Forum

O filmach, których ...
 
Notifications
Clear all

O filmach, których nie ma 😉  

Strona 6 / 6
  RSS

Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 3491
16 stycznia 2020 10:34  
Wysłany przez: @maruta

Wydaje mi się, że Minkowski błędnie używa zwrotu "odmowa sprzedaży". Pod koniec 1982 roku serial musiał być dawno sprzedany,

Pod tym warunkiem rzeczywiście wszystko się zgrywa.


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 1316
24 stycznia 2020 19:50  

Dubluję wpis z wątku o Chmielewskiej

Dla zainteresowanych Chmielewską filmową, zrealizowaną i niezrealizowaną:

(Nie)upiorny legat czyli Joanna Chmielewska w zbiorach FINA

Tym razem to bardziej krótki przegląd, niż próba opisania - jak ktoś miałby pytania dodatkowe, to do Teresy 😆 .


OdpowiedzCytat
Aldona
(@aldona)
... Moderator
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 4597
28 stycznia 2020 11:26  

Posty dotyczące ekranizacji powieści Chmielewskiej oraz nasze pomysły na obsadę zostały przeniesione tutaj


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 1316
4 lutego 2020 11:05  

Dzisiaj coś dla wielbicieli historii (lub "historii 😉 )

"Sygryda Storrada" Jerzego Hoffmana


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 3491
4 lutego 2020 22:48  

Wielkie widowiska historyczne wymagają wielkich budżetów, inaczej efekty są żałosne. Komputerowe efekty specjalne, które usatysfakcjonują widza również tanie nie są. Wniosek z tego nie jest dla nas łaskawy. Ani wtedy, na przełomie lat 70 i 80 XX wieku, a nie teraz nie ma w Polsce warunków do produkcji takich dzieł. Dowodzą tego takie produkcje jak "Stara baśń" czy polski "Wiedźmin", choć ten ostatni z trochę innej bajki. "1920 Bitwa Warszawska" też zresztą Hoffmanowi nie wyszła.

Szkoda, bo książki Cherezińskiej to gotowe scenariusze. Przynajmniej te, które czytałem, bo akurat "Królowej" i "Hardej"nie znam. A tamten scenariusz Jerzego Lutowskiego (u mnie ma wielki plus z "Pociąg" Kawalerowicza) wart był realizacji? Czytałaś?


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 1316
17 lutego 2020 19:29  
Przegapiłam...
 
Wysłany przez: @kustosz

A tamten scenariusz Jerzego Lutowskiego (u mnie ma wielki plus z "Pociąg" Kawalerowicza) wart był realizacji? Czytałaś?

Owszem, podobał mi się, choć dziś zapewne byłby staroświecki. Lutowski miał świetne wyczucie filmowej dramaturgii i parę scen mogło wyjść znakomicie. Choćby sam początek - dialog między Mieszkiem a Dobrawą, kiedy książę wraca z Niemiec bez pozostawionego na dworze Bolesława. Albo spotkanie między Świętosławą i Olafem - kiedyś byli kochankami, teraz spotykają się już jako królowa Szwecji i król Norwegii.

Z drugiej strony Lutowski poszedł w rozmach, zaplanował przynajmniej kilka bitew, w tym morskich. Podobno Hoffman był w latach 80. w Skandynawii na plenerach...

 


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 1316
17 lutego 2020 19:35  

A dzisiaj jeszcze coś raczej niszowego, ale może akurat ktoś lubi milicyjne kryminały sprzed lat?

Ostatnie śledztwo sierżanta Fidybusa czyli o nieznanym tekście Jeremiego Bożkowskiego


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 3491
17 lutego 2020 23:55  

Poza krótkim epizodem w podstawówce, kryminały nie kręciły mnie i nie kręcą. Zdarzają mi się czasem incydenty. Przeczytałem np. kilka odcinków serii Ćwirleja o poznańskich policjantach, stylizowanej właśnie na powieści milicyjne. Bożkowskiego, czy też pani Bożeny, ukrywającej się pod tym kamuflażem w ogóle nie znam i nie zachęca mnie do niej informacja, że jej styl przypomina nieco Chmielewską. Rodzaj humoru aplikowany przez panią Joannę zdecydowanie mi nie odpowiada:)

Ale zainteresowało mnie co innego. Wielu ludzi pióra w czasach PRL-u pisało różne rzeczy ukrywając się pod pseudonimem. Pierwszy raz jednak spotykam się z sytuacją, żeby do pseudonimu stworzono całą fałszywą tożsamość z niemalże kompletnym CV osoby. Po co to zrobiono? Czy była to tylko część zabawy, czy kryły się za tym jakieś inne cele? Może chodziło o efekt propagandowy, że autorem jest taki self made man, co to żadnej pracy się nie boi, również fizycznej?


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 1316
18 lutego 2020 08:31  
Wysłany przez: @kustosz

Ale zainteresowało mnie co innego. Wielu ludzi pióra w czasach PRL-u pisało różne rzeczy ukrywając się pod pseudonimem. Pierwszy raz jednak spotykam się z sytuacją, żeby do pseudonimu stworzono całą fałszywą tożsamość z niemalże kompletnym CV osoby. Po co to zrobiono? Czy była to tylko część zabawy, czy kryły się za tym jakieś inne cele? Może chodziło o efekt propagandowy, że autorem jest taki self made man, co to żadnej pracy się nie boi, również fizycznej?

Raczej nie, a właściwie nie do końca. Ta notka pochodzi z debiutanckiego zbioru opowiadań, potem już jej nie powielano. Opowiadania mają spora rozpiętość tematyczną, więc możliwe, że wydawcy chodziło o uprawdopodobnienie ich autentyczności - autor z bogatym życiorysem, który przelewa swoje doświadczenia na papier. Zrezygnowano z tego w powieściach kryminalnych, które zresztą są średnio pochlebne dla milicji i prawa. Z ciekawostek - ktoś ustalił kiedyś, że Bożkowski to jedyny autor, który w powieści milicyjnej wspomina o wymuszaniu zeznań siłą przez stróżów polskich prawa i porządku. Wiem, że dziś to nic nadzwyczajnego, ale żaden inny autor nie ruszył wtedy tego tematu.

W ogóle Ciecierska-Więcko to dość ciekawy przypadek, ponieważ większość ludzi, którzy pisali kryminały pod pseudonimem, to byli literaci, pisarze, dziennikarze, dość znani także pod swoim prawdziwym nazwiskiem. Tworzyli sobie alter ego na potrzeby kultury "niższej", popularnej, często trochę ironicznie, na przykład wybierając nazwiska "zachodnie" - Joe Alex, Noel Random, Robert Stratton... Tymczasem Ciecierska-Więcko była raczej kimś, kto oddzielał życie zawodowe od prywatnego. Pisała głównie pod pseudonimem, nie tylko książki, ale i artykuły czy recenzje. Nie była znana w środowisku. Te podejrzenia co do Chmielewskiej były całkiem poważne...


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 3491
18 lutego 2020 11:24  
Wysłany przez: @maruta

Ta notka pochodzi z debiutanckiego zbioru opowiadań, potem już jej nie powielano. Opowiadania mają spora rozpiętość tematyczną, więc możliwe, że wydawcy chodziło o uprawdopodobnienie ich autentyczności - autor z bogatym życiorysem, który przelewa swoje doświadczenia na papier. Zrezygnowano z tego w powieściach kryminalnych, które zresztą są średnio pochlebne dla milicji i prawa.

I tak ciekawe. Spodziewałem się raczej, że wymienisz mi pięciu innych autorów, którzy również mieli dorobioną tożsamość do alter ego, a których ja po prostu nie znam:)


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 1316
21 lipca 2020 11:17  

Podwójny powrót do przeszłości - rok temu zaczęłam ten wątek od tekstu o MDM. Dzisiaj część druga, mało filmowa, za to mocniej historyczna, czyli jak wyglądała budowa Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej w dokumentacji zgromadzonej na potrzeby niezrealizowanego filmu. Krótko - cud, że stoi 😉

Wspomnienia z MDM


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 3491
21 lipca 2020 13:25  

Wysłany przez: @maruta

Przede wszystkim zaś uznano, że Dreyer i Swinarska przedstawiły całą budowę Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej jako wielki, niekontrolowany chaos i bałagan.

Hmm... ja miałem dokładnie takie samo wrażenie:) Zakładam jednak, że był to obraz bliski prawdy. Socjalizm od kuchni tak wyglądał. Zresztą mniejszy lub większy chaos zawsze towarzyszy dużym inwestycjom jeśli się temu przyjrzeć od zaplecza. Teraz też.

Ja akurat należę do sympatyków socrealki MDMu i muszę przyznać, że socrealizm w architekturze uważam za ciekawy kierunek w przeciwieństwie do socrealizmu w innych dziedzinach. Lubię ten monumentalizm nawiązujący do klasycyzmu i dbałość o detal, nawet jeśli ów detal to płaskorzeźba robotnika z kilofem:) Trudno mi sobie wyobrazić Warszawę bez MDMu. W książce Miłoszewskiego "Jak zawsze", którą ostatnio czytałem, bohaterowie przenoszą się w czasie do alternatywnej rzeczywistości historycznej roku 1963 i tam MDMu nie ma. Jest rezerwat ruin. I jest dziwnie:)


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 1316
21 lipca 2020 13:34  
Wysłany przez: @kustosz

Wysłany przez: @maruta

Przede wszystkim zaś uznano, że Dreyer i Swinarska przedstawiły całą budowę Marszałkowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej jako wielki, niekontrolowany chaos i bałagan.

Hmm... ja miałem dokładnie takie samo wrażenie:) Zakładam jednak, że był to obraz bliski prawdy.

Właśnie najciekawsze jest to, że nie wykasowały tej prawdy, choć oczywiście o partii czy ustroju nic złego nie napisały. Jak wspomniałam, "poważna" cenzura pojawiała się później, ale i w takich sytuacjach istniało ryzyko, że komuś podpadną. Zresztą sam fakt, że dokumentacja w miarę zwyczajna miała pozostać tajemnicą świadczy o tym, jakie było podejście. 

Na dole tekstu zamieściłam link do kronik filmowych o MDM - tam 100% jest w tonie propagandy sukcesu. W dokumentacji zdarzają się takie fragmenty (te na czerwono), ale to jakieś 20% i głównie w mowie, a nie czynie - na przykład deklaracje na zebraniu.


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 1316
4 sierpnia 2020 12:52  

Jako ciekawostka można powiedzieć okolicznościowa: Inne "Zakazane piosenki" czyli co wypadło, co dodano i co zmieniono


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 3491
6 sierpnia 2020 00:12  

@maruta

No patrz, nie miałem pojęcia, że były aż dwie kinowe wersje "Zakazanych piosenek". Fajna ciekawostka. Zdecydowanie bardziej podoba mi się druga, udramatyzowana wersja "Siekiery motyki". Pamiętam ten epizod właśnie dlatego, że w pozornie beztroską atmosferę bezlitośnie wkracza okupacyjna rzeczywistość.

Przeróbka hymnu nie miała żadnych szans. Rzeczywiście musiała być przynętą dla cenzora. Natomiast zabieg Starskiego z dopisanie AL do "Chłopaków z AK" i zupełnie zmieniające wydźwięk ingerencje w tekst piosenki uważam za wyjątkowo niesmaczne i dobrze się stało, że to nie przeszło. Nie każdą cenę warto zapłacić. 


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 1316
6 sierpnia 2020 06:25  
Wysłany przez: @kustosz

Zdecydowanie bardziej podoba mi się druga, udramatyzowana wersja "Siekiery motyki". Pamiętam ten epizod właśnie dlatego, że w pozornie beztroską atmosferę bezlitośnie wkracza okupacyjna rzeczywistość.

To Ci jeszcze napiszę, że w pierwszej nie ginie także chłopiec, który śpiewa w tramwaju. W ogóle pierwsza wersja miała być bardziej "ku pokrzepieniu serc". Druga jest bardziej zbalansowana jeśli chodzi o wątki tragiczne. Ogólnie zmiany nie były takie złe, z jednym wyjątkiem: w pierwszej wersji historia była bardziej samodzielna, w drugiej wprowadzono ramę z żołnierzem z Anglii i Tokarski często mu tłumaczy, co się działo i jak to należy rozumieć.

 Natomiast zabieg Starskiego z dopisanie AL do "Chłopaków z AK" i zupełnie zmieniające wydźwięk ingerencje w tekst piosenki uważam za wyjątkowo niesmaczne i dobrze się stało, że to nie przeszło. Nie każdą cenę warto zapłacić. 

Niestety zabieg ten był częścią polityki historycznej PRL - w niektórych filmach i książkach AL było najważniejsze, w innych, gdzie było oczywiste, że chodzi o AK, nie wymieniano w ogóle tej nazwy... Z piosenką było trudniej, bo nawet jakby zgodzono się na wersję "poprawioną" to i tak większość widzów w tamtych czasach znała oryginał i dopowiedziałaby sobie co wycięto.


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 1 rok temu
Posty: 3491
9 sierpnia 2020 14:36  
Wysłany przez: @maruta

W ogóle pierwsza wersja miała być bardziej "ku pokrzepieniu serc".

Nie rozumiem takiej idei. Gdyby kręcono to w czasie okupacji to ok. Ale ku pokrzepieniu serc, już po wojnie? Bez sensu.

Wysłany przez: @maruta

Ogólnie zmiany nie były takie złe, z jednym wyjątkiem: w pierwszej wersji historia była bardziej samodzielna, w drugiej wprowadzono ramę z żołnierzem z Anglii i Tokarski często mu tłumaczy, co się działo i jak to należy rozumieć.

Te ramy nie odcisnęły chyba mocnego piętna bo ich nie zapamiętałem. Dla mnie "Zakazane piosenki" to właśnie zbiór luźno ze sobą powiązanych okupacyjnych epizodów.

Wysłany przez: @maruta

Niestety zabieg ten był częścią polityki historycznej PRL - w niektórych filmach i książkach AL było najważniejsze, w innych, gdzie było oczywiste, że chodzi o AK, nie wymieniano w ogóle tej nazwy... Z piosenką było trudniej, bo nawet jakby zgodzono się na wersję "poprawioną" to i tak większość widzów w tamtych czasach znała oryginał i dopowiedziałaby sobie co wycięto.

Rozumiem czemu miał służyć ten zabieg. Dla mnie to jednak co najmniej o krok za daleko. Takich kompromisów się nie zawiera. Lepiej zrezygnować. I dobrze, że tak się stało.


OdpowiedzCytat
Strona 6 / 6
Share: