psychiatrę i psychoanalityka.

Jedną z istotnych cech narracji Nienackiego jest umiejętność przeplatania odmiennych tonacji, konwencji stylistycznych. Niebagatelną rolę odgrywają zwłaszcza humorystyczne sceny będące pastiszami, parodiami bądź trawestacjami ogranych w dorobku innych twórców sytuacji. Niektóre z tych scen powinny przejść do skarbca polskiego humoru. I jeśli ktoś już zaprzęga powóz z napisem „humor”, okazuje się, że to tylko „szyderstwo”, siostrzyca ponurego mentorstwa bądź gnilnego biadolenia.

Gdy piszę o humorze Nienackiego, mam na uwadze przede wszystkim przekapitalną scenę „topienia się” Sewruka, pojedynek Turleja z Porwaszem o Halinkę, akcje mediacyjne księdza Mizery, rozmowę leśniczego ze stażystą o dębie. Aczkolwiek inna to epoka, inna konwencja literacka — nasuwa się nieodparcie analogia: Soplicowo — Skiroławki. I w jednym, i w drugim przypadku jest to dolina wyścielona słońcem. Zdarzają się ponure zbrodnie, nie zanurzyły się do końca wieżyczki czołgów zatopionych w bagnach podczas wojny, nie rozwiało się echo niedobrej przeszłości, ludzie wiele głupstw posiadają, różne słabości, ale z kart tej książki bije radość życia.

Istotne to zwłaszcza w czasach przesadnego kultu zmarłych, którym buduje się okazałe grobowce i pomniki, a żywi nie mają gdzie mieszkać. Nienacki występuje przeciwko zmarłym. Jeśli każe o nich pamiętać, to z myślą o interesie żywych, bo żywi mają, albo powinni mieć, pierwszeństwo przed zmarłymi.

Co z Freuda można znaleźć w prozie Nienackiego? Powieść „Raz w roku w Skiroławkach” jest potężnym freskiem przedstawiającym ludzi wśród wielu uwarunkowań historycznych, społecznych i psychicznych. Szczególnym przedmiotem zainteresowań staje się życie wewnętrzne — w świadomości bohaterów nakładają się wspomnienia z okresu dzieciństwa, wojny, marzenia, rojenia senne, projekcja upragnionej przyszłości bądź obawy przed jej przewidywanym spełnieniem.

Ten strumień świadomości, w którym zlewają się trzy płaszczyzny czasowe, najdokładniej został przedstawiony na przykładach wziętych z życia chorych umysłowo i inteligentów wiejskich. Freud w swoich wykładach omawiał szeroko funkcje symboliki sennej, ale wyraźnie oddzielał sferę oniryczną od życia pozasennego, niemarzeniowego. W powieści Nienackiego światy snów, pragnień i życia rzeczywistego integrują się. Racjonalistyczna wiedza o człowieku jest niepełna albo zwodna, a irracjonalne przesłanki — okazuje się — tylko z pozoru są nierozsądne.

Literackim znakiem funkcjonowania mitu o prozie Nienackiego jest kuropodobny ptak Kłobuk, który siedzi na żerdzi w oborze Justyny, kiedy przychodzi ona na poranny udój krów. Zazwyczaj Kłobuk siaduje w olszynie lub pod dereniem. Tam doktor zaprasza go do domu na jajecznicę smażoną przez Makuchową i posłanie w beczce z pierzem. Malarz Porwasz maluje Kłobuki wśród nadjeziornych trzcin. Justyna żądała od Kłobuka zapłodnienia, droczyła się z nim, a gdy nie spełnił jej żądania, popchnęła w wodę pijanego męża i gotowa była zabić kochanka. Ważna była nie autentyczność istnienia Kłobuka, ale wiara w jego moc.

W prozie Nienackiego prawie dosłownie odciskają się dylematy freudystyczne: „Jak to jednak z psychiatrami się zdarza, każdy był innego zdania. Jeden mówił, że bicie batem młodego chłopca przez matkę i dominująca rola kobiety w domu rodzinnym doprowadza do błędnej identyfikacji seksualnej w okresie dojrzewania, powoduje lęk przed kobietami i trudności w nawiązaniu kontaktów seksualnych, a tym samym rozbudzić może nienawiść i sadyzm wobec dziewcząt. Drugi oświadczył, iż używany przez Pasemkową bat zrodził w Antku nie sadyzm, ale raczej masochizm, który wyklucza dokonywanie czynów sadystycznych. Trzeci skłaniał się ku poglądom obydwu i określił Antka Pasemkę jako sado-masochistę” (t. II str. 142).

Natura ludzka jest dwoista. Dotyczy to zwłaszcza kobiet: „jak każdy człowiek również kobieta bywa istotą podzielną i samą z sobą sprzeczną: co innego myśli, a co innego robi; co innego mówi, a co innego czuje; co innego szepce jej rozsądek, a co innego nakazuje pożądanie” (t. II, str. 240).

Dominacja sfery biologicznej w obrazie życia Skiroławek znalazła odzwierciedlenie na poziomie języka. Zasoby leksykalne służące do określania ludzi są bliskie słownictwu weterynarzy, hodowców zwierząt. Na przykład ruch nozdrzy pięknej Brygidy wywołuje asocjacje z dygocącymi chrapami młodej klaczy, która lubieżnie obwąchuje zbliżającego się ogiera. W innym miejscu walory cielesne Brygidy taksuje się jak właściwości pokrojowe zwierząt: „Ma oczy jak jałowica, tyłek jak klacz dwuletnia, a nogi strzeliste jak u sarenki” (t. II str. 237).

W polskiej literaturze funkcjonuje wiara w Kłobuki. Występowanie tego zjawiska sygnalizuje Nienacki przy okazji charakterystyki pisarza Nepomucena Marii Bilińskiego, mieszkającego stale w Skiroławkach: „... cierpiał i myślami uciekał w sfery idealne i ponadzmysłowe. Mocą swej wyobraźni tworzył wtedy o sobie i nieistniejących ludziach barwne i ładnie skomponowane prawdy artystyczne. Czy nigdy nie przychodziło mu na myśl, aby wyjaśnienia przeżywanych kłopotów szukać poza intuicją, wyobraźnią, literaturą? Owszem, w istocie miewał takie myśli, ale nikt i nic nie mówiło mu zdecydowanie, że jest to droga słuszna. Wprawdzie wychował się na literaturze francuskiej, gdzie intelektualizm i »ratio« święciły swoje niezaprzeczalne triumfy, a romantyzm był tylko jednym z wielu licznych prądów artystycznych, to jednak oddychał powietrzem i żył w klimacie regionu, w którym wciąż jeszcze wiara i czucie mówiły najwięcej, dominował literacki okultyzm, zaś najpoważniejsi krytycy głosili, nie bez słuszności zapewne, że wraz z ogromnym rozwojem przeróżnych gałęzi nauk pisarz nie jest w stanie objąć swym umysłem wszystkich zdobyczy wiedzy i musi kierować się jedynie własną intuicją” (t. I str. 102–103).

We współczesnej literaturze polskiej wyróżnia się nurt prozy wiejskiej. Jest to twórczość pisarzy wywodzących się ze środowiska wiejskiego, którzy wszedłszy na szlaki literatury prowadzącej do centrów cywilizacyjnych nie odrzucili wiejskich rekwizytów, nie zgubili zgrzebnych gestów, nie wyrzekli się podstrzechowej aksjologii. Twórcy ci przeniesienie wzorców miejskich zachowań do środowiska wiejskiego oceniają dosyć sceptycznie. Najbardziej znamienne pod tym względem są Taplary i Wydmuchowo Edwarda Redlińskiego. W wielu wystąpieniach tych pisarzy można spotkać zachwyty dla mądrości ludowej. Nienacki nie podziela tych zachwytów: „Gdy ma się z prostym umysłem do czynienia, nawet najmądrzejszy człowiek wychodzi na głupca, ponieważ, jak to słusznie jest powiedziane: co jeden głupi zepsuje albo zrobi, to dziesięciu mądrych nie naprawi i nie pojmie” (t. I str. 178).

Jaki jest system wartości uznawanych przez chłopów? Lekarz weterynarii twierdzi, że „życie dobrej loszki dla niejednego jest więcej warte niż życie jego żony. Kobiet można mieć wiele, ale o rasową loszkę trudno”.

Nienacki nie idealizuje siermiężności, nie utożsamia się z chłopstwem, mimo że — jak sam pisze — już 17 lat mieszka na wsi. Raczej identyfikuje się z inteligencją wiejską, przypisując jej kulturotwórczą rolę wśród wiejskich opłotków, gdzie życie sprowadza się często tylko do fizjologicznych funkcji — do jedzenia i kopulowania.

Nienacki zwraca uwagę, że już na początku życia mieszkańcy wsi startują z niższych pozycji. Nauczycielka miejscowej szkoły, pani Halinka, stwierdza potężną rozbieżność między pięknymi założeniami naszej polityki oświatowej a możliwościami jej urzeczywistnienia: napisała pracę magisterską o tym, „że ognisko przedszkolne na wsi zrównuje start życiowy dzieci miejskich i wiejskich”, większość uczniów przychodzących do jej szkoły miała iloraz inteligencji poniżej normy intelektualnej i kwalifikowała się do szkoły specjalnej. Rodzice tych dzieci posługiwali się pomrukiwaniami bardziej zbliżonymi do głosów zwierzęcych niż do języka ludzkiego.

Najbardziej rozczarowany był pisarz Lubiński: „... przybył do Skiroławek wierząc, że u ludzi prostych znajdzie odwieczne prawdy i nauki moralne, ale gdy wzgardzona została przez prosty lud jego szlachetna idea budowy wiaty, głosić zaczął, że w dobie, gdy każdy ma szeroki dostęp do nauki i do coraz wyższych kwalifikacji, człowiek prosty to taki osobnik, który ma iloraz inteligencji osiemdziesiąt. Uczyć się u niego praw odwiecznych albo nauk moralnych, to jest to samo, co żądać od konia, aby rozwiązał równanie z dwiema niewiadomymi” (t. II str. 205–206).

Olbrzymią rolę w ukształtowaniu się osobowości przypisuje Nienacki czynnikom dziedzicznym. Kiedyś w Skiroławkach sprawiedliwość czynił chorąży Niegłowicz, właściwie potężnym autorytetem cieszy się jego syn, lekarz Jan Krystian; kiedy zajdzie potrzeba ujawnienia odwagi, wnuk chorążego, muzyk Joachim, pójdzie do mieszkania budzącego strach w całej wiosce Malawki. Opinia publiczna nie zadowala się autentyzmem, przeprowadza korektę faktów, dostosowując je do własnych wyobrażeń, aksjologii. Według tych opinii, chorąży Niegłowicz nie mógł ścierpieć bezkarnych zbrodni Antka Pasemki, wstał więc z grobu i uśmiercił zabójcę nieletnich dziewczyn. Inni twierdzili, że uczynił to syn chorążego. Jednym słowem obowiązkiem, powołaniem dziedzicznym rodu Niegłowiczów było niesienie pomocy.

Dziedziczna jest także skłonność do zbrodni i schorzeń umysłowych. Ojciec Justyny zabił żonę, podejrzewając ją o spółkowanie z diabłem. Był niebezpieczny dla otoczenia i zamknięto go w szpitalu dla nerwowo chorych, gdzie zmarł. Justynie wydawało się, że kopuluje z ptakiem Kłobukiem. Zepchnęła w przerębel męża, chciała uśmiercić kochanka, też wylądowała w szpitalu.

Wg Freuda olbrzymią rolę w życiu człowieka odgrywa erotyka. Współczesne sufrażystki przyzwyczaiły się do wypisywania frazesów o godności kobiecej. Nienacki ustami doświadczonej Gertrudy twierdzi, że kobieta osiąga godność wtedy, kiedy wyjdzie z łóżka mężczyzny zadowolona, bo takie jest powołanie kobiety. Te, które tego zadowolenia nie osiągają, stają się dziwaczkami, zbrodniarkami, oddają się praktykom zastępującym normalne stosunki płciowe.

Rozpasana Porowa masturbuje się rączką widelca, a córka sołtysa z tej przyczyny traci życie. Niepowodzenia erotyczne czynią z Justyny i Antka Pasemków zbrodniarzy. Stara nauczycielka Luiza z powodu abstynencji seksualnej przypomina bezużyteczny fotel, na którym nikt nie siedział. Brak partnerów erotycznych skłania do praktyk nagannych w cywilizowanym świecie, ale w Skiroławkach tolerowanych: uprawia się zoofilię, brat spółkuje z siostrą, ojciec z córką, teść z synową, starzejąca się gospodyni z nieletnim chłopakiem. Potrzeby seksualne są przypisywane każdej grupie wiekowej, nie zależą od przynależności społecznej, narodowej, poziomu wykształcenia czy stopnia inteligencji.

Dlaczego Antek Pasemko został zabójcą kobiet? Matka — uosobienie kobiecości — biła go batem, nienawidził więc kobiet. Ale nienawiść łączyła się ambiwalentnie z poszukiwaniem kobiecej cnotliwości, czystej miłości. Podobną motywację można spotkać w uzasadnieniu postawy Justyny. Matka Antka katowała go i wypędzała, kobiety szydziły z niego, kulawa, bezzębna i piegowata Maryna nawet obsikała jego pieniądze.

Zbrodnie Antka Pasemki nie są efektem spontanicznych stanów podniecenia, niekontrolowanych emocji. One są czynione świadomie, są wkalkulowane. Wynikają z głębokiego przeświadczenia o wszechobecności zła. Zło jest atrybutem boskim, a człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo boskie. Nienacki, jak Dostojewski Raskolnikowa w „Zbrodni i karze”, wyposażył swego Antka w swoistą teorię.

Doktor Niegłowicz wyznaje imperatyw kategoryczny: nie zabijać. A jeśli nawet w usprawiedliwionych okolicznościach zabiło się, nie zagłuszać sumienia. Dlatego Otto Szulc przeszło trzydzieści lat słyszy wołanie człowieka, którego zabił w lesie dla kromki chleba. Niegłowicz ciągle pamięta głos mężczyzny, którego zastrzelił ze starego manlichera. Jęki i wołania zabijanych odebrały kowalowi słuch i mowę.

Lekarz Niegłowicz jest przeświadczony, że zło tkwi w człowieku, ale można je usunąć. Można usunąć guz z ciała, nie zabijając życia. Podobnie rzecz się ma ze złem moralnym — trzeba je wydzielić i odrzucić, zanim ono nie objęło jak nowotwór wszystkich organów. Pierwszym krokiem na tej drodze wyzwolenia od zła jest świadomość słabości. Potem powinna przyjść chęć podniesienia się z upadku.

Starożytna triada: piękno, dobro, prawda — interesuje dzisiaj człowieka, ale to zainteresowanie często jest pozorne, wyraża się tylko deklaracjami. Faktycznie poddajemy się ekspansji zła i brzydoty, która ma wiele odmian, nie tylko w świecie kreowanym wizjami surrealistycznych malarzy. Zło fascynuje, szczególnie zło zhiperbolizowane, świadczące o wyraźnym wynaturzeniu (bo zakłada iluzorycznie, że człowiek z natury jest lub powinien być dobry). Śledzimy odmiany zła, objawy, motywacje. Dla przeciętnego człowieka zło olbrzymie, monstrualne jest tajemnicze, egzotyczne, fascynujące.

Tę prawidłowość percepcyjną znali już antyczni Grecy, budując na ludzkich anomaliach podwaliny nieśmiertelnej tragedii. Edyp zabijający ojca i kazirodczo spółkujący z matką, Cyklop pożerający towarzyszy Odysa, czarodziejka przetrzymująca ludzi zamienionych w świnie w chlewie, Tantalos sporządzający na poczęstunek bogom potrawę z własnego syna Pelopsa — oto niektóre z dewiacji tworzących kanon tematyczny starożytności do dnia dzisiejszego, stwarzający preteksty do różnorodnych dociekań naukowych i amatorskich przemyśleń.

Bruno Winawer w słowie wstępnym do „Znajomka z Fiesole” pisał: „Bohaterem utworu scenicznego i w ogóle każdego utworu literackiego — bywa przeważnie zły człowiek: kobieta-demon albo mężczyzna-uwodziciel. Poczciwców — tak się już utarło — uważamy stale za idiotów i oddaliśmy ich z dobrodziejstwem inwentarza autorom bajek dla dzieci i powiastek dla młodzieży. Czytelnika i widza dojrzałego interesuje przeważnie kanalia”. To przeświadczenie nie jest obce Nienackiemu. W jego Skiroławkach o puszczalskiej Porowej ciągle mówiono, o cnotliwej żonie Wątrucha nikt nie wspomniał. Wśród wielu kobiet, z którymi spotykał się Chrystus, największy rozgłos zdobyła Maria Magdalena.

Nie da się dociec pełni prawdy o człowieku, ale bezdyskusyjna jest śmierć, którą płaci się za życie; ciemność i mrok dopełniają jasne dni, a głupstwo i mądrość często maszerują tą samą ścieżką o tej samej porze i dlatego trudno je rozróżnić. Trudno oddzielić dobro od zła. Człowiek ciągle upada, błądzi, ale próbuje wstać, wyprostować się. Na tym polega życie, żeby za chwilę szczęścia, namiętności, zapomnienia płacić strachem, bólem. Cieszyć się i trwożyć, kochać i pałać nienawiścią równocześnie — oto dwoistość, a nawet większa złożoność natury ludzkiej.

Czy należy ingerować, zwalczać zło? Każde lekarstwo zwalczające jedną chorobę wywołuje drugą. Dlatego leczenie różnorakich chorób wymaga specjalistycznych umiejętności, profesjonalnej wirtuozerii. Nienacki wprowadza galerię postaci z warstwy inteligencji, które charakteryzują się wysokim poziomem umiejętności w swojej dziedzinie. Sierżant Korejwo zna kodeks i wie, kiedy trzeba interweniować, a kiedy udać, że nic się nie zauważyło. Ksiądz Mizerera zna arkana myśliwskiej sztuki. Doktor Niegłowicz jest biegły w chorobach ciała i duszy.

Czy bezwzględne tępienie wszelkich objawów zła jest właściwą drogą życiową? Czy należy pobłażać ludzkim słabościom, które nie zagrażają innym ludziom? Haneczka, córka Millerowej, z premedytacją podnosiła sukienkę, żeby drażnić mężczyzn. Pijana Widłągowa nadstawiała zadu każdemu, kto przechodził drogą. Porowa nie pracowała, nie wychowywała dzieci, tylko parzyła się, przyprowadzała na świat potomstwo. Czy takich ludzi należy zabijać? Nienacki stwierdza, że taki bezwzględny sposób likwidowania zła stosowali Niemcy (w tekście powieści „Kawalerowie Maltańscy”).

Kto jest chory, a kto zły? Często pozory mylą. Od szczupłego i skromnego Antka Pasemki lepszy był wiecznie pijany Sewruk i ciągle opowiadający świństwa Erwin Kryszczak, lepsza była Porowa, która biegała wokół domu z widelcem w międzynożu.

Nie wszystko, co uchodzi za dobre, jest dobrem. Nie wszystko, co uchodzi za naganne, grzeszne, bezużyteczne, jest takie w rzeczywistości. Lenistwo zrodziło wiele wynalazków, stanowiących o postępie cywilizacyjnym. Sporą część odkryć ludzkich zrodziła chęć zabawienia siebie lub swoich dzieci.

Na świecie przeważa zło. O panowaniu Szatana mówi nie tylko sołtys Wątruch, ale także pisarz Lubiński. Zło jest integralnym składnikiem moralnego bytu. „Bo nie ma wolności bez niewoli i nie ma cnoty bez grzechu. Nie wejdzie się na górę świętości bez kilku upadków. Nawet Chrystus upadał pod krzyżem... człowiek musi ciągle upadać, a potem się podnosić, upadać i znowu się podnosić” (t. II str. 303–304).

Chociaż w świecie panuje zło, nie należy mu się poddawać, trzeba je zwalczać. Zbrodniarz powinien być ukarany, nawet jeśli aparat wymiaru sprawiedliwości nie znajdzie dostatecznych dowodów winy. Dlatego doktor Niegłowicz będzie ciągle przypominać mordercy Haneczki Millerowej, że w odludnym miejscu czeka na niego szubienica, na której sam powinien się powiesić.

Ale według Nienackiego opozycja: dobro — zło nie jest najważniejsza. Najbardziej szkodliwa jest głupota. „Czy może zresztą być na świecie coś gorszego od głupiego człowieka? Głupiec nie potrafi pojąć początku i końca wszystkich rzeczy, spraw i myśli, nie rozumie innych ludzi. Jeśli chce czynić dobro — to ono przerodzi się w zło; jeśli czyni zło — to ono staje się jeszcze większym złem, które aż poraża wszystkich wokół. To, co proste — dla głupca bywa skomplikowane. To, co skomplikowane — wydaje się proste” (t. II str. 125).

Głupota to m.in. brak wyobraźni, brak umiejętności przewidywania ewentualnych skutków podejmowanych działań. Ale czy to pomaga żyć? Czy refleksyjność nie zabija działania? „Nadmiar wyobraźni może spowodować u człowieka paraliż wszelkich działań. Osobnik taki będzie się bał wejść do samolotu, zasiąść za kierownicą samochodu, ożenić się z piękną panną o skłonnościach do tycia, choć zdarza się, że — na przykład po dziecku jedna kobieta tyje, a inna chudnie. Nadmiar wyobraźni grozi atrofią chęci ryzyka, nowości i inności, a przecież wszelki postęp jest związany z ryzykiem. Bez ryzyka człowiek nie potrafi w swym życiu zmienić niczego na lepsze. Zdarza się jednak — uczy tego doświadczenie — że brak wyobraźni i skłonność do ryzyka przynosi lepsze owoce niż nadmiar wyobraźni, ogromna ostrożność i chytra kalkulacja” (t. II str. 113).

Czy świat kończy się na Skiroławkach? Inteligenci, mieszkający w Skiroławkach, mają świadomość istnienia innego świata. Dla malarza Porwasza jest to paryski handlarz Abenteuer i rzeczoznawca z warszawskiej „Desy” pani Aldona. Najwyraźniej kontrast między dwoma światami zarysował autor w refleksjach na warszawskim lotnisku doktora Niegłowicza przed niedokonanym odlotem na koncert syna do Kopenhagi. Niegłowicz kontempluje folderowe rysy, cerę, biżuterię i ubiór pięknej młodej kobiety w poczekalni dworcowej, zestawia ją w myślach z chłopakiem wypędzonym przez matkę z mieszkania na wyrko do obory, z czarną, pooraną zmarszczkami twarzą Millerowej, z jej przygarbieniem, drżącymi rękami, ochrypłym głosem.

Sytuacja społeczno-ekonomiczna nie jest przedmiotem szczególnego zainteresowania Nienackiego, ale i ona odciska się w powieści. Autor potwierdza znaną nie od dzisiaj prawdę, że i w warunkach naszego ustroju istnieje zróżnicowanie społeczne, że istnieją bogaci i biedni. Bogaci przechwytują wiele świadczeń ze strony państwa, biedni te świadczenia otrzymują w ostatniej kolejności, często nie stać ich na opłacenie usług. Bogaci bogacą się, biedni biednieją. Bogatemu pomaga państwo, pomagają zagraniczni krewni, pomaga nawet zaczarowany ptak Kłobuk. „Nawet słońce nie lubiło biedaków, a wolało ludzi bogatych, choć ten i ów powiada, że słońce jednakowo świeci dla wszystkich ludzi” (t. II str. 123–124).

Społeczność Skiroławek skupia się wokół znaczących miejsc i ludzi. Kierownikiem sklepu jest Smugoniowa, to ona sprzedaje wino i piwo, które drwale, rolnicy i rybacy wypijają na ławce przed wejściem, w kolejce sklepowej kobiety dzielą się najświeższymi wiadomościami, opowiadają o swoich sukcesach i kłopotach. Komendantem posterunku milicji jest niezbyt wykształcony, ale przystojny starszy sierżant sztabowy Korejwo, ośrodek w Trumiejkach, czyli służbę zdrowia reprezentuje doktor Niegłowicz, weterynarię — panna z dzieckiem, piękna Brygida. Proboszczem, który potrząsnął sumieniami i kieszeniami parafian, jest ksiądz Mizerera. Jest jeszcze leśniczy, nauczycielka Halinka, sołtys Wątruch, naczelnik gminy.

W skład tej zbiorowości weszli także przybysze-artyści: pisarz Lubiński i Porwasz, monotematyczny malarz trzcin. Ale te postacie, aczkolwiek autor poświęca im sporo miejsca, nie stanowią o niezwykłości zbiorowości ludzkiej Skiroławek. Wśród person ludowych widać największą polaryzację kreowanych osobowości — od ponurych, głęboko tragicznych postaci aż do groteskowych typów.

Np. cieśla i grabarz zarazem, olbrzymi Sewruk, który pobrał wiele zaliczek i kredytów, ale żadnej pracy nie skończył, a pożyczek nie spłacił. Pieniędzy nie posiadał, ale miał charyzmat. Studiów pedagogicznych nie skończył, ale cieszył się autorytetem u własnych dzieci. Gnębił go komornik, więc obwieścił, że odbierze sobie życie. Posłuszni synowie wyrąbali mu przerębel, ale Sewruk nie utopił się, chociaż prawie cała wieś na to czekała, bo postanowił najpierw uczestniczyć w sprzedawaniu krowy i libacji. Potem Sewruk szczycił się swoim „topieniem się w jeziorze”, stwierdzając, że było ono ciekawsze niż ucieczka Porowej z dziećmi do lasu przed egzekucją wyroku o zabraniu potomstwa z powodu permanentnego braku opieki.

Nazywano ją „pierwszą damą” Skiroławek, gdyż nie zhańbiła się żadną pracą poza znojem miłosnych zapasów z różnymi mężczyznami i rodzeniem dzieci. Wszystkie miejscowe kobiety posiadały obfite kształty, ale najpełniejsze miała Widłągowa, która stała na czele gospodyń, potrafiła zorganizować imprezę wiejską, ugotować i posprzątać w mieszkaniu jakiegoś Porwasza czy Turleja, nawet zaspokoić inne potrzeby.

Ziemia olsztyńska była wielokrotnie areną zmagań wojennych. Dzieje jednostek składają się na losy zbiorowości. Przebieg wielkich wydarzeń historycznych odciska się na losach jednostkowych. Ruth Miller, kiedy miała 16 lat, utraciła ojca, a jej brat walczył na froncie zachodnim, ona była piękną dziewczyną, jeździła konno i biła szpicrutą niewolniczo przypisanych do jej folwarku obcojęzycznych robotników nawet za małe niedopatrzenie. Widziała świat z grzbietu końskiego; kiedy przyszła sławetna zima ucieczki, nie zdążyła nawet zatruć pozostawionego jedzenia. W trakcie ucieczki utraciła ciepłe rękawiczki i konia, została ścierką: najpierw gwałcili ją Niemcy, po przejściu frontu przechodziła z rąk do rąk żołnierzy.

Szczepan Żaryn za czasów niemieckich był jednym z przymusowych robotników, których nazywano „polnische Schweine” — gdy zbliżył się front, podpalił budynki należące do niemieckiego księcia w Trumiejkach.

Wielu mieszkańców Skiroławek ma krewnych w RFN. Jeden z nich chce wywieźć z Polski garnki pozostałe po ojcu. Babka Stasiaków przyjeżdża na krótkie odwiedziny, sprawia wnukowi samochód. Stary Erwin Kryszczak opowiada o najróżniejszych niegodziwościach księcia Reussa, który był Krzyżakiem i zwracał się do Erwina „świnio”. Ale w tych wspomnieniach czai się nutka żalu za minionym, bo „człowiek do wszystkiego może się przywiązać”.

Mieszkańcy terytoriów włączonych do Rzeszy byli przymusowo wcielani do Wehrmachtu i wysyłani na front. Wielu z nich ginęło, wielu z nich po zakończeniu działań wojennych ucierpiało z powodu szykan. W powieści Nienackiego Otto Szulc został żołnierzem niemieckim, bo nosił niemieckie nazwisko; jego żona zginęła, bo był niemieckim żołnierzem. Wojna zabrała Szulcowi nie tylko żonę, przede wszystkim spokój wewnętrzny — ciągle prześladowały go sny i wspomnienia o człowieku, którego zamordował dla kawałka chleba.

Jonasz Wątruch w okresie wojny nosił dwa mundury, zabijał w jednym i drugim, dostał krzyże w jednym i drugim. Nienacki pisze o dwóch kodeksach moralnych: jeden nakazuje poszanowanie życia ludzkiego, nawet jeśli ono jest naganne, drugi jest kodeksem pogardy dla człowieka. Ten drugi kodeks uznawali Niemcy („Kawalerowie Maltańscy”): „Ten tylko jest prawdziwym mężczyzną, kto zabić potrafi drugiego człowieka, tak samo jak się zabija kurczaka albo muchy, bzyczące na rozświetlonej słońcem ścianie obory” (t. II str. 199).

Sprawa grup autochtonicznych, które oparły się działaniom germanizatorskim zaborcy, okupanta, jest ciągle drażliwa. Warmiacy i Mazurzy w powieści „Skiroławkach” nazywani są Baudami i Bartami. Niektórzy spośród nich starają się utrwalić separatyzm plemienny, wbrew tendencjom integracyjnym, reprezentowanym przez napływową młodą inteligencję. Te działania regionalnych liderów separatyzmu przybierają nieraz formy groteskowe. Bruno Kriwka każe uśmiechać się połową twarzy, a drugą połowę wykrzywiać. Ta sztuka mimiczna symbolizuje swoistą taktykę, dwulicowość ludności autochtonicznej wobec każdej władzy — niemieckiej czy polskiej.

Aby podtrzymać dążności separatystyczne, Kriwka propaguje antyetykę: „Jeśli masz wroga, to się do niego uśmiechaj, jeśli masz przyjaciela, to go zdradź; przyjaciół wyprzyj się po trzykroć, a za dobroć odpłacaj niewdzięcznością. Zawsze byliśmy za tymi i za tamtymi, jak kto sobie życzy i jak kto woli. Najważniejsze to krzywić się połową twarzy i uśmiechać się tylko połową twarzy. Kto się bowiem całą twarzą krzywi albo całą twarzą uśmiecha, ten już się zdradza i otwiera dla innych. A chodzi o to, aby się zamykać, odgradzać, separować” (t. II str. 187–188).

Niemiecki książę z Trumiejek, Reuss, utracił trzech synów na wojnie, zanim sam zastrzelił się. Zapowiadał, że bez Niemców na tych terenach będą rosły tylko jałowce. Budynki spaliły się. Niemcy uciekli lub zginęli, część pozostała. Przybyli ludzie z centralnej Polski, zza Buga. Pomieszała się krew, urodziły się dzieci, nie zawsze mądre i szczęśliwe, ale nie pamiętające czasów pogardy dla człowieka.

Tak więc erotyzm u Nienackiego nie jest pornograficznym wabiem, przyciągającym czytelnika w pryszczatym wieku, ale drogą integrowania społeczeństwa polskiego, budowania życia. Przepowiednie księcia Reussa o kolczastych jałowcach nie sprawdziły się.

ZDZISŁAW WARSKI

Tygodnik „Rzeczywistości” Rok 1984 nr 15

1774730738-Warski-1.jpeg
1774730771-Warski-2.jpeg
1774730799-Warski-3.jpeg
1774730826-Warski-4.jpeg
1774730854-Warski-5.jpeg
Post został zmodyfikowany 4 miesiące temu 5 times przez Kustosz

OdpowiedzCytat
Mirekpiano
(@mirekpiano)
Member Potwierdzony
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 623
 

Zgadza się - esej jak trzeba.

Warski pisze, że erotyka „buduje wspólnotę”. A ja bym powiedział odwrotnie, erotyka u Nienackiego niczego nie buduje — ona wszystko obnaża

I może dlatego ten tekst jest ciekawy — bo stoi na granicy, między próbą wyjaśnienia Skiroławek
a przeczuciem, że tej książki nie da się wyjaśnić do końca.


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 10095
 
Wysłany przez: @mirekpiano

A ja bym powiedział odwrotnie, erotyka u Nienackiego niczego nie buduje — ona wszystko obnaża

Celne.

Wysłany przez: @mirekpiano

I może dlatego ten tekst jest ciekawy — bo stoi na granicy, między próbą wyjaśnienia Skiroławek
a przeczuciem, że tej książki nie da się wyjaśnić do końca.

Oczekiwanie, że można wyjaśnić "Skiroławki" do końca, moim zdaniem, byłoby z gruntu błędne. Bo nie należy zakładać, że jest jakieś jedno prawidłowe wyjaśnienie, a inne są nieprawidłowe. Ta powieść ma niezliczoną ilość płaszczyzn, wątków i znaczeń. Niektóre z tych znaczeń wynikają z intencji autora, ale inne rodzą się w zderzeniu tekstu literackiego z naszym doświadczeniem, naszą wrażliwością i naszym sposobem postrzegania świata.


OdpowiedzCytat
Mirekpiano
(@mirekpiano)
Member Potwierdzony
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 623
 

Sześć lat temu trafiłem na bloga Michała Stanka i jego odbiór Skiroławek:

http://www.zaokladkiplotem.pl/2015/08/dekameronpl-zbigniew-nienacki-raz-w.html

Uważam, że aby zrozumieć Skiroławki, trzeba do nich wracać tak często, aż coś „zaskoczy”. Wtedy jest szansa, że się w nie wsiąknie.


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 10095
 
Wysłany przez: @mirekpiano

Uważam, że aby zrozumieć Skiroławki, trzeba do nich wracać tak często, aż coś „zaskoczy”. Wtedy jest szansa, że się w nie wsiąknie.

Czy ja wiem? U mnie zaskoczyło za pierwszym razem. Oczywiście nie licząc nieudanego podejścia w wieku nastoletnim. To jest powieść dla dojrzałych ludzi, ale nie dla każdego. Bo jest specyficzna, konstrukcyjnie niespójna, trudna, bo operuje w klimacie, który nie każdemu odpowiada. Tak więc, nie ma sensu wciskać jej w siebie jeśli nie wchodzi sama.

A co do linkowanego wpisu. Ten tekst nie jest chyba recenzją, bo zdradza tak wiele, że zabija przyjemność z pierwszego czytania. Co do meritum mam podobne odczucia. Również tu:

Moje JEDYNE zastrzeżenie do "Skiroławek" dotyczy zbędnego i mętnego wątku historycznych ludów Bałdów i Bartów i powiązanego z nim wątku Brunona Kriwki. Jest zwyczajnie zbędny. 

Nie do końca jednak, bo ja tak radykalny nie jestem. Wątek jest zbyt rozbudowany, ale nie zbędny. Pod kryptonimem Bałdów i Bartów Nienacki ukrył powikłane losy Mazurów i Warmiaków czyli coś czego przecież nie można pominąć budując mitologię tych stron. 


OdpowiedzCytat
Mirekpiano
(@mirekpiano)
Member Potwierdzony
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 623
 

Od pewnego czasu przeszukuję archiwa i wyciągam wszystko, co dotyczy Nienackiego — artykuły, wywiady, zapomniane teksty. Wszystkim dzielę się z Kustoszem, część trafia tutaj albo na FB („Tajne Archiwum Skiroławek”).

Tym razem mam coś innego. Nie artykuł prasowy, nie wspomnienie, nie wywiad.

Tylko tekst, który wielu może na pierwszy rzut oka odstraszyć:

Maria Bujnicka – „O tym, kto z kim rozmawia w Skiroławkach. Dialog i dialogiczność. Zbigniew Nienacki: fachowiec - uwodziciel”

To szkic literaturoznawczy, w którym Bujnicka rozkłada Skiroławki na części pierwsze — używając narzędzi teorii literatury.
To bardziej sekcja niż refleksja.

Ale zanim ktoś w to wejdzie — jedna uwaga. Najpierw trzeba przeczytać „Raz w roku w Skiroławkach”.                    Wiem, że wielu z Was pisało, że podchodzili do tej książki kilka razy — i po kilku rozdziałach odpadali.              Moim zdaniem to właśnie jest błąd. Bo może tej powieści nie powinno się czytać ciurkiem,  nie od deski do deski, nie „na raz”. Może ją trzeba czytać tak, jak kiedyś czytało się książki w gazetach — drukowane w odcinkach.

O tym, kto z kim rozmawia w Skiroławkach — i dlaczego warto czytać je inaczej.

 

 


OdpowiedzCytat
PawelK
(@pawelk)
Member Admin
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 6005
 
Wysłany przez: @mirekpiano

Wiem, że wielu z Was pisało, że podchodzili do tej książki kilka razy — i po kilku rozdziałach odpadali.              Moim zdaniem to właśnie jest błąd. Bo może tej powieści nie powinno się czytać ciurkiem,  nie od deski do deski, nie „na raz”. Może ją trzeba czytać tak, jak kiedyś czytało się książki w gazetach — drukowane w odcinkach.

Może tak, może trzeba czytać w odcinkach. Ale trudno nazwać to błędem. To jest trudna i specyficzna powieść i w takich przypadkach rezygnuje się po kilku stronach/rozdziałach, bo ktoś jeszcze nie dojrzał do jej "przetrawienia" lub zwyczajnie nie pasuje mu to co autor chciał przekazać. Ja np. przeczytałem, doceniam, ale nie jestem fanatykiem jak @Kustosz i na sto procent nie wrócę do niej. Nie moje klimaty.

