Unorthodox – prawdziwa historia

Filmu netflixowego nie obejrzałem ale przeczytałem książkę i… wygląda na to, że Netflix wykorzystał popularność książki żeby nakręcić film o czymś innym. Wikipedia opisuje fabułę serialu w ten sposób:

„Esty, młoda Żydówka żyjąca w zaaranżowanym małżeństwie ucieka z ultraortodoksyjnej społeczności zamieszkującej nowojorski Williamsburg. Udaje się do Berlina, gdzie mieszka jej odrzucona przez rodzinę matka. W nowym otoczeniu poznaje świecki styl życia. Zaprzyjaźnia się z grupą muzyków, którzy inspirują ją, aby samej spróbować dostać się do szkoły muzycznej. Tymczasem jej mąż Yanky odkrywa, że Esty jest z nim w ciąży. Na prośbę rabina wraz z kuzynem Moische leci do Berlina odszukać małżonkę i nakłonić ją do powrotu.

Otóż książka nie jest o tym co powyżej. Ten okres życia autorki, który „występuje” w filmie nie występuje w książce, książka kończy się przed jej wyjazdem ze Stanów ale już z mocno ustabilizowanym życiem i synem.

Książka to wspomnienia dorosłej kobiety, od dzieciństwa aż do dorosłości, nie tylko tej formalnej gdy wychodzi za mąż, ale również tej rzeczywistej, gdy podejmuje najważniejszą decyzję w życiu – rozwód i odejście ze społeczności, w której żyła i się wychowywała. Ponieważ osoby, które oglądały film a nie czytały książki nie znają historii więc w kilku słowach przybliżę treść książki.

Dewojre (bo tak brzmiało żydowskie imię dziewczynