Księga Strachów – godzina po godzinie

Data roczna

Byłem trochę zaskoczony kiedy odkryłem, że da się ustalić dokładne daty dzienne, w których toczy się akcja „Księgi Strachów”. Bo rok jest podany niemal wprost.

— Tak jest, pan nas nie docenia — podchwycił Tell. — Pan myśli, że my nie rośniemy, jesteśmy wciąż tymi samymi dwunastoletnimi chłopcami, których spotkał pan na Wyspie Złoczyńców. A przecież od tego czasu minęły dwa lata.

A skoro wiadomo, że zbiory dziedzica Dunina Tomasz odnalazł w 1961 roku to teraz mamy rok 1963.

Ustalenie dokładnych dat wymaga połączenia kilku faktów. Harcerze odwiedzili pana Samochodzika pod koniec lipca, natychmiast po powrocie z obozu harcerskiego i składali mu wizyty przez kilka dni niemal codziennie. Tomasz właśnie szykował się na sierpniowy urlop. Wiemy, że do Jasienia przybył w sobotę:

Była sobota, pora przygotowania się do niedzielnych wycieczek. Na stacji benzynowej stało w kolejce po paliwo kilkanaście motocykli. Przed skrętem na podjazd do pomp przyhamowałem mocno, aby nie potrącić któregoś z nich.

Wiemy również, że był to siódmy dzień od czasu kiedy strzelano do Wiewiórki z pistoletu gazowego w ruinach obserwatorium.

Przecież to już siódmy dzień mijał od dziwnej przygody Wiewiórki. Tajemniczy osobnik lub osobnicy, którzy dokonywali tam wówczas jakiejś podejrzanej czynności, być może zakończyli już swoje zadanie i zniknęli stąd na zawsze…

Łącząc powyższe fakty łatwo zauważyć, że pan Samochodzik przybył do Jasienia w pierwszą sobotę sierpnia czyli 3.08.1963 roku. Na tej podstawie można już ustalić daty dzienne zarówno wcześniejszych jak i późniejszych wypadków. Pomijając zatem wydarzenia poprzedzające, właściwa akcja powieści „Księga strachów” zamyka się w okresie między 3 a 8 sierpnia 1963 roku.

Wydarzenia poprzedzające właściwą akcję

Przygoda Wiewiórki w ruinach obserwatorium, opisana w harcerskiej księdze strachów miała miejsce w przeddzień wyjazdu z obozu czyli 27 lipca 1963 roku, w sobotę. Następnego dnia chłopcy wrócili do domu i od 29 lipca do 2 sierpnia niemal codziennie składali wizyty panu Samochodzikowi. W czwartek 1 sierpnia, Tomasz usłyszał o przygodzie Wiewiórki i pożyczył do przeczytania księgę strachów. 2 sierpnia, w piątek, zwraca ją chłopcom, zostawia w drzwiach informację dla listonosza i o godzinie 16:00 wyrusza w drogę. Nocuje w wehikule w lasach między Pniewami a Skwierzyną. Z Łodzi, przez Poznań ma do przejechania około 300 kilometrów, jadąc ze średnią prędkością 60 km/h powinien tam dotrzeć po godzinie 21:00.

Wiemy, że wehikuł wuja Gromiłły wyposażony był w radioodbiornik, czego więc mógł słuchać Tomasz w drodze na urlop? Radio z pewnością emitowało wtedy przeboje z zakończonego miesiąc wcześniej I Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu czyli między innymi wakacyjny „Autostop” w wykonaniu Karin Stanek.

3 sierpnia 1963 roku, sobota

Pobudka o świcie czyli około 4:30, kierunek Gorzów Wielkopolski i dalej do Jasienia. Tylko gdzie jest ten Jasień? Nie wiadomo, ale biorąc pod uwagę późniejszą trasę wycieczki Związku Tajemniczej Szachownicy, można zaryzykować tezę, że prawdopodobnie leży na północ od Myśliborza. Oznacza to, że pan Samochodzik miał do przejechania około 100 kilometrów, czyli dwie godzinny to aż nadto czasu żeby dotrzeć na miejsce. Tymczasem, pod stację benzynową, 15 kilometrów przed Jasieniem, zajeżdża dopiero o godzinie 9:00. Tam ma miejsce incydent z Klausem zakończony skutecznym pościgiem jeden kilometr przed Jasieniem, czyli Tomasz gonił taunusa przez 14 kilometrów. To tutaj pan Samochodzik ujawnia się jako funkcjonariusz ORMO co położyło się cieniem na jego postaci w całej serii i jest mu to wypominane do dziś.

Do ośrodka domków campingowych w Jasieniu dociera dopiero o 11:00, znowu więc wypada się zastanowić dlaczego pokonanie tych 15 kilometrów drogi, wliczając w to pościg i wypisanie mandatu trwało aż 2 godziny. Cóż, czasu na poranne przygody tego dnia było aż nadto, w tej sytuacji pobudkę o świcie można więc uznać za złośliwość autora względem swego bohatera.

Tomasz wynajmuje domek campingowy płacąc z góry za dwa tygodnie. Rozpakowuje rzeczy i poznaje Kasię i Sebastiana. Kiedy zabiera się do naprawy kajaka Kasi, rozlega się odgłos uderzeń młotka w patelnię czyli sygnał wezwania na obiad. Jest więc prawdopodobnie godzina 13:00 ponieważ obiady w stołówkach ośrodków Funduszu Wczasów Pracowniczych serwowano zwykle w godzinach 13:00 – 14:00.

W tej chwili na scenę wkracza, a właściwie wjeżdża, ciotka Zenobia na swoim hałaśliwym junaku z przyczepą, po czym przy pomocy chwytów judo dwukrotnie przewraca na ziemię pana Samochodzika. Teraz następuje upokarzający dla Tomasza obiad w czasie którego bryluje pan Kuryłło.

Naprawa kajaka zaczęła się po obiedzie, więc przed 14:00, potem godzinka oczekiwania aż klej stężeje i mniej więcej o 15:00 „salamandra” była gotowa do użytku. Po kwadransie wiosłowania roztoczyła się przed Tomaszem i Kasią szeroko rozlana toń jeziora, ze wszystkich stron zamknięta wzgórzami porośniętymi lasem, potrzebny był więc co najmniej kolejny kwadrans żeby dotrzeć do ruin młyna Topielec. Zwiedzają okolicę młyna i prawdopodobnie krótko po 16:00 Sebastian odnajduje Zenobię ukrywającą się w krzakach. Wspólnie podsłuchują rozmowę Hildy i Klausa po czym zostają zdekonspirowani przez Sebastiana. Z kajakowej wycieczki wracają do ośrodka chyba nie wcześniej niż o 17:00.

Wieczorem pada deszcz. Tomasz siedząc na tarasie pałacowej kawiarni obserwuje przyjazd Fryderyka. Do ośrodka podwozi go junakiem Zenobia. Jest godzina 21:00. Trzy godziny drzemki i pan Samochodzik budzi się przed północą.

Nocna wyprawa kajakiem do obserwatorium to co najmniej 20 minut, zwiedzanie ruin i przygoda z tajemniczym osobnikiem to kolejne pół godziny czyli obezwładnienie Tomasza chloroformem miało miejsce gdzieś po 1:00 w nocy dnia następnego.

Uff. Cholernie długi i mocno przeładowany wydarzeniami dzień.

4 sierpnia 1963 roku, niedziela

Jak długo pan Samochodzik leżał bez przytomności? Zastanówmy się. Harcerze obserwowali całe zajście, więc prawie od razu znaleźli nieprzytomnego. Wiewiórka został na miejscu a Tell i Sokole Oko pobiegli sprowadzić doktora. Zważywszy, że biwakowali tuż za wzgórzem z ruinami obserwatorium zajęło to zapewne tylko kilka minut. Kiedy Tomasz się ocknął był przy nim Wiewiórka ale po chwili nadbiegli pozostali chłopcy z doktorem. To wszystko nie trwało chyba dłużej niż 15-20 minut czyli już o godzinie 1:20 Tomasz mógł witać się z przyjaciółmi.

Ale kiedy gawędzą w obozowisku harcerzy popijając koniaczek noc powoli staje się jaśniejsza, mamy więc mniej więcej godzinę 3:30. O świtaniu (4:20) kiedy przestaje padać kończą naradę i śpiący Tomasz wraca na camping. Zbliża się 5:00 kiedy próbuje niepostrzeżenie odstawić kajak.

Dzień był słoneczny choć nie tak upalny, ale pan Samochodzik śpi baaardzo długo. Budzi się dopiero gdy kończy się obiad w stołówce czyli kilkanaście minut przez 14:00.

Po obiedzie rozmowa z Kuryłłą, który proponuje mu wspólne poszukiwanie skarbu Haubitzów, a potem oględziny szachownicy w kościele w Jasieniu. Gdy dochodzi 15:00 zjawia się w ruinach obserwatorium i spędza tam czas do 17:00. Następnie przez dwie godziny ćwiczy judo na polance nieopodal młyna Topielec co z ukrycia obserwuje rozbawiony Sokole Oko.

Około 19:30 rozpętuje się burza. Tomasz dostrzega przewrócony kajak Hildy na jeziorze i rusza na pomoc. Wehikuł dobija do brzegu przy ruinach młyna, Hilda przebiera się w suche ciuchy Tomasza po czym prowadzą długą rozmowę na temat Haubitza, historii poszukiwań pamiętnika i trwającego procesu sądowego. Tomasz oferuje Hildzie pomoc w dalszych poszukiwaniach pamiętnika. Wszystko to musiało trwać co najmniej godzinę. Oznacza to, że ford Fryderyka z Zenobią, Kasią i Sebastianem zjawia się w Topielcu około 20:30 a tuż przed zachodem słońca (20:49) dołącza wartburg doktora z chłopcami. Minęła godzina i dwadzieścia minut od wypadku Hildy i tyle mniej więcej czasu potrzebował Sokole Oko żeby pobiec do obozowiska w Jasieniu,  zawiadomić doktora, następnie wraz z doktorem pojechać do pałacu Haubitzów, gdzie jak sądzili pan Samochodzik zawiezie Hildę, potem na camping w Jasieniu i w końcu do ruin młyna Topielec.

Kuryłłę znajdują w ruinach młyna tuż po 21:00. Wszyscy oferują pomoc w poszukiwaniu pamiętnika, zawiązuje się Związek Tajemniczej Szachownicy z panem Kuryłłą jako prezesem.

Nocą, pan Samochodzik znowu odwiedza ruiny obserwatorium. Wraz z doktorem i chłopcami czekają w ukryciu na tajemniczego osobnika, który grasował tam ubiegłej nocy. Bezskutecznie. O 3:00 na ranem opuszczają kryjówkę, Tomasz wraca na camping i kładzie się spać prawdopodobnie około 3:30.

5 sierpnia 1963 roku, poniedziałek

Ma chłop zdrowie bo już o 7:00 jest na nogach i zawzięcie trenuje judo. Ćwiczy chyba ponad dwie godziny bo gdy wraca na camping Zenobia i Kasia zdążyły już udać się na zbiórkę Związku Tajemniczej Szachownicy. A wyruszyć mieli o 10:00. 

Rozszyfrowanie dalszego harmonogramu dnia nie będzie takie proste, musimy ująć go w ramy czasowe pomiędzy planowanym wyjazdem o 10:00 a przyjazdem na Polanę przed zachodem słońca, który o tej porze roku wypada o godzinie 20:49. Sprawy nie ułatwia też fakt, że zarówno Jasień, z którego wyrusza wycieczka jak i wzgórze Polana to miejsca fikcyjne więc ich dokładna lokalizacja może być jedynie przedmiotem spekulacji.

Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, start się opóźnił, przyjmijmy, że kawalkada samochodów wyjechała w kierunku Myśliborza dopiero o godzinie 11:00. Zakładam, że do Myśliborza nie mogło być więcej niż 25 kilometrów czyli dotarli na miejsce około 11:30. Zatrzymali się tam niby na krótko, ale program zwiedzania oceniam na co najmniej dwie godziny. W dalszą drogę, do Chojny (33 kilometry) mogli więc wyruszyć o 13:30 i pół godziny później powinni być już u celu. Zabawili tam nieco dłużej, załóżmy, że cztery godziny łącznie z obiadem. Opuścili więc Chojnę o 18:00 i po 15 minutach (niecałe 10 km) byli już przed romańskim kościołem z XIII wieku w Dolsku. Kościół był zamknięty (bo otwierają tylko w niedzielę), oglądają szachownicę a potem wspinają się na wieżę kościoła gdzie osy zbudowały sobie gniazdo. Przepłoszeni przez groźne owady szybko rezygnują z penetracji wieży, wracają do samochodów i odjeżdżają. Wkrótce okazuje się, że na wieży został pan Kuryłło. Następuje pospieszny powrót i uwolnienie nieszczęsnego prezesa pokąszonego przez osy. Cała akcja nie trwała pewnie dłużej niż półtorej godziny, a więc w komplecie, już z prezesem Kuryłło, wyruszają do mauzoleum Haubitza na Polanie około godziny 20:00.

Ponieważ Polana to miejsce fikcyjne, trudno ocenić jak długi był ten etap wycieczki, ale zważywszy odległości pokonywane tego dnia możemy chyba założyć, że zajęło to mniej niż pół godziny. W każdym razie powinni tam dotrzeć jak ogromne czerwone słońce wisiało nad horyzontem czyli prawdopodobnie około godziny 20:30.

Wejście na szczyt wzniesienia, gdzie mieściło się mauzoleum Haubitza zajęło pół godziny (Droga okazała się bardzo męcząca. Trzeba się było piąć po ostrym zboczu, a nogi grzęzły i ślizgały się w grubej warstwie zeschłego listowia. Twarze drapały nam gałązki, utrudniające wspinaczkę i czepiające się ubrań. (…) Omijanie przewróconych drzew zajmowało nam sporo czasu.), więc wdrapali się tam gdy zapadał już zmierzch czyli około godziny 21:00. Mniej więcej 20 minut kręcili się przy grobowcu, kolejne 15 minut zajęło zejście do samochodów a więc z powrotem, na dole, byli o 21:35 gdy zdążyło już zrobić się ciemno. Tu okazuje się, że znowu nie ma pana Kuryłły więc do mauzoleum wracają harcerze z doktorem oraz Fryderyk. Wejście na szczyt wzniesienia i zejście, zważywszy że było już ciemno, nie mogły trwać krócej niż poprzednio mimo większego pośpiechu. Akcja ratunkowa trwała więc dobre 45 minut i w pełnym składzie mogli opuścić Polanę dopiero o 22:20.

Do Morynia, gdzie zaplanowano nocleg musiało być bardzo blisko bo przed 23:00 udało się tam dojechać, rozbić obóz nad jeziorem i zjeść kolację. Autor tym razem trochę chyba rozciągnął czas. Kiedy po 23:00 Tomasz i Hilda skończyli się kąpać, w obozie nie było nikogo, wszyscy udali się na spacer na górę zamkową. I w tym mniej więcej czasie strzelano do Sebastiana z pistoletu gazowego. Zanim kondukt żałobny z płaczącą Kasią dotarł do obozu i nim Sebastian odzyskał przytomność musiała zbliżać się godzina 0:00. Łuskę od pistoletu gazowego pan Samochodzik znalazł więc już po północy a obóz pogrążył się we śnie nie wcześniej niż o 0:30.

6 sierpnia 1963 roku, wtorek

Pan Samochodzik budzi się o 7:00 i celebruje golenie przy pomocy brzytwy. Nie jest mu dane dokończyć tej porannej czynności bo w międzyczasie rozgrywa się akcja z uciekającym łódką Kuryłłą i ścigającym go Fryderykiem. Tomasz włącza się do pościgu, potem ukrywa Kuryłłę w wehikule i kłócąc się z Zenobią wraca do obozu. Tam kończy golenie i przygotowuje do podróży. Namioty już wcześniej zostały zwinięte., najprawdopodobniej więc około 9:00 (a co ze śniadaniem?) jadą zwiedzać Moryń.

W Moryniu jak nic zmarudzili prawie aż trzy godziny skoro budkę z lodami, w oddalonej ledwie o 15 kilometrów Cedyni, otoczyli w upalne popołudnie czyli powiedzmy o 12:30. Następny punkt programu to wspinaczka na górę Czcibora gdzie wydarzył się incydent z pistoletem, który wypadł Zenobii z kieszeni, a następnie zwiedzanie cmentarza wojskowego w Siekierkach gdzie dotarli pewnie po godzinie czyli o 13:30.

Autor informuje nas, że długo zwiedzali cmentarz wojskowy w Siekierkach. Prawdopodobnie dwie godziny, do 15:30, skoro po południu, około godziny czwartej, kamienista droga zawiodła ich do Lubiechowa Górnego, a to mniej więcej 30 minut drogi z Siekierek. Oglądnie szachownicy umieszczonej na portalu romańskiego kościoła nie zajęło dłużej niż pół godziny, a więc już około 16:30 wyruszyli nad jezioro Żabie, gdzie zaplanowano kolejny nocleg.

Ale gdzie leży jezioro Żabie? Wiemy, że w Puszczy Piaskowej nad Odrą. Niezależnie więc od dokładnej lokalizacji, o rzut beretem z Lubiechowa Górnego. Dojazd tam nie trwał zapewne dłużej niż pół godziny nawet jeśli droga była tam ciężka, w każdej chwili ryzykowali połamanie resorów i urwanie tłumika na wystających z ziemi korzeniach. Zatem w okolicy godziny 17:00 mogli rozbijać obóz na wrzynającym się w jezioro półwyspie. Mieli bardzo dużo czasu na organizację obozowiska i przygotowanie posiłku ponieważ dopiero gdy zapadł zmrok, czyli po godzinie 21:30 postanowili przygotować ognisko. Zbierając chrust na półwyspie Tell zauważył dziwnego stwora podobnego do wielkiej żaby co wzbudziło niepokój uczestników wycieczki. Gdy zapadła noc (o 22.00?) zasiedli do kolacji a ognisko zapłonęło prawdopodobnie 20 minut później.

Podczas narady wojennej przy ognisku pan Kuryłło ujawnia, że wie o jeszcze jednej szachownicy, w leśniczówce w Czarnem. Postanowiono więc pojechać tam nazajutrz. Narada trwała co najmniej godzinę, mniej więcej do 23:30. Skończyli kiedy ognisko dogorywało. Tomasz, zmęczony odganianiem krwiożerczych komarów decyduje się na samotny, nocny spacer. W lesie spotyka Zenobię, która grozi mu pistoletem zapalniczką. Z powrotem w obozie są krótko po północy, gdzie wszyscy układają się do snu.

7 sierpnia 1963 roku, środa

Pan Samochodzik budzi się w środku nocy. Odkrywa próbę porwania odurzonego chloroformem Kuryłły, stacza walkę z człowiekiem-żabą i krzyżuje jego plany. Która może być godzina? Prawdopodobnie około 3:00 bo to chyba najbardziej dogodna pora dla realizacji planu porwania. Budzi się też reszta obozu, trwa cucenie Kuryłły, potem wyjaśnienia i spekulacje związane z nocnym wydarzeniem. Minęła co najmniej godzina zanim wszyscy ponownie ułożyli się do snu (godzina 4:00).

Budzą się bardzo późno, ale chyba nie później niż o 10:00, skoro Tomasz przewiduje, że dotarcie do leśniczówki w Czarnem zajmie im czas do południa. Zwijają obóz i rozdzielają siły. Zenobia i Hilda z doktorem wracają do Jasienia a Tomasz z młodzieżą jedzie zbadać szachownicę. Umawiają się na spotkanie na Polanie o 17:00.

Leśniczówka w Czarnem to kolejne miejsce fikcyjne, wiadomo jedynie, że z perspektywy jeziora Żabiego znajduje się w lasach za Myśliborzem. Wiemy też, że leży w odległości prawie 60 kilometrów od Jasienia. Prawdopodobnie więc na południe lub na wchód od Myśliborza skoro ma być „za” a jednocześnie są to tereny najbardziej odległe od Jasienia, położonego jak wszystko na to wskazuje na północ od Myśliborza. Do Myśliborza jest około 50 km, leśniczówka powinna leżeć maksymalnie 35 kilometrów dalej jeśli trzymać się założenia, że Jasień znajduje się najwyżej 25 kilometrów na północ od Myśliborza. Nie wiem jaką trasę wybrał pan Samochodzik, ale nawet jeśli przyjmiemy dwie godziny na dojazd, co uwzględniając rezerwę czasową na błądzenie wydaje się wystarczające do pokonania 85 kilometrów (jeżeli jechali przez Myślibórz, ale przecież mogli wybrać krótszą drogę), to dotarcie na miejsce zajęło naszym bohaterom dużo więcej czasu. Była druga po południu, gdy dotarli wreszcie do znajdujących się w głębi lasu zabudowań leśniczówki Czarne.

Odszukanie kamienia z szachownicą, rozmowa z leśniczym, dywagacje na temat roli Kuryłły, nie mogły trwać krócej niż 40 minut, a więc najwcześniej o 14:40 siedzieli z powrotem w wehikule kierując się do Myśliborza na obiad. Mało czasu na ten obiad bo dojazd musiał zająć przynajmniej pół godziny, do 15:10, sam obiad kolejne pół godziny, do 15:40, potem około godzina na dojazd do mauzoleum na Polanie, które jak pamiętamy znajdowało się w pobliżu Morynia czyli jakieś 50 kilometrów drogi. Przyjmując taki grafik poczynań, zgodnie z życzeniem autora za kwadrans piąta Tomasz zatrzymuje wehikuł w umówionym miejscu u stóp Polany.

Doktor i Hilda przybywają z półgodzinnym opóźnieniem czyli o 17:30 (skoro umówili się na 17:00). Samochody, dobrze zamknięte, zdecydowali pozostawić na noc w kamieniołomie, a sami wraz z namiotami, śpiworami i kuchnią polową postanowili wdrapać się na Polanę i zanocować w najbliższym sąsiedztwie grobowca, żeby mieć czas na staranne zbadanie jego wnętrza. Poprzednim razem wspinaczka na wzgórze zajęła pół godziny, teraz objuczeni sprzętem campingowym, wchodzili zapewne dłużej. Na szczyt dotarli więc prawdopodobnie o 18:15. Odkrycie działalności Kuryłły w grobowcu mogło zająć góra 15 minut, narada co robić dalej i decyzja o pilnym wyjeździe Hildy do Jasienia nie trwały z pewnością dłużej niż pół godziny, czyli góra do 19:00, a zejście ze wzgórza kolejne 15 minut. Dlaczego więc był wieczór, pora szarego zmierzchu, czyli po 21:00, kiedy Tomasz i Hilda siedzieli znowu w wozie? Nienacki zgubił gdzieś prawie dwie godziny.

Do Jasienia mieli godzinę drogi, do pałacu Haubitzów powinni więc dotrzeć około 22:00. W czasie gdy Hilda zamawiała rozmowę błyskawiczną z Warszawą, Tomasz zdążył wstąpić do kawiarni pałacowej, dowiedzieć się w recepcji o Fryderyka, pojechać na camping, zapukać do domków Zenobii i pana Kuryłły, wypytać kierownika ośrodka o tego ostatniego i wrócić do pałacu. Godzina jak nic. W powrotną drogę na Polanę powinni więc wyruszyć o 23:00. W godzinę później drapali się w ciemnościach na szczyt Polany, gdzie w najbliższym sąsiedztwie mauzoleum Haubitza bielały w mroku trzy namioty, czyli w obozie byliby mniej więcej o godzinie 0:30. Tam doktor i młodzież czekali na nich z kolacją więc do łóżek powinni udać się o 1:00. Tymczasem Doktor spojrzał na zegarek i stwierdził, że jest godzina Jedenasta. No proszę, znalazły się zgubione wcześniej dwie godziny. Cofając się więc do momentu wyjazdu Tomasza i Hildy do Jasienia powinniśmy zapomnieć o szarym zmierzchu i ustawić zegarek pana Samochodzika na kilka minut po 19:00 i o dwie godziny przyspieszyć wszystkie późniejsze wydarzenia.

Odgłosy nadchodzącej burzy nie pozwalały Tomaszowi zasnąć. Musiało upłynąć co najmniej pół godziny zanim zaniepokojony zachowaniem Sebastiana postanawia zrobić obchód. W ciemności toczy walkę z tajemniczym osobnikiem, którym okazuje się Zenobia, a w międzyczasie ktoś próbuje włamać się do namiotu harcerzy. Minęło przynajmniej kolejne pół godziny. Po północy rozchodzą się do namiotów.

8 sierpnia 1963 roku, czwartek

Tego dnia brakuje jakiegokolwiek punktu zaczepienia pozwalającego rozgryźć czasowy rozkład dnia, musimy więc oprzeć się wyłącznie na założeniach. Nad ranem Polanę otoczyła gęsta mgła. Budzą się w kwaśnych nastrojach, być może o godzinie 7:00. Zwijanie namiotów, kawa i śniadanie, nie zajęły więcej niż pół godziny. W końcu otwierają puszkę niespodziankę Wiewiórki, w której ku zdumieniu wszystkich, zamiast smakołyków znajduje się pamiętnik Konrada von Haubitz. Dostrzegają obserwujące ich postacie i ruszają w pościg. Jest prawdopodobnie po 8:00 kiedy decydują zejść ze wzgórza do samochodów. Wędrówka w błocie i we mgle ze sprzętem campingowym, zamieszanie i przejęcie puszki z pamiętnikiem przez Fryderyka trwały co najmniej 20 minut. W kamieniołomie, obok pozostawionych samochodów znaleźli się więc około 8:30.

Niespełna godzinę trwało pompowanie kół w wehikule. Z Polany do punktu granicznego w Świecku jest ponad 80 kilometrów. Ponieważ Tomasz nie korzystał z wielkich prędkości wehikułu mogli tam dotrzeć w mniej więcej półtorej godziny. W tej sytuacji wielka akcja finałowa na granicy rozegrała się około godziny 11:00.

P.S Akcja powieści zajęła niecałe sześć dni, a przecież pan Samochodzik opłacił domek campingowy w Jasieniu z góry za dwa tygodnie. Pozostał mu więc ponad tydzień, do 16 sierpnia, na prawdziwy urlop na pojezierzu myśliborskim, prawdopodobnie w towarzystwie harcerzy i doktora. W takim razie to jeszcze w Jasieniu, tydzień później (od spotkania na granicy w Świecku) wyczytał w gazecie komunikat o wydaleniu z Polski niemieckiego dziennikarza nazwiskiem Heinrich Klaus.

Zapraszam do dyskusji na FORUM.

* W artykule wykorzystałem ilustracje Szymona Kobylińskiego zamieszczone w VI wydaniu powieści „Księga strachów” z 1981 roku, wydanej staraniem wydawnictwa Pojezierze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.