ALE KINO

Quickening to ‘przyspieszenie’, moment, w którym Nieśmiertelni otrzymywali dodatkową moc i wiedzę po zwycięskim pojedynku. To również istotny zwrot akcji, gonitwa myśli, zbliżenie do absolutu.

Główny bohater, Connor MacLeod smakuje z lubością wiekowy, zacny koniak. Bezbłędnie rozpoznaje jego rocznik. Myślami przenosi się w przeszłość…

Rok 1783 to był dobry rok. Mozart napisał Mszę Koronacyjną, a w Ameryce zakończyła się wojna o niepodległość…

Jest styczeń 1987. To bardzo dobry rok.

Kino Skarpa to miejsce magiczne na mapie Warszawy. Jest dość wczesna godzina. O tej porze powinienem być w szkole, ale nie dzisiaj, bo teraz są ważniejsze sprawy. Nasza szkoła też jest magiczna, lecz aktualnie muszę być tutaj. Przyciągnęło mnie przeznaczenie. Zaproszenie do mitycznego Zgromadzenia. Inni też tu są. Całe tłumy w kolejce po bilet na film. Budynek kinowy Skarpy ma się dobrze, jak przystało na dobry rok. Właśnie zamontowano tu najnowszy cud techniki nagłośnieniowej – ogromne kolumny emitujące dźwięk Dolby Stereo. Dlatego akurat tutaj trzeba obejrzeć projekcję filmu, w którym muzyka odgrywa nieprzeciętną rolę. I to jaka muzyka! Sygnowana tytułem Jej Królewskiej Mości!

Siedzę już na sali, w starym, skrzypiącym, drewnianym fotelu. Wszystkie miejsca zajęte, ale nikt się nie rusza, nikt nie śmieci popcornem, bo popcornu wtedy jeszcze nie ma. Szczęśliwcy, którzy tu weszli, musieli spędzić w kolejce długie godziny. A przecież to pierwszy dzisiejszy seans. Nikt nie narzeka, wręcz przeciwnie – ludzie potrafią cieszyć się chwilą. Są przyzwyczajeni do kolejek, w których stoi się ciągle i po wszystko. Kolejki to standard.

Na wieczorne projekcje tego filmu od dawna nie ma biletów. Rozchodzą się w czarodziejski sposób, za kinową kurtyną i trafiają do drugiego obiegu, czyli do koników. Kieszonkowe licealisty jest skromne. Nie stać mnie na zakup biletu od konia. Stać mnie za to na wagary, by choć na chwilę wyrwać się z szarzyzny. Przez chwilę. Bo co w życiu jest najpiękniejsze? Już za chwilę…

Trzeba jeszcze wytrzymać obowiązkową Polską Kronikę Filmową, która pełni rolę przedseansowej reklamy. Normalnych reklam jeszcze nie ma. Zobaczcie, jacy jesteśmy pokrzywdzeni: bez reklam i popcornu! Czarno-biała papka Kroniki reklamuje w kolorowy sposób szaro-bury produkt. To swoisty ewenement naszych czasów. Produkt ten nazywa się PRL. Jest gówniany. Jest wspaniały. Jest nasz! Głośniki Dolby Stereo od razu robią różnicę i wciskają w fotel, bo oto już wkraczamy w świat magii. Kamera zabiera nas w podróż na drugą półkulę, do wielkiej metropolii. Błądzi po hali sportowej i zatrzymuje się na postaci jakiegoś człowieka. Wokół niego rozgrywa się akcja, trwają zawody na ringu, lecz człowiek nie zwraca na to uwagi. Jest skupiony, skoncentrowany, wpatrzony w dal.

Ubrany w jasny prochowiec. Marzę o takim płaszczu, ale szczytem możliwości jest ortalionowy skafander. Taki komuszy uniform. Tymczasem wzrok człowieka jest nieobecny. Nie ma go tam. Mnie nie ma tu. Jestem tam. Z nim. On nazywa się…

Connor MacLeod z klanu MacLeod

Jego wzrok przenika stulecia i prześwietla czas. Świdruje i wwierca się w przeszłość, by zatrzymać się na szkockich wrzosowiskach, wśród górskich strumieni, w dolinach otoczonych szczytami. To miejsce nazywa się Glen Coe, czego wtedy jeszcze nie wiem (warto zapamiętać tę dźwięczną nazwę, ot tak, na przyszłość, może  kiedyś się pojawi! – przyp. wyroczni).

Connor jest młody, tak samo jak ja. Ale on należy do szkockiego klanu i w bitwie zostaje śmiertelnie ranny. Powinien zginąć, ale nie umiera. Dlaczego? Nikt tego nie wie, choć rodzą się domysły. To czary i magia! Trzeba wygnać go z zamku! Niech będzie przeklęty! Lecz Connor MacLoed nie może normalnie zginąć. Jest Nieśmiertelny.

Zostaniesz poniżony i padniesz twarzą na zimny głaz.
Wszystko co miałeś wymknie się z twych rąk.
Och, mój sentymentalny przyjacielu,
Twój czas jeszcze nadejdzie!

Ile już razy jest wszystko przeciw nam?
Ile to razy zostaniesz całkiem sam?
Ile to razy zwyciężą myśli złe?
Och, mój sentymentalny przyjacielu,
Znów staniemy ramię w ramię!

(na podstawie One Small Day, aut. Midge Ure, Ultravox)

Universe znaczy Wszechświat

Alternatywna rzeczywistość dzieje się na wielu płaszczyznach, przenosząc nas między poziomami. Raz w Szkocji, raz w Ameryce, dawniej, teraz, kiedyś. Zupełnie jak w jakiejś grze. Czy Ty… tak do Ciebie mówię! Jesteś w tej grze rozgrywającym? Czy raczej zwykłym pionkiem?

  • U nas zmęczona, zimna Warszawa – a tam, w innym świecie, w alternatywnej rzeczywistości: buchający feerią barw Nowy Jork.
  • U nas co najwyżej pogrom na matematyce – tam dwaj faceci wyciągają miecze i zaczynają walkę, w której stawka jest większa niż życie, bo obaj są nieśmiertelni. Krzyżują się ostrza, iskrzy hartowana stal.
  • Tu nudna telewizja emituje dwa kanały dla genetycznie zmutowanych chłoporobotników – a tam powstają kolorowe teledyski z użyciem laserów, helikopterów i specjalnych efektów.
  • Tutaj kolor jest odgórnie reglamentowany na talony, na przykład w postaci radzieckiej technologii marki Rubin: szarość dla mas, kolor dla wybranych, czyli technologia w służbie socjotechniki.
  • Nawet kolor w Rubinach jest centralnie sterowany – zazwyczaj synchronizuje się wyłącznie jeden odcień: albo różowy albo tylko zielony.
  • Tam, w kosmicznie odległym Nowym Jorku, podczas walki nieśmiertelnych, z hukiem eksplodują dachowe neony, wybuchają samochodowe reflektory, błyskają świetlówki i spektakularnie pękają szyby na drapaczach chmur. Jaki system, takie eksplozje. Tutaj można się co najwyżej spodziewać domowego wybuchu Rubina w wyniku samozapłonu!
  • Tam: zespół Queen nagrywa Princess of the Universe
  • Tu: nasz zespół The Beer Boys nagrywa:
    Chcemy wolności, chcemy pieniędzy,
    Chleba i igrzysk, dosyć tej nędzy!
    Chcemy pieniędzy, chcemy wolności,
    Ale ten świat jest pełen radości!
Beer Boys – Chcemy wolności (ok. 1987)

Ale to my jesteśmy prawdziwymi władcami wszechświata. Fizycznie tu, myślami tam. Gdzieś w przestworzach, pomiędzy obiema półkulami. Tak dorastamy. W zawieszeniu. Lecz czujemy się świetnie, wszak mamy nadzieję, że gdzieś jest ten lepszy, szczęśliwszy świat. Uczymy się doceniać drobiazgi. Cieszyć z detali. Wierzymy w czary i magię. Bo co nam pozostało?

Oto my, życia królowie
Władcy wszechświata
Zmuszeni by walczyć tu o przetrwanie
(na podstawie Princess of The Universe, aut. F. Mercury, Queen)

Szkocja, głębokie średniowiecze

Zamglona zieleń, góry i muzyka wyciskana na dudach. A w tle ruiny zamku…

Ja jestem Connor MacLeod z klanu MacLeod

Poznajmy się, bo w przyszłości zostanę twoim następcą.

Szkocja, kiedyś

It can be only one! Może być tylko jeden!

Znamy te słowa na pamięć i powtarzamy jak mantrę. A na kinowym ekranie, w Szkocji, nagle pojawia się szlachcic Ramirez. Przybywa, by uczyć Connora. Zostaje jego mentorem i mistrzem. Też chcielibyśmy mieć takich nauczycieli. Ale niewielu z nich może poszczycić się autorytetem. Większość odwala pańszczyznę, przy okazji zaspokajając swoje skrywane frustracje i odgrywając się na uczniach za własne nieudacznictwo. Ramirez jest inny. Wprowadza wychowanka w tajemnice nieśmiertelności. Ramirez to aktor Sean Connery. Sir Sean Connery, vel Bond, James Bond. Synapsy nie nadążają łapać tych oczywistych skojarzeń, a intuicja podszeptuje, że zbliża się coś wielkiego i ważnego. Aktor Connery jest Szkotem. Komandor Bond jest Szkotem! Midge Ure też jest Szkotem. Wszyscy oni pozostaną nieśmiertelni. Kto jeszcze jest Szkotem? Zobaczymy…

1986

1986 też jest dobrym rokiem. Ostatnim dobrym rokiem dla Queen i Freddiego, a dla nas szczególnie dobrym, gdyż mamy po naście lat i świat leży u naszych u stóp. 1986 jest rokiem, w którym – pomimo ogólnej degrengolady – wiele się dzieje.

Brian May, który nie jest Szkotem, lecz gwiazdą rocka, wraca samochodem do domu. Właśnie, z kolegami z grupy Queen, obejrzał próbny pokaz filmu Highlander. Mają stworzyć podkład muzyczny. Każdy z członków zespołu wybiera sobie fragment filmu. Gitarzysta May jest po projekcji naprawdę wzruszony. Wstrząsnęła nim scena, w której nieśmiertelny Connor trzyma na rękach ukochaną, umierającą, Heather… To wtedy, w jego głowie, powstają nuty i słowa Who wants to Live forever.

Quickening

Akcja filmu toczy się w różnych czasach i miejscach. Przenosi nas z przeszłości w teraźniejszość i spina klamrą różne epoki. Gdzieś z oddali dobiega głos Ramireza. Może z zamierzchłych, a może z przyszłych czasów?*

*(trudno się nawet zdecydować w jakim czasie prowadzić narrację. Tu i teraz? – przyp. autora).

Ów głos pojawia się w tle, gdy Connor osiedla się z ukochaną Heather w małej górskiej chatce, w szkockim wąwozie, w okolicach Glen Coe. Ta sielankowa pełnia życia mogłaby trwać wiecznie, lecz czas się kurczy. Heather nieubłaganie się starzeje, podczas gdy Connor pozostaje młody.

Musisz ją opuścić bracie

A wtedy, z głośników Dolby Stereo Kina Skarpa dobiegają pierwsze dźwięki nieśmiertelnej, królewskiej ballady:

To nie jest czas dla nas,
To miejsce nie jest dla nas…

Heather jest coraz słabsza.

Nie chcę umierać… Chcę z tobą zostać na zawsze… Gdzie jesteśmy?

W górach. A gdzieżby indziej. Zbiegamy po stoku. Świeci słońce. Jest ciepło…. Dobranoc moja ukochana Heather!  

To scena, która chwyta za gardło: nie tylko gitarzystę Queen. Każdego. Ten obraz z młodości zapamiętujemy na zawsze. Ten obraz powróci.

1987

Warszawskie Kino Skarpa. Seans się kończy. Stoję w sali kinowej i patrzę na uciekające z ekranu napisy. Wszyscy wychodzą. Ja nie mogę. Stoję wmurowany w lastrykową posadzkę. Z głośnika lecą ostatnie nuty Queen. It’s a Kind Of Magic. Oczy nastolatka zachodzą wilgotną mgłą. Szkocja. Byłem tam. Byłem tu. It’s a Kind of Magic.

To taka magia
To takie czary,
Sen o potędze, zwycięskie laury
I błysk spojrzenia i przeznaczenie,
To takie czary,
To promień światła na życia drodze:
Nikt ze śmiertelnych grać tu nie może!
To taka magia,
Odzywa się w nas nostalgia
I czasu przenika obszary…
To takie czary.
Przez całą wieczność oczekiwanie,
Aż dzień ten wreszcie, teraz nastanie.
To rodzaj magii,
Lecz jest nas wielu,
A tylko jeden dostąpi celu.
By gniewu, który w nas wzbiera
Nareszcie pękła bariera!
Ten płomień, co mnie rozgrzewa,
Ten głos co w głębi rozbrzmiewa,
To taka magia.
Odzywa się we mnie nostalgia
I czasu przenika obszary…
To takie czary.
To taka magia,
To takie czary.
Już walka się rozpoczyna
I wkrótce poznamy finał.
W tej magii jest nas zbyt wielu,
A tylko jeden dostąpi celu.
To taka magia,
To takie czary.
(na podstawie “A Kind of Magic” aut: Roger Taylor, Queen)

Więcej na Forum o: nieśmiertelności, filmach, muzyce – w studium nieprzypadku

Następstwo czasów

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.