Twtter is a day by day war


OdpowiedzCytat
Seth
 Seth
(@seth)
Member Potwierdzony
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 1967
 

@mirekpiano, w Kronice Jerzwałdu na stronie jerzwald.pl znajduje się informacja, że Nienacki w wywiadach wskazał sprawcę wiadomego morderstwa. Czy dysponujesz takim wywiadem? 

https://jerzwald.pl/zajazd-paula-schramkego-w-gerswalde-jerzwald/comment-page-1/#comment-16065

Świetna historia i niesamowite zdjęcia. Opowieść z likierem i korytkiem w rolach głównych wywołuje uśmiech na twarzy. Przy zajeździe Schramkego jak byk stoi Shell 🙂 Obok dwa samochody. Z lektury wynika, że Herbert Schramke żył 99 lat. 


OdpowiedzCytat
Mirekpiano
(@mirekpiano)
Member Potwierdzony
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 623
 

Byłem dziś w Olsztynie i wygospodarowałem chwilę na wizytę w bibliotece na Rynku.
Z odpowiednią ściągą przekopałem w tempie ekspresowym „Gazetę Olsztyńską” i „Warmię i Mazury” — zrobiłem kilkadziesiąt zdjęć iPhone’em (nie wszystkie wyszły idealnie, ale materiał jest).
Na początek wrzucam to:
Grażyna Sokołowska – „Klucz do Skiroławek”
„Warmia i Mazury”, 1984, nr 7, str. 12.
Jak napisano na pierwszej stronie dwutygodnika — to obszerna relacja z kolaudacji „Skiroławek”.

Warszawka swoją opinię już wtedy wykrzyczała.
Felietony, oburzenie, fragmenty wyrwane z kontekstu.
A tutaj?
Olsztyn.
Salon „Pojezierza”.
I zupełnie inna rozmowa.
Spotkali się lokalni pisarze, krytycy, bibliotekarze, czytelnicy  i … sam Nienacki. Nie po to, żeby się tłumaczyć. Tylko żeby powiedzieć wprost, po co napisał tę książkę.

Minęły już 42 lata.
Będzie tego więcej.

Jak zawsze wklejam tekst dla lepszego czytania:
Grażyna Sokołowska:  "Klucz do »Skiroławek”
„Warmia i Mazury”, 1984, nr 7, s. 12.
 

Krytyka literacka u nas (a za nią czytelnicy) przywykli klasyfikować pisarzy według określonych kategorii. Źle jest autorowi, gdy spróbuje zerwać przyczepiona mu etykietę. Poeta na przykład długo musi udowadniać, że potrafi pisać prozę nie gorszą niż tzw. rasowy prozaik, ten zaś, że potrafi być dobrym dramaturgiem. Zupełnie źle przedstawia się problem pisarza dla młodzieży, który ma również inklinacje do pisania dzieł dla dorosłych, choćby te dzieła były oparte na znakomitej wiedzy o uniwersaliach literatury.

Tak jest ze Zbigniewem Nienackim, wybitnym pisarzem dla młodzieży, który od wydania "Uwodziciela" bulwersuje umysły otępiałej krytyki, wyobraźnię nieukojonych w seksie obywateli oraz serca zawistnych kolegów po piórze. Pod koniec ubiegłego roku wybuchła kolejna wrzawa wokół nowej powieści Nienackiego, adresowanej do dorosłych, pt. "Raz w roku w Skiroławkach". Wywołał ją felietonista, który nie znał całości powieści, ale jedynie jej przypadkowy fragment.
W tej chwili książka Nienackiego trafiła juz na biurka recenzentów i do rąk czytelników. Zanim znajdzie sprawiedliwą ocenę, bo rozgłos już posiada, olsztyński wydawca wspólnie z miejskim oddziałem SSK "Pojezierze", poprosili jej autora na spotkanie z czytelnikami. Miało ono charakter kolaudacji i było właściwym wprowadzeniem książki na rynek. Posłuchajmy zatem co powiedział o niej sam autor i dyskutanci. Spotkanie odbyło się w Salonie Wydawniczym olsztyńskiego edytora, a więc w tradycyjnym już miejscu zebrań tych, którzy ukazanie się nowej książki, traktują jako wydarzenie kulturalne wielkiej wagi.

Zbigniew Nienacki:
Powieść moja "Raz w roku w Skiroławkach" pomyślana była dla koneserów literatury, a gonią za nią łowcy pikantnych smaczków. W jakim celu ją napisałem? Otóż dziesięć lat temu przebywałem w Berlinie Zachodnim wśród pisarzy niemieckich; między innymi był tam również Günther Grass, autor "Blaszanego bębenka". Kiedy w rozmowie powiedziałem im, że mam dom na Mazurach, zapytano mnie: co słychać na Mazurach? Na moja odpowiedź, że ukazuje się tu dużo książek, usłyszałem, że są to książki niemodne, anachroniczne, czarno-białe, z których nic nie można wywnioskować. Wtedy właśnie toczyła się u nas dyskusja programowa: co to jest literatura regionalna, kiedy uzyskuje racje uniwersalne. Więc i ja takie pytania im stawiałem. Odpowiadali ezoterycznie, że to sprawa talentu, że jeśli pisarz zdolny, to napisze książkę ponadregionalną.
Byłem wówczas w trakcie pisania "Uwodziciela" i takie problemy bardzo mnie nurtowały. Chciałem napisać powieść regionalną, ale także chciałem by mogła być odczytana i przyjęta jak swoja w różnych regionach świata. Wtedy to z uwagą studiowałem problemy realizmu magicznego, przyjrzałem się bliżej strukturze powieści pisarzy niemieckich, w tym i Grassa. Zachwycił mnie rodzaj protestu przeciwko faszyzmowi w "Blaszanym bębenku". Pisarz po prostu nakazuje swojemu bohaterowi nie rosnąć, każe mu bić w mały bębenek. Jakiż dramatyzm w tego rodzaju artystycznej optyce. Ale któryż z naszych wydawców uznałby to za odkrycie, któryż by taki sposób widzenia świata zaakceptował, uznał, ze to chwyci u publiczności, że ona tego oczekuje.

Dużym dla mnie przeżyciem był również pobyt na targach książki we Frankfurcie nad Menem. Uczestniczyły w nich wielkie, światowe firmy, krótko mówiąc: wielki biznes. Tylko polskie stoisko było omijane. Gdy pytaliśmy, dlaczego, mówiono: Jesteście dziewiętnastowieczni, anachroniczni. W czym leży tajemnica takiej sytuacji? Sądzę, że „łapie nas za gardło” tradycja polityczna i literacka: każdy musi sprostać roli wieszcza. Zwykłe ludzkie namiętności nie wchodzą w zakres takiej postawy, tym bardziej te niezwykłe, graniczące z odchyleniem od powszedniości.

Zamierzając pisać "Skiroławki", postanowiłem zerwać z tym co nas ogranicza, z tą niedobrą, niekomunikatywną na świecie tradycją. Powiedziałem sobie: w mojej książce nie będzie posłannictwa narodowego. Będę mówił o polityce i regionie, ale tak, żeby mnie wszyscy rozumieli, także Grass i jemu podobni. Problem więc zawierał się w odkonkretyzowaniu regionu.

Powracając zatem do postawionego mi w Niemczech pytania: co słychać na Mazurach? Aby na to odpowiedzieć językiem literackim , takim językiem, jaki jest powszechnie dziś zrozumiały, musiałem sięgnąć do odpowiednich form, do funkcjonalnych dziś środków podawczych w powieści: quasi baśni, do poetyki snu (noc mieszania krwi). Kłobuk, to nie tylko przecież rekwizyt regionalny. To upostaciowanie dramatyzmu ludzkich losów, do których interpretowania służy nie tylko socjologia, psychologia, ale także i psychoanaliza. Sądziłem również, że znajdę się bliżej literackiego uniwersum, gdy problem krzyżactwa, dzieje Warmiaków i Mazurów przedstawię w opowieściach o rycerzach maltańskich, Bartach i Bałdach. A teraz sprawa tzw. erotyki, warstwy erotycznej.

Od jakiegoś czasu zauważam, że w całej literaturze światowej w tej materii coś się dzieje, coś co niewątpliwie zaczyna urzeczywistniać się w innym modelu widzenia spraw natury ludzkiej poprzez literaturę. Można to również odnieść do pisarzy polskich, w których książkach problemy erotyki zaczynają być akcentowane mocniej, czasami zaś wysuwają się na plan pierwszy. W powieści - eseju "Uwodziciel" zwróciłem też na to uwagę. Obecnie zdaje się proces ten skrystalizował się już w określone kanony etyczno-estetyczne. W odniesieniu do literatury amerykańskiej problem ten ujmuje Wacław Sadkowski następująco:

„Przeszła pewną rewolucję stylistyczno-językową, a nawet więcej: rewolucję postaw wobec erotyki i seksu, i za sprawą tej rewolucji dokonały się przemiany już nieodwracalne, które trzeba przyjąć do wiadomości, jeśli się chce tę literaturę rozumieć i właściwie odczytywać. Można jej oczywiście nie lubić i nie ma przymusu zaczytywania się w niej; ale jeśli się już jakieś lektury podejmuje.. to trzeba rozumieć »kod« stylistyczno-obyczajowy, wedle którego czytane przez nas utwory napisano.”

Dlaczego tak się dzieje. Osobiście sądzę, że skończyła się era, gdy pisarz miał prawo twierdzić, że wie wszystko o człowieku. Tak mógł mniemać jeszcze Tomasz Mann, ale chyba przed narodzeniem się faszyzmu, hitleryzmu. Duży rozwój nauk przyrodniczych spowodował, że pisarze dziś czytają nie tylko klasyków, ale coraz chętniej sięgają po książki z dziedziny przyrodoznawstwa; piszą też inaczej. I ja tak czynię. Pozwolę zatem odwołać się jeszcze do Konrada Lorenza, laureata Nagrody Nobla, twórcy nowoczesnej etologii, czyli nauki o zachowaniu się zwierząt. W jego książce pt. "Odwrotna strona zwierciadła" będącej próbą filozoficznego uogólnienia przyrodniczej wiedzy uczonego czytamy:

„Postępujący upadek naszej kultury ma w sposób tak oczywisty charakter patologiczny, nosi oczywiste cechy choroby ludzkiego ducha, że w rezultacie trzeba kategorycznie domagać się by kultura i duch poddane zostały badaniom, w których pytania zadawać się będzie tak, jak pytają nauki lekarskie (...)".

"Raz w roku w Skiroławkach" napisana została właśnie przy pomocy tego nowoczesnego kodu, o którym pisze Sadkowski oraz zgodnie z tym o czym mówi Lorenz. Pisarz tu patrzy na człowieka, jak lekarz na pacjenta, traktuje go jako istotę biologiczno-społeczną, uważa, że istnieje ona nie tylko od pasa w górę, ale i od pasa w dół. Napisanie tej książki zajęło mi siedem lat. Sprostanie nowoczesnym trendom wymaga też nie tylko żywej akcji, ale elementu rozszczepiającego fabułę. Takim elementem w "Skiroławkach" jest zabójstwo czternastoletniej dziewczynki. Jest to mord na tle seksualnym. Taki wypadek wydarzył się autentycznie w mojej wsi. Morderca swój instynkt seksualny rozładował w ten właśnie sposób. Jak wykryć takiego mordercę? Z pewnością nie wykryje się go po sposobie ubierania, jedzenia, lecz po jego stosunku do kobiet, do spraw seksu. Musiałem zatem podnosić kołdry, żeby ustalić i wyeliminować mordercę. I to jest klucz do erotyki książki. Kiedy spojrzymy na to w ten sposób, jasnym się stanie, że erotyka nie służy epatowaniu czytelnika, ale jest w "Skiroławkach" ważnym elementem konstrukcyjnym, ma swoje obiektywne uzasadnienie. Od kultury literackiej więc zależy, czy warstwę erotyczną potraktujemy jako główną, czy też dostrzeżemy w książce inne problemy, jak choćby problem prawa i sprawiedliwości, wzajemnej tolerancji, potrzeby poczucia ludzkiej wspólnoty. Przecież „noc mieszania krwi”, to również scena symboliczna, to nic innego jak emanacja stanu uczuciowego ludzi do pojednania, wzajemnego zbliżenia się, integracji. Stąd przecież też rodzi się stosunek autora do bohaterów. Weźmy np. postać proboszcza. Proszę mi pokazać pisarza wierzącego, który by z taką sympatią, tolerancją i szacunkiem wykreował postać proboszcza, jak starałem się ja to zrobić, ja którego światopogląd jest marksistowski.

Na zakończenie chciałem jeszcze zwrócić uwagę, a właściwie polecić refleksji takie elementy formalne powieści jak: liryzm, pastisze, humor, aluzje literackie. Tradycyjne to środki literackie, ale w nowoczesnym kodzie stylistycznym fabułę organizują inaczej, czemu innemu służą, odwołują się do innych estetycznych konkretyzacji. Naprawdę, można tu o wielu rzeczach mówić, pozostawiając owe „smaczki pikantne” na uboczu.

Głos z sali:
Znany jest Pan jako pisarz dla młodzieży. Czy nie obawia się Pan przykrych pomyłek. Idzie mi o to, czy po "Skiroławki" nie sięgnie młody, nie predystynowany do jej lektury czytelnik?

Zbigniew Nienacki:
Proszę pani, ja młodzież traktuje poważnie, nie jako podgatunek. Sądzę, że tak też powinni ją traktować rodzice, nauczyciele, bibliotekarze, sprzedawcy. Jeśli tak jest, to nie dadzą młodzieży do ręki książki dla dorosłych, tak, jak nie sprzedadzą alkoholu. Wymienieni tu przedstawiciele zawodów związanych z upowszechnieniem książki, mają przecież obowiązek znać rodzaj towaru czy przedmiotu obdarowania. Jeśli trafiają się pomyłki, to świadczą tylko o tym, że to nie młodzież nie dorosła do czytania "Skiroławek", ale oni do pełnienia swych funkcji i zawodów.

Stefan Połom - literat:
"Skiroławki" to powieść metaforyczno-realistyczna, w klimacie zbliżona do utworów Hrabala. Warto tu przypomnieć, że Emil Zola zrobił ogromny wyłom w literaturze, łącząc ją ze współczesną mu nauką. Tomasz Mann nie był też ostatnim.

Książka, o której mówimy jest emocjonującą lekturą. Interesujące wydaje mi się tu rozpracowanie panoramy wiejskiej i panoramy charakterów. Nazwiska bohaterów trafnie dobrane są do postaci. Najbardziej pełną według mnie jest postać Justyny. W powieści dają się zauważyć momenty napięć i momenty wahań, są też pewne nierówności, ale i fascynująca dramaturgia. W "Skiroławkach" spostrzegam pewne odpryski z "Uwodziciela". Natrafiamy tu na moralitety, unaukowione wypowiedzi, które trochę się kłócą z ludycznym klimatem. Prawdziwą frajdę daje natomiast czytelnikowi bogactwo epizodów humorystycznych.

Henryk Jakubiec - bibliotekarz
To co usłyszeliśmy od autora "Skiroławek" stanowi klucz do właściwego odbioru książki. Gdyby ten komentarz, lub mu podobny, poprzedził wprowadzenie książki na rynek, Passent nie miałby nic do powiedzenia. Jestem zdania, że pisarz ma prawo pisać książki adresowane do różnych czytelników. Inna sprawa, że wielu ludzi szuka sensacji i za tym goni. Sądzę, że pan Nienacki podobnie, jak Wisłocka wychowuje, a nie demoralizuje społeczeństwo.

Zbigniew Nienacki:
Jeśli już znowu wypłynął temat erotyzmu trzeba nauczyć się odróżniać pornografię od seksu i erotyzmu. Pornografię należy odrzucić, seksem zajmują się lekarze i m.in. Wisłocka, a ja głoszę pochwałę erotyzmu, a nie pornografii. W książce "Rozwój erotyczny", wydanej przez Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne i przeznaczonej dla nauczycieli m.in. czytamy:

„Erotyzm ma charakter wielofunkcyjny: jest ujmowany jako wartość witalna, kulturowa moralna i osobista (...) Moralna wartość erotyzmu polega na włączeniu go w system ogólnej etyki, w której - zgodnie z zasadami humanizmu socjalistycznego - najwyższą wartość stanowi człowiek. (...) Jako wartość osobista, prywatna, erotyzm może stać się istotnym elementem w kreowaniu własnej biografii, może zaspokajać różnorodne ludzkie potrzeby (nie tylko potrzebę seksualną i uczuciową, ale również potrzeby poznawcze), może być źródłem twórczej aktywności człowieka przez dostarczenie mu poczucia siły i szczęścia.”

Witold Piechocki - literat, prawnik:
Nienacki przeszedł okres przepoczwarzania i pisze dla dorosłych. Po lekturze "Uwodziciela" nie jestem zaszokowany "Skiroławkami". Uwagę moją zwrócił kryminalny aspekt książki, sposób prowadzenia tego wątku i nieszablonowe rozwiązanie problemu kryminalnego. Zastanawia samoeliminowanie się faktów, które doprowadza, że sprawiedliwości staje się zadość.

Andrzej Staniszewski - krytyk, pracownik naukowy:
Cenzura ostatniego 10-lecia wyczyściła nam literaturę z erotyzmu. W latach 60-tych twórczość literacka była ciekawsza. Teraz do "Skiroławek" nie mamy punktu odniesienia, książka nas po prostu zaskoczyła. Po felietonie Passenta czytelnicy istotnie poszukiwać będą w książce erotyki. Powieść nie jest łatwa, mnie samego doprowadza do merytorycznego zakłopotania. Powieść doskonale jest skonstruowana, ale mimo to przy czytaniu wiele szczegółów nam umyka i dlatego za każdym razem odczytywana będzie fragmentarycznie.
 

1775159996-IMG_6103.jpg
1775160074-IMG_6106.jpg

Kustosz and Hebius lubią
OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 10095
 
Wysłany przez: @mirekpiano

Byłem dziś w Olsztynie i wygospodarowałem chwilę na wizytę w bibliotece na Rynku.
Z odpowiednią ściągą przekopałem w tempie ekspresowym „Gazetę Olsztyńską” i „Warmię i Mazury”

Świetna robota Mirek! Materiałów zgromadziłeś tyle, że do emerytury będę miał co robić:) A ten "Klucz do Skiroławek" rzeczywiście w sposób prosty, klarowny i nie pozostawiający wątpliwości uzasadnia warstwę erotyczną powieści:

Wysłany przez: @mirekpiano

Morderca swój instynkt seksualny rozładował w ten właśnie sposób. Jak wykryć takiego mordercę? Z pewnością nie wykryje się go po sposobie ubierania, jedzenia, lecz po jego stosunku do kobiet, do spraw seksu. Musiałem zatem podnosić kołdry, żeby ustalić i wyeliminować mordercę. I to jest klucz do erotyki książki. Kiedy spojrzymy na to w ten sposób, jasnym się stanie, że erotyka nie służy epatowaniu czytelnika, ale jest w "Skiroławkach" ważnym elementem konstrukcyjnym, ma swoje obiektywne uzasadnienie.

Zaciekawiło mnie też, że Nienacki bardzo trafnie opisał "Uwodziciela" jako powieść-esej. Nie pamiętam, czy gdzieś wcześniej o tym mówił.

 

Post został zmodyfikowany 4 miesiące temu przez Kustosz

OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 10095
 

Zła sława "Skiroławek" zaczęła się od felietonu Daniela Passenta w Polityce. I śmiało można powiedzieć, że Passent zniszczył "Skiroławki" zanim na dobre zdążyły się narodzić, bo jeszcze przed premierą książki. To za jego sprawą, na wieki wieków, przyklejono jej niesprawiedliwą łatkę grafomanii i pornografii. Felietonista Polityki był tak wpływowym publicystą, że nadał ton całej późniejszej narracji towarzyszącej powieści. Inni poszli za nim tym samym śladem.

Najciekawsze jest to, że Passent zrobił to bez znajomości książki bo swój sarkastycznie złośliwy tekst wyśmiewający "Skiroławki" i Nienackiego, oparł na kilku odcinkach powieści opublikowanej w łódzkich "Odgłosach". Odcinkach zawierających pikantne fragmenty, które jednak w żaden sposób nie są reprezentatywne dla całości. 

Felieton Passenta nie raz jest wspomniany w tym wątku, Nienacki polemizował z nim do końca swojego życia. Jest to bezsprzecznie najważniejszy tekst na temat "Skiroławek", jaki kiedykolwiek się ukazał. Dlatego też warto żeby znalazł tu swoje miejsce.

1776371690-Gleboka-Jama-Passent-Polityka-1983.png
Post został zmodyfikowany 3 miesiące temu przez Kustosz

OdpowiedzCytat
Mirekpiano
(@mirekpiano)
Member Potwierdzony
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 623
 
Wysłany przez: @kustosz

Jest to bezsprzecznie najważniejszy tekst na temat "Skiroławek", jaki kiedykolwiek się ukazał. Dlatego też warto żeby znalazł tu swoje miejsce.

Felieton Passenta był głośny i miał duży wpływ, ale nie był najważniejszy. Był też niesprawiedliwy, bo opierał się tylko na fragmentach książki. Prawdziwe zrozumienie "Skiroławek" przyszło później, dzięki czytelnikom i uczciwym recenzjom. Szkoda, że nie było przy tym takiego rozgłosu jak przy "Głębokiej jamie".

Passent zmarł 14 lutego 2022 roku. Ciekawe czy wypowiadał się jeszcze na temat "Skiroławek" i Nienackiego pod koniec swojego długiego życia. Ciekawe czy kiedykolwiek przeczytał całą powieść Nienackiego?  


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 7 lat temu
Posty: 10095
 
Wysłany przez: @mirekpiano

Felieton Passenta był głośny i miał duży wpływ, ale nie był najważniejszy.

Miał duży wpływ bo ustawił postrzeganie tej powieści na zawsze. Wątpię by wizerunek "Skiroławek" stworzony przez Passenta (paliwa jednak dostarczył sam Nienacki) mógł jeszcze kiedyś się zmienić. W tym sensie ten tekst był najważniejszy. Niestety. A, że niesprawiedliwy? To już inna sprawa.

Wysłany przez: @mirekpiano

Passent zmarł 14 lutego 2022 roku. Ciekawe czy wypowiadał się jeszcze na temat "Skiroławek" i Nienackiego pod koniec swojego długiego życia. Ciekawe czy kiedykolwiek przeczytał całą powieść Nienackiego?  

Do niedawna była jeszcze szansa, żeby o to zapytać. Nie skorzystaliśmy. Szkoda, bo w czasach mediów elektronicznych jest to bardzo łatwe, zwłaszcza że Passent prowadził blog.

Post został zmodyfikowany 3 miesiące temu przez Kustosz

OdpowiedzCytat
Strona 15 / 17
Share: