Forum

Jowita (ZKF III)
 
Notifications
Clear all

Jowita (ZKF III)  

  RSS

Milady
(@milady)
. Moderator
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 2198
27 stycznia 2020 23:19  

Artykuł na temat tego filmu znajduje się na PORTALU.

Duma związana jest z tym, co sami o sobie myślimy, próżność zaś z tym, co chcielibyśmy, żeby inni o nas myśleli.
Jane Austen "Duma i uprzedzenie"


Cytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 3516
28 stycznia 2020 14:03  

Disneyland Stanisława Dygata to dla mnie powieść formująca. Chyba najważniejsza książka jaką przeczytałem w wieku 16 czy 17 lat. Powieść, która opisywała mój stan ducha w sposób, w jaki sam bym tego zrobić nie potrafił. Książka, w której odnalazłem siebie. Tak jak Marek Arens chciałem wtedy być kimś innym niż byłem. I przeczuwałem już, że nic dobrego nie wyniknie ze zderzenia młodzieńczego idealizmu z realnym życiem. Byłem „ni to ni owo”, a wizja przyszłości dobrze wkomponowywała się w punkowe hasło „no future”.

Zacząłem od książki bo ona była ważna i pierwsza. Film Janusza Morgensterna wyostrza nieco dylematy Marka przez co upraszcza przekaz powieści. To co u Dygata jest subtelnie zarysowane, nie do końca dopowiedziane, tutaj jest oczywiste. Dlatego kiedyś patrzyłem na Jowitę bardziej krytycznym okiem, choć film ten zawsze należał do moich ulubionych. Teraz mam wrażenie, że starzeje się jak dobre wino. Z każdą kolejną projekcją podoba mi się bardziej, wciąga w ten nieistniejący już świat, uwodzi atmosferą. Może właśnie dlatego, że bardziej dziś cenię stworzony w nim klimat niż prowadzoną grę psychologiczną, a może po prostu mam już znacznie większy dystans do Disneylandu Dygata. I nie jestem już Markiem.

Milady zrobiła mi wielką przyjemność wybierając ten film w ZKF-ie, dając pretekst by jeszcze raz go obejrzeć i o nim podyskutować. I tak jak w tytule artykułu inicjującego ten temat, Marek Arens, miotając się między dwiema kobietami błąka się między marzeniami a światem realnym. W tej konfrontacji z wyidealizowaną fantazją, Agnieszka jest bez szans. Jest przecież sobą, z bagażem wad i słabości. Ale i błądzący w chmurach, niepogodzony ze światem, niedojrzały Marek nie jest też partnerem na życie dla Agnieszki.

Zawsze fascynował mnie pomysł wikłający parę głównych bohaterów w grę psychologiczną, którą między sobą prowadzą. Kokieterią i niewinnym żartem rozpoczyna ją Agnieszka, bawi się potem krótko tą konwencją i traci nad nią kontrolę. W końcu orientuje się, że jej żart żyje własnym życiem i bez konsekwencji dla ich wzajemnej relacji nie można już tej gry przerwać.

W Jowicie, słabiej niż w książce, wydaje mi się umotywowana ostatnia scena, w której Agnieszka mówi o swoich wyrzutach sumienia i przekonaniu o silnym uczuciu Marka. W filmie tych uczuć nie widać. Jest tylko scena w bramie kiedy Marek całuje się z Heleną, a Agnieszka dostrzegając w ciemności tylko jego postać błędnie interpretuje sytuację.

Stałeś nieruchomo, byłeś pogrążony w myślach. Czy trudno było się domyślić, w jakich myślach? Zawołałam cię po cichu, ale nawet nie drgnąłeś. I wtedy raz jeszcze przestraszyłam się i cofnęłam. Opadł mnie paniczny strach przed ogromem twoich uczuć i moją niemożnością spełnienia ich. Zgasiłam latarkę i uciekłam. (Disneyland).

Agnieszka nie rozumie, że prawdziwą krzywdą nie jest dla Marka wiadomość o rozstaniu, a zniszczenie mitu Jowity, który sobie stworzył. Bo ta właśnie fantazja, to marzenie, ten mit, był tym co chciał ocalić ze swojego starego życia.


OdpowiedzCytat
Aldona
(@aldona)
... Moderator
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 4597
28 stycznia 2020 17:17  

Jowita.... moje zdanie na temat tego filmu będzie zupełnie inne niż Milady i Kustosza i pewnie takie jedyne. Mnie ten film wynudził a rzadko nudzą mnie polskie produkcje. Tutaj frustracja Olbrychskim sięgnęła zenitu. Postaci przedstawione przez niego i Kwiatkowską były dramatycznie nudne. Czekałam aż film się skończy a podczas seansu łapałam się na tym, że się dawno wyłączyłam. Cofałam więc i oglądałam dalej. Nic mnie nie porwało a nastrój miałam wyjątkowy jak na taki film. Pomijając grę aktorską (nawet postać w tle - Cybulskiego, nie uratowała mi tego obrazu) to treść i przekaz o niedojrzałym mężczyźnie i jego pogoni za fascynacjami Jowitą nie odniosła u mnie zachwytu. Cóż, chyba jestem nieczuła i brak mi emocji w dostrzeżeniu głębi w tym filmie. Agnieszka/Jowita i Marek nie wnieśli nic takiego o czym bym mogła napisać w pozytywach i zachęcić kogoś do obejrzenia. 


OdpowiedzCytat
Yvonne
(@yvonne)
Member Potwierdzony
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 1400
3 lutego 2020 20:43  

Ja również dziękuję Milady za to, że wybrała „Jowitę” do naszego ZKF-u.

Dzięki temu mogłam wrócić po latach do tego filmu i ze zdziwieniem odkryć, że odebrałam go zupełnie inaczej, niż za pierwszym razem.

Otóż moje odczucia po obejrzeniu filmu po raz pierwszy (dość dawno temu) były bardzo pozytywne. Teraz, po ponownym obejrzeniu, wstępuję raczej do obozu Aldony ...

Skąd taka różnica?

Cóż, szczerze muszę przyznać, że każdy film z udziałem Daniela Olbrychskiego chyba od razu zyskuje u mnie dodatkowe 2 punkty w ocenie ogólnej. I poziom filmu nie ma tu nic do rzeczy. Jestem tak wielką miłośniczką tego aktora, że filmy z nim uwielbiam niejako z urzędu 😉 

Pamiętam, jak wyświetlali w kinach „Pestkę” w czasach mojego liceum. Byłam na tym w kinie 5 czy 6 razy. A przecież nie jest to żadne arcydzieło. Owszem, ciekawy i dobry to film, ale nie aż tak, aby iść na niego do kina kilka razy, prawda?

Ale wróćmy do „Jowity”.

Być może kiedyś oglądałam ten film przez pryzmat mojego ulubionego aktora? Jest to bardzo prawdopodobne.

Teraz natomiast skupiłam się na wydźwięku ogólnym, na każdej postaci i na każdym wątku i cóż ... Nie wypadło to najlepiej. Film mnie znudził, podobnie jak Aldonę. Sama jestem tym faktem zaskoczona.

Sama fabuła wydaje mi się dość niespójna. W zasadzie nie wiadomo, o co w tym filmie chodzi, jaki jest wątek główny. Czyżby rzeczywiście poszukiwanie ideału, jakim bohaterowi jawi się tajemnicza Jowita z balu? Ja w ten wątek w ogóle nie wierzę! Oczy i głos są bowiem tak charakterystycznymi cechami człowieka, że nie wierzę, aby bohater nie rozpoznał Jowity w Agnieszce. To wręcz nieprawdopodobne! Dobrze, mogę zgodzić się, że mógł nie rozpoznać oczu (makijaż rzeczywiście czasem mocno je zmienia), ale głos??? Jak to możliwe? Przecież znał głos Jowity, rozmawiał z nią. Nie kupuję tego wątku.

Zatem o czym jeszcze może być ten film? O poszukiwaniu samego siebie? Sensu w życiu? Swojej drogi? Też nie do końca. Głównego bohatera odebrałam tym razem jako lekkoducha i bawidamka pozbawionego głębi przeżyć. Jedyną chwilą, w której widzimy w nim odrobinę emocji jest ta, w której opowiada o swoim trenerze i swoim żalu z powodu nieodebranego telefonu.

Mojemu odbiorowi dodatkowo nie pomaga para aktorów, których nie lubię.

Mowa tu o Jędrusik i Cybulskim (chowam głowę przed gradem kul skierowanym ku mnie ze strony ich miłośników 😀 ). Jędrusik nie lubię w ogóle. Drażni mnie jej zbyt wyeksponowany image, ten zbyt mocny makijaż, sposób mówienia. W dodatku mam wrażenie, że była bardzo zarozumiałą osobą. Czytałam w jakimś wywiadzie, że miała żal do reżyserów, że nie obsadzają jej w głównych rolach, bo „nie poznali się na jej urodzie i talencie” (cytat oczywiście niedosłowny, ale bliski). Chyba trochę sama kreowała się na gwiazdę, którą moim zdaniem nie była.

A Cybulski? No cóż ... Kompletnie nie rozumiem jego fenomenu. Owszem, aktorem był niezłym, ale nie wspaniałym. W dodatku jakoś bardzo nie lubię na niego patrzeć. Jego fizyczność była taka toporna i grubo ciosana. Wybaczcie, jeśli kogoś uraziłam, ale naprawdę jego obecność w filmie jest dla mnie raczej minusem niż plusem.

Co mi się w filmie podobało?

Oczywiście Olbrychski i Kwiatkowska (prześliczna!). Kilka ciekawych ujęć: ręka sięgająca po słuchawkę telefonu, moment odkrycia w ciemni zdjęcia Jowity, rozmowa podczas tańca. I pseudonim Lola Fiat 1100 😀 😀 😀 


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 3516
3 lutego 2020 23:11  
Wysłany przez: @yvonne

Czyżby rzeczywiście poszukiwanie ideału, jakim bohaterowi jawi się tajemnicza Jowita z balu? Ja w ten wątek w ogóle nie wierzę! Oczy i głos są bowiem tak charakterystycznymi cechami człowieka, że nie wierzę, aby bohater nie rozpoznał Jowity w Agnieszce. To wręcz nieprawdopodobne!

Cóż, przed wszystkim to jest zabawa pewną konwencją i nie należy wszystkie traktować dosłownie. Ale też spokojnie mógłbym założyć, że alkohol i atmosfera zabawy są w stanie zmącić zmysły na tyle, by mieć takie wątpliwości jakie miał Marek, zwłaszcza że Agnieszka pojawiła się w jego życiu w zupełnie innym kontekście.

Wysłany przez: @yvonne

Głównego bohatera odebrałam tym razem jako lekkoducha i bawidamka pozbawionego głębi przeżyć.

To wszystko jest poza, maska, która go uwiera. Znałem paru facetów o wizerunku twardziela, którzy w głębi duszy tęsknili za romantyczną miłością:) Chropowaty, kanciasty nieco Olbrychski bardzo do tej roli pasuje.

Wysłany przez: @yvonne

Mojemu odbiorowi dodatkowo nie pomaga para aktorów, których nie lubię.

Ja natomiast lubię bardzo. Scena rozmowy Księżaka z Markiem, w której ten pierwszy robi pranie to wirtuozerski koncert Cybulskiego. A Helena? Uwodzicielska. IMO, "Jowita" to film świetnie obsadzony.


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 1331
4 lutego 2020 09:26  

Dla mnie w "Jowicie" nie do przeskoczenia jest główny bohater. Już kiedyś wspominałam, że od jakiegoś czasu mam uczulenie na takich niepozbieranych facetów, którzy kreują się na romantycznych nonkonformistów, a w rzeczywistości maskują w taki sposób brak odpowiedzialności, egoizm i wygodnictwo.

Zgadzam się z Milady, że związek Marka i Agnieszki nie miał większych szans. Połączyła ich Jowita, czyli coś, co nie istniało. ale co zrodziło w nich obsesję, która pcha ich ku sobie. Marek szuka swojego ideału, budując obraz Jowity jako "leku na całe zło", kobiety, która magicznie sprawi, że wszystkie problemy znikną. Agnieszka równie obsesyjnie pragnie z Jowitą wygrać, zmusić Marka, by to ją wybrał. Czy byliby szczęśliwi, gdyby jedno z nich osiągnęło swój cel? Czy Agnieszka uwierzyłaby w uczucie Marka, czy Marek zaakceptowałby, że miłość nie jest cudownym remedium na życie? Wątpię.

Dla mnie kluczem do interpretacji "Jowity" jest inny film, który (oczywiście 😉  ) nigdy nie powstał. Andrzej Wajda chciał nakręcić kiedyś film "Blokowisko". Moskwa, lata 70. XX w. Znany Aktor spędza noc z przypadkowo poznaną kobietą. Nie zna jej nazwiska, wie tylko, że kobieta zatrzymała się u siostry, mieszkającej na jednym z gigantycznych blokowisk. Aktor próbuje odnaleźć Kobietę, wpada w obsesję, angażuje do pomocy przyjaciół... Bez skutku. Jednak Wajda planował zakończyć film w szczególny sposób: oto samochód, którym jedzie Aktor w towarzystwie znajomych, zatrzymuje się przed przejściem. Aktor widzi na pasach Kobietę - albo kobietę podobną do Kobiety. I w tym momencie... nie robi nic. Nie wysiada z samochodu, nie woła. Na pytanie znajomych odpowiada, że coś mu się przywidziało. Uświadamia sobie, że woli mit miłości idealnej niż szansę na miłość realną. Mam wrażenie, że Marek to ten sam typ, tyle że niekoniecznie wiedziałby, kiedy powiedzieć "stop".

Na koniec przypomnę, że jako pierwszy "Disneyland" chciał zrealizować  Stanisław Jędryka w 1963 roku, czyli jeszcze przed oficjalnym wydaniem powieści (1965). Scenariusz autorstwa samego Dygata został zaakceptowany, gotowy był scenopis. Na scenariuszu widnieje dopisek "Scenariusz filmowy osnuty dowolnie na tle wątków powieści Disneyland", czyli powieść musiała być już skończona. Aha, wersja filmowa, zatytułowana "Kopiec Kościuszki", miała mieć swego rodzaju happy end .

 


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 3516
4 lutego 2020 10:02  
Wysłany przez: @maruta

...a w rzeczywistości maskują w taki sposób brak odpowiedzialności, egoizm i wygodnictwo.

Z wygodnictwem w tym wypadku to akurat nie bardzo się zgadza. Status Marka jest przecież bardzo komfortowy. Podziwiany sportowiec, obiekt westchnień pań, któremu bardzo wiele się wybacza, taki lokalny krakowski celebryta lat 60 tych. A jednak postanowił to wszystko zniszczyć i stać się pariasem w imię czegoś tak abstrakcyjnego jak własne ja.

Wysłany przez: @maruta

Moskwa, lata 70. XX w. Znany Aktor spędza noc z przypadkowo poznaną kobietą. Nie zna jej nazwiska, wie tylko, że kobieta zatrzymała się u siostry, mieszkającej na jednym z gigantycznych blokowisk. Aktor próbuje odnaleźć Kobietę, wpada w obsesję, angażuje do pomocy przyjaciół...

Poszukiwanie kobiety fantazmatu to chyba motyw częściej występujący w literaturze i w filmie. W tej chwili nic nie mogę wydobyć z pamięci, ale gdzieś tam jest, w jakimś zakamarku:)

Wysłany przez: @maruta

Na koniec przypomnę, że jako pierwszy "Disneyland" chciał zrealizować  Stanisław Jędryka w 1963 roku, czyli jeszcze przed oficjalnym wydaniem powieści (1965). Scenariusz autorstwa samego Dygata został zaakceptowany, gotowy był scenopis. Na scenariuszu widnieje dopisek "Scenariusz filmowy osnuty dowolnie na tle wątków powieści Disneyland", czyli powieść musiała być już skończona. Aha, wersja filmowa, zatytułowana "Kopiec Kościuszki", miała mieć swego rodzaju happy end .

Jest ten scenariusz w FINA? Ile stron? Zdigitalizowany czy nie? Będę musiał się kiedyś wybrać.


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 1331
4 lutego 2020 10:27  

@kustosz

Scenariusz i scenopis "Kopca Kościuszki" są, na papierze. Jeśli chcesz prześlę Ci sygnatury.

Pisząc o wygodnictwie miałam na myśli wygodnictwo psychologiczne. Markowi jest wygodnie z Jowitą, bo wszelkie niepowodzenia czy porażki uczuciowe może tłumaczyć tym, że Agnieszka (albo jakakolwiek inna) to nie TA JEDYNA, przy której wszystko byłoby idealne. Ma swego rodzaju alibi i jednocześnie pretekst, by nie "dojrzeć do związku". Trochę jak kiepski nauczyciel fizyki, który marzy o pracy w NASA. Podświadomie wie, że to marzenie jest niespełnialne, ale wykorzystuje je, by uzasadnić swój mało pozytywny stosunek do obecnej pracy - lekceważenie obowiązków, brak ambicji, zaangażowania, pasji.

Osobiście nie przepadam za Olbrychskim i przyznaję, że w niektórych wczesnych filmach patrzę na niego mocno przedmiotowo 😉 . Podoba mi się tylko we "Wszystko na sprzedaż" - no ale tam gra siebie i Wajda to znakomicie wykorzystuje. No i jeszcze w "Bokserze" Dziedziny, ale tam też obsadzono go "po warunkach" - jeśli ktoś lubi Olbrychskiego, boks albo filmy względnie oparte na faktach to polecam. Mam problem z Kmicicem, bo choć Olbrychski w tej roli mnie nie powala, to jednocześnie nie umiem wyobrazić sobie nikogo innego jako Kmicica.

 


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 3516
4 lutego 2020 10:52  
Wysłany przez: @maruta

Scenariusz i scenopis "Kopca Kościuszki" są, na papierze. Jeśli chcesz prześlę Ci sygnatury.

Poproszę. I ilość stron jeśli masz takie informacje, żebym mógł dobrze zaplanować czas. Ale to i tak potem. Najpierw muszę przejrzeć w końcu cały scenariusz serialu "Niesamowity dwór".

Wysłany przez: @maruta

Pisząc o wygodnictwie miałam na myśli wygodnictwo psychologiczne. Markowi jest wygodnie z Jowitą, bo wszelkie niepowodzenia czy porażki uczuciowe może tłumaczyć tym, że Agnieszka (albo jakakolwiek inna) to nie TA JEDYNA, przy której wszystko byłoby idealne. Ma swego rodzaju alibi i jednocześnie pretekst, by nie "dojrzeć do związku". Trochę jak kiepski nauczyciel fizyki, który marzy o pracy w NASA. Podświadomie wie, że to marzenie jest niespełnialne, ale wykorzystuje je, by uzasadnić swój mało pozytywny stosunek do obecnej pracy - lekceważenie obowiązków, brak ambicji, zaangażowania, pasji.

Czyli nie tyle wygodnictwo, ile usprawiedliwienie swoich niepowodzeń. Bo tęsknota to jednak nie jest uczucie, które buduje psychiczny komfort. "Jowita" to w pewnym sensie historia o potrzebie wzniosłego uczucia. Jeśli nie można znaleźć go w życiu realnym (z takich czy innych powodów) pozostają marzenia. Podeprę się tutaj cytatem z klasyka (Reymont): Rzeczywistość jest z tej samej przędzy co i marzenia😉


OdpowiedzCytat
Share: