AI nas załatwi i to już za chwilę. To są przecież fantastyczne rolki:
Tylko patrzeć jak dostaniemy coś podobnego z serialem "Samochodzik i templariusze".
To, że twórcy internetowi robią świetne zdjęcia czy filmiki, wiadomo od dawna, z tym że oni korzystają zazwyczaj z profesjonalnych narzędzi. Dla szarego użytkownika te wszystkie generatory działają w podstawowym zakresie i mają kupę ograniczeń. Ale jak widać po groku to też się zmienia, choć oczywiście wersja darmowa zawsze będzie dużo słabsza od komercyjnej.
Wiadomo, że do takich rolek są potrzebne profesjonalne, płatne narzędzia (dlaczego zresztą miałyby być darmowe?). Ale tworzone są coraz lepsze rzeczy. Te narzędzia można wykorzystać do takich fantastycznych filmów jak te, które wrzuciłem jak i do znacznie mniej fajnych zastosowań.
Wiem, że się powtarzam, ale jesteśmy świadkami kreacji niezliczonej liczby fikcyjnych rzeczywistości, które są już tak doskonałe (lub prawie doskonałe), że nie można ich odróżnić od rzeczywistości prawdziwej. To się nie może dobrze skończyć.
Twtter is a day by day war
Rolki w układzie młody-stary chodzą już od jakiegoś czasu (aktorzy, piłkarze, piosenkarze etc). Teraz zrobił się wysyp rolek w formacie, który ja dzisiaj wrzuciłem czyli gostek lata po planach filmowych i trzaska selfiaki. Rozumiem, że to nie jest przypadek tylko pewnie jakieś narzędzie AI udostępniło tego typu schemat, który poszczególni użytkownicy indywidualizują już samodzielnie?
Pobawiłem się dziś NotebookLM czyli AI od Google'a do robienia podsumowań. Ciekawie to wygląda, ale po polsku jeszcze sobie nie radzi do końca. Niby wszystko fajnie, gada lepiej niż filmiki z Copilota ale... nagle opis slajdu się ucina, wpada inny narrator i napisy po angielsku, żeby za chwilę wrócić do tego co było wcześniej. Robi również błędy językowe, np. powiedział "rodziciów" zamiast "rodziców". Pewnie po angielsku idzie mu lepiej i jeśli to będzie szło w tym kierunku, to za chwilę prezentacje na posiedzeniach zarządów będą filmami wygenerowanymi przez AI razem z narratorem, a ekspert będzie tylko do odpowiadania na pytania.
Twtter is a day by day war
A gdzie grupa FB, skupiająca ponad 18 000 użytkowników?
Zdecydowanie któreś narzędzie AI wypuściło szablon z selfiakami, bo od dwóch dni jestem bombardowany filmikami wg tego samego scenariusza. 99% to klipy korzystające z popkultury światowej, ale zdarzają się też rodzime produkcje:
A gdzie grupa FB, skupiająca ponad 18 000 użytkowników?
nie dodałem
Twtter is a day by day war
nie dodałem
Teraz dodałem ale narzędzie Googlowe nie może się dobić do treści na fejsbuku.
Twtter is a day by day war
Nie trzeba umieć śpiewać, grać na ukulele ani pisać tekstów. Wystarczy mieć głupi pomysł i kilka tokenów na start. W kilka sekund powstaje content, który w założeniu ma być „tylko beką”, ale w skali masowej staje się kulturowym chwastem, zagłuszającym autentyczne głosy.
Tu akurat o gejowskim AI slopie (autorka tłumaczy to jako AI pomyje, ale wg mnie AI papka brzmi lepiej), który podbija listy przebojów ale zjawisko jest bardziej ogólne i jak widać ma już swój termin.
https://krytykapolityczna.pl/kraj/ai-slop-spotify-queer-kultura-algorytmy/
Nie trzeba umieć śpiewać, grać na ukulele ani pisać tekstów. Wystarczy mieć głupi pomysł i kilka tokenów na start. W kilka sekund powstaje content, który w założeniu ma być „tylko beką”, ale w skali masowej staje się kulturowym chwastem, zagłuszającym autentyczne głosy.
Tu akurat o gejowskim AI slopie (autorka tłumaczy to jako AI pomyje, ale wg mnie AI papka brzmi lepiej), który podbija listy przebojów ale zjawisko jest bardziej ogólne i jak widać ma już swój termin.
https://krytykapolityczna.pl/kraj/ai-slop-spotify-queer-kultura-algorytmy/
Zupełnie nie moje środowisko, ale w moim odczuciu autorka szuka nie tam gdzie trzeba, bo nie zastanawia się dlaczego jest taka potężna grupa ludzi, która jej i jej środowiska nie lubi, a rozważa kolejne lepsze lub gorsze narzędzie, żeby ten stosunek do środowiska pokazać. Nie było AI, które robiło piosenki, to był Paint, w którym można było robić memy. Ci ludzie, którzy tego słuchają nie zaczęli lubić tych treści bo pojawiło się AI tylko mają takie przekonania, a te "utwory" je tylko obrazują. Gdyby zlikwidować AI, ci ludzie nadal by istnieli. Pozostaje kwestia łatwości przekazu, z tym że to też nie cecha AI tylko nowoczesnych środków komunikacji. Od dłuższego czasu.
Twtter is a day by day war
Trochę dziwny tekst. Kilka spraw, ale autorka żadnej nie analizuje porządnie, tylko z każdej bierze to, co jej się podoba. Jeśli chodzi o tworzenie "pustych" treści przez AI to przecież nie dotyczy to tylko społeczności queer. Jeśli chodzi o wykorzystanie nowych technologii do propagandy to nie dotyczy to ani tylko społeczności queer, ani tylko AI (jak zauważył już Paweł). Tak samo z " normalizowaniem uprzedzeń i wzmacnianiem stereotypów" - nie jest to ograniczone ani do AI, ani do społeczności queer. Ostatecznie powstaje miks, w którym wszystko się zlewa i nic nie wybrzmiewa porządnie. A rezultat? Większość czytelników niewiele z tekstu wyniesie, ale zapewne sprawdzi, o o ten szum i "Antyczny napaleniec" wespnie się jeszcze wyżej na liście przebojów Spotify...
A, i jeszcze jedno 😉 . Musiałam się upewnić, ale link do wspomnianej w tekście piosenki "Echo dawnych lat" wysłał mi kiedyś mój dużo młodszy brat. Posłuchałam, zapomniałam, nie dostałam drgawek z obrzydzenia, ale i się nie zachwyciłam. Nie sprawdziłam, czyje to, więc dopiero teraz dowiedziałam się, że to wytwór AI.
Po prostu uznałam, że to kolejny produkt rap polo, bo jest w takim samym stylu i na takim samym poziomie. Nie przyszło mi do głowy, by się zastanawiać, czy piosenka "ma duszę", ponieważ duża część tego, co tworzą ludzie, też jej nie ma, a jeśli ma, to wcale nie oznacza, że jest dobre czy warte zachwytów. Są znakomite utwory pisane dla pieniędzy i bez żadnej głębszej myśli, są kiczowate koszmarki, w które autor przelał całą duszę. Z tego względu zaczyna mnie denerwować, kiedy owa bezduszność AI jest używana jako argument w dyskusji "czy wytwory AI są dobre".
Nie sprawdziłam, czyje to, więc dopiero teraz dowiedziałam się, że to wytwór AI.
To słychać. Natomiast poważnym problemem jest to, że ci internetowi "twórcy" nie podają informacji, że to "dzieło" AI. Ten sam przypadek co Brain Error, gdzie wręcz gość wypisuje, że jest autorem tekstu, że muzyka jest objęta prawami autorskimi. Nie jestem w stanie wykazać, że nie jest to prawda, ale słuchając tekstów, z moim doświadczeniem z AI, z dużym prawdopodobieństwem jestem w stanie stwierdzić, że to standardowy produkt AI a nie żywego twórcy. Co więcej ludzie w komentarzach piszą, że autor ma fajny głos itp.
Nie przyszło mi do głowy, by się zastanawiać, czy piosenka "ma duszę", ponieważ duża część tego, co tworzą ludzie, też jej nie ma, a jeśli ma, to wcale nie oznacza, że jest dobre czy warte zachwytów.
To to o czym już wcześniej pisałem, chałturnicy stracą robotę w wielu miejscach, również w dziedzinach artystycznych. IMO szybciej niż w prognozowanych dziedzinach informatycznych. Pewnie dlatego, że informatyka nie wybacza błędów, a zwykłym ludziom często nie przeszkadzają ani rymy częstochowskie ani średni głos, więc jest miejsce do popisu dla nawet mało wysublimowanego AI.
Twtter is a day by day war
A w Wyborczej widza to tak:
Sukces muzyki AI nie wziął się znikąd. Kutas Records to wyrzut sumienia polskiego rapusztuczna inteligencja
Krzysztof Nowak03.01.2026, 05:40Trzeba krytykować kloaczne utwory tworzone z pomocą sztucznej inteligencji. Uczciwość każe jednak przyznać, że tak musiało się skończyć przez wieczne nienasycenie branży rapowej.
Suche liczby nie mówią wszystkiego, ale spójrzmy na Kutas Records. To ponad 700 tysięcy słuchaczy miesięcznie w serwisie Spotify, a najpopularniejszy utwór, "Antyczny Napaleniec", przekroczył próg trzech milionów odsłon. To wyniki do pozazdroszczenia w świecie muzyki.
Czy aż trzy miliony ludzi śmieszą wersy w stylu "Idę na targ i kupuję męskie nasienie / Po drodze obrzuciłem kobietę kamieniem", po których następuje kanonada scenek związanych z ejakulowaniem na sandały, stosunkiem z Minotaurem czy oddawaniem kału na Olimpie? Wątpię. Ale też nie sądzę, by aż tyle osób słuchało ironicznie takich wykwitów.
Wytwórnia znalazła swoją – przynajmniej na razie – niszę, zalewając serwisy streamingowe wygenerowanymi w różnych stylach muzycznych piosenkami, wulgarnie mówiącymi o homoseksualności. Treści zawarte w tych utworach są zwyczajnie naganne, a wykorzystanie narzędzi technologicznych w takim celu powinno spotkać się z oporem opinii publicznej.
Country, reggae czy blues uderzające w gejów pod płaszczykiem muzycznego żartu może kojarzyć się z licznymi prześmiewczymi utworami z przeszłości, operującymi niskim humorem. Ja jednak widzę to inaczej.
To rap skrzyżował się już muzycznie ze wszystkim, wielokrotnie unieważnił swoje prawidła i skondensował kompozycje do absolutnego minimum przez żarłoczność w kwestii zasięgów.
I to właśnie on przygotował grunt pod szarżę AI, gdy jako najpopularniejszy mainstream nakarmił algorytmy bezosobową, niezobowiązującą i łatwo wymienialną muzyką. To tak naprawdę opowieść o wielkiej kapitulacji, której wynikiem jest rozpanoszenie się sztucznej inteligencji.
AI w muzyce. Rap boi się najbardziej
To nie przypadek, że choć Kutas Records nie wydaje szeroko rozumianego rapu, to właśnie jego twórcy i organizatorzy najbardziej się go boją – o czym za chwilę.
Wytwórnia przejęła bowiem jego sposób działania. Już zrywa najniżej wiszące owoce, łapiąc nośne stylistyki ze świata i kraju. Przed nią jeszcze wyciśnięcie ich jak cytrynę i odebranie chleba twórcom gatunkowym ku uciesze serwisów streamingowych. I artyści od rymów i bitów, i kreatorzy AI siłą wciągnęli w to innych.
Zajmując się rapem przez wiele lat i patrząc na niego częściej z czułością niż zażenowaniem, powinienem teraz schować twarz w dłoniach. Czy jednak jest sens płakać z powodu ewentualnego pogorszenia się i tak coraz gorszego produktu? Są pewne granice.
Chichotem losu jest to, że ostatecznie uświadomiłem sobie to wszystko podczas słuchania wydanej niespodziewanie płyty "Latarnie wszędzie dawno zgasły" Taco Hemingwaya, rapera, który nie znajduje się w czołówce moich muzycznych zainteresowań.
Kiedyś mówił, że jest głosem pokolenia, które nie ma nic do powiedzenia, a teraz mógłby dodać, że także sumieniem branży. To materiał pełen treści i opowieści, rzetelnie poprowadzony narracyjnie, osadzony w konkretnym świecie, w którym można się zanurzyć i odkrywać kolejne jego smaczki wraz z kolejnymi odsłuchami. Jasne – ma hity, lecz odbiorcy częściej dyskutują o przegapionych sensach, naświetlają sobie wzajemnie wątki i dorzucają detale. Niestety byłoby to budujące, gdyby nie było wyjątkowe.
Polski rap. Improwizacja zamiast dopracowani
Tytuł albumu dotyczy oczywiście stołecznego uniwersum. Nie sposób jednak uciec od rapowych skojarzeń.
Latarnie oświetlają rzeczywistość, a przecież to robił niegdyś rap, nawet w popularnym rejestrze. Pomijani, ci źli i łysi, zaczęli nawijać o swoich osiedlach. Kolejni przedstawiali zmagania z życiem. Następni eksponowali swoje emocje, jeszcze kolejni pokazywali radość ze zrealizowania stałego rapowego leitmotivu, znanego jako "wreszcie bogaty". Aż w końcu w świetle stanęło zdobyte lub pozorne bogactwo, rzucając łunę na generycznie potraktowane tematy, takie jak rodzina czy przyjaciele.
Latarnie, jednak już zgasły. Dorobieni raperzy z dorobionego gatunku poruszają się po omacku we mgle. To skutek czegoś, co zaczęło się niewinnie, niepostrzeżenie.
Jak to się stało, że większość raperów przestała pisać teksty? Kiedy zaczęli się tym chełpić? Trudno wskazać jeden moment. Wiązałbym go jednak z rozwojem trapu – popularnej stylistyki z USA, która na wiele lat zapewniła polskiemu rapowi finansowanie.
To wtedy kluczem stało się znalezienie nośnej melodii, a wielu twórców zwróciło się ku improwizacji. Wersy stały się zaraźliwe, zrobiły się oczywiste i czytelne. Storytelling prawie wymarł, bo wymaga namysłu, zapisu, dopracowania.
To upiorne, lecz prawdziwe: teraz historie przedstawia Kutas Records. Nie każdy się z tym zgodzi, wielu odrzuci to jako niedorzeczność.
Proszę więc, żebyście wykonali proste zadanie. Usuńcie z tekstów wulgarne słowa, zastąpcie je neutralnymi i zobaczcie, co się stanie. O dziwo będzie to pewna zamknięta opowiastka – niezbyt skomplikowana, ale sprawnie poprowadzona, niekiedy też zobowiązująca i osadzona kulturowo. I na tym także, a nie tylko na kloace, zbudowano ten sukces. I to powinno wszystkich zaalarmować.
Tylko to alarmowanie zda się na nic, bo w rapie nie ma alternatyw. Na opuszczonym przez gatunek polu wyrosły chwasty – substytuty scen bez autorskiego rysu, niechlujne pod względem językowym i logicznym. I co z tego, że gdzie indziej, tym razem na polu AI, też rosną chwasty? Czy naprawdę będziemy się kłócić o to, które chwasty są mniej brzydkie?
W poszukiwaniu człowieka
Ktoś powie: czy jest się czego bać? Odpowiem: przynajmniej na razie sztuczna inteligencja nie ma osobowości. Stworzenie prawdziwie cyfrowej postaci to na razie melodia przyszłości.
Dlatego nie dziwi mnie, że Mata jest najpopularniejszym artystą zeszłego roku w Polsce według Spotify. Abstrahując od jego muzyki i często spektakularnych zabiegów marketingowych – to artysta, ale przede wszystkim człowiek z krwi i kości. Jego karierę można prześledzić, podążając za tym, co go w życiu zajmowało, co odpuszczał, czego się bał, co dawało mu nadzieję, a co odwagę. Słuchając go, widzimy osobę składającą się z doświadczeń, przekonań i dążeń. Można się z nim utożsamić lub przeciwnie – odrzucić go.
Niestety, często odnoszę wrażenie, że nawet siedząc głęboko w rapie, nie wiem, kogo słucham. Kiedyś tę muzykę zaludniały niekoniecznie silne, lecz zawsze wyraziste osobowości. Często była to pewnie kwestia życiowego bagażu – coś, czego nie da się ukryć po latach zmagania się z rynkiem, nawet jeśli bardzo by się chciało. Młodsi twórcy też z pewnością składają się z czegoś więcej niż tylko konsumpcyjnych aspiracji.
Oni stawiają na dotychczas dobry dla kariery dualizm – prawdziwą przezroczystość w muzyce i pozorne zagęszczenie na profilach społecznościowych.
Viral 50
Cenne są również inicjatywy wyrażające sprzeciw wobec zalewu muzycznego AI slopu i jego potencjalnych konsekwencji. Mimo to mam opory przed podpisaniem się pod manifestem Artist First.
Patrzę na sekcję "Przed AI: Prawdziwi Artyści", dotyczącą osławionej już playlisty "Viral 50 – Polska", która zawierała utwory, które zdobyły największe zainteresowanie. W pewnym momencie 17 piosenek z pierwszej 20-tki było stworzone przy pomocy AI, a dominował wśród nich Kutas Records.
Jednak nadal coś mi bardzo zgrzyta. Lista "prawdziwych artystów" to istne pomieszanie z poplątaniem. Pozornie zaczyna się dobrze, bo od utworu "Bandyta" Sobla z 2021 roku. Diabeł tkwi jednak w szczegółach. Owszem, okołorapowy artysta wybił się viralem, ale nie teraz, a dwa lata wcześniej. Stało się tak za sprawą "Imprezy", początkowo przejmującej wirusowo YouTube’a. Podobnie ma się sprawa z Young Leosią i Bambi. Jedynie matcha raper Hubert. z piosenką "Tryb Księżyc", to faktycznie niespodziewany sukces i dowód na to, że algorytmy mogą bardzo pomóc w karierze. Tylko że na liście Artist First jest tylko jeden taki Hubert.
Żeby już nie pastwić się nad rapowymi wyborami, dodam, że jest tu także Dawid Podsiadło. Czy naprawdę uważamy, że akurat jego czy sanah dotknąłby brak virali? Czy to oni mieliby cierpieć z powodu zjadania biznesowego tortu przez AI? Czy to oni powinni się jej bać?
Widzę w tym wszystkim bronienie dużego – szczególnie rapowego – interesu. I okej, to najpotężniejsza zasięgowo i finansowo muzyka w kraju. A skoro duży może więcej, to powinien dawać dobry przykład.
Lecz to właśnie rap, który poradzi sobie i bez tego wsparcia, stał się największym fundatorem i beneficjentem hybrydowej, muzycznej pulpy. Ba, to w nim zalegitymizowano tworzenie bitów od sztancy przez tak zwanych kolegów z jednej paczki – dokładniej tej z gotowymi dźwiękami. Brano i ustawiano je niczym spadające z nieba elementy w grze "Tetris".
Fabryka działała na pełnych obrotach, odpowiednie dopasowanie stawało się bitem, poziom szybko znikał i szło się dalej. Teraz już trochę późno na refleksję.
W interesie wielkich nie leży zresztą skończenie z nadprodukcją, bo być może będą musieli odbijać straty spowodowane przez sztuczną inteligencję. Dla mniejszych pozostają drżenie i granie w bezlitosną grę z algorytmami. I raczej jej nie wygrają.
Artist First: Kultura przestanie być ludzka
"Jeśli nie zareagujemy dziś, już za kilka lat stracimy studia nagraniowe, producentów, tekściarzy, wytwórnie, menedżerów, realizatorów, niezależnych artystów, organizatorów wydarzeń i... samych słuchaczy. Kultura przestanie być ludzka" – czytam na stronie Artist First, a pomysłodawcy proponują obrady okrągłego stołu.
Czy ten obroni ich interes? Pewnie tak. Czy sprawi, że świat muzyki stanie się lepiej urządzony i sprawiedliwszy dla mniejszych? Powątpiewam, choć liczę, że do głosu dojdą również oni. A może wręcz nadadzą ton rozmowom? To przecież nad nimi, a nie nad gwiazdami, znajduje się cyfrowy sufit, a kolejni im podobni będą mieli jeszcze gorzej.
A słowa? Życzmy sobie, żeby Młodzieżowym Słowem Roku 2026 nie była kolaboracja, rozumiana jako wspólne tworzenie realnych artystów z tymi wygenerowanymi. Trudno inaczej nazwać dopiero co nawiązaną współpracę Gimpsona – popularnego influencera i rapera – właśnie z Kutas Records.
To niebezpieczny precedens, podobnie jak Gay Records – nowy twór, który znajduje się na szczycie viralowej listy, gdy kończę pisać ten tekst. I który akurat podrabia rapową stylistykę.
Redagowała Magdalena Birska
Krzysztof Nowak
Redaktor i dziennikarz działu kultury "Gazety Wyborczej", pisze głównie o muzyce i zjawiskach internetowych. Ma trudną relację z polskim rapem, więc chętnie rozwija znajomości z innymi gatunkami. Lubelak z urodzenia, ursynowianin z wyboru.
I widać różnicę - punkt wyjścia ten sam (lista na Spotify), ale od tego wyprowadzony logiczny wywód, skupiający się na konkretnym problemie i analizujący go od określonej strony, z płynną narracją i każdym punktem wynikającym z poprzedniego. Jest nawet jakaś konkluzja 😉 . Nie ukrywam, że widzę w tym też odbicie moich opinii, które wyraziłam wyżej pisząc o "bezduszności", która wcale nie ogranicza się do AI. Paweł napisał, że potrafi wytwór AI rozpoznać (w przypadku "Ech naszych dni". Ja nie bardzo, bo naprawdę zdarzało mi się słyszeć piosenki, które są równie lub bardziej sztuczne. W sklepie niedaleko mojej pracy leciało kilka lat temu jakieś radio nadające utwory, które określam jako disco polo rap i to naprawdę było bardziej bezduszne od AI, a nawet gorzej zaśpiewane...
I to jest o tym. Artyści zagubili autentyczność. Tworzą to czego, ich zdaniem, ludzie chcą słuchać, a niekoniecznie tego co im w duszy gra.
I o ile w przypadku utworów lirycznych jeszcze nie jest to tak odległe od rzeczywistości o tyle wspomniany rap już dawno oderwaĺ się od korzeni buntu i odrzucenia. Bo jak powiązać ten stan z sytuacją gdy wykonawca po koncercie wbija się do luksusowej limuzyny i jedzie do eleganckiego apartamentu?
to naprawdę było bardziej bezduszne od AI, a nawet gorzej zaśpiewane
Może właśnie w ten sposób. AI jeszcze nie zaśpiewa gorzej. A teksty wcale nie są bezduszne, natomiast są na jedno kopyto, które nie jest czymś co u artysty nazywamy stylem, tylko raczej brakiem stylu. To o czym pisałem może wynika z tego, że przesłuchałem już sporo piosenek by AI i nieustannie jestem pod wrażeniem możliwości, co jednak nie oznacza, że stałem się fanem.
Twtter is a day by day war
Nie słucham właściwie rapu, ale kiedyś przypadkiem włączyłem radio (PR1 albo PR3) na jakąś rapową audycje, gdzie jeden z redaktorów czy może nawet raperów stwierdził, że nie lubi rapu, w którym tekstu mają jakiś głębszy sens, bo dla niego liczy się tylko rytm czy coś tam.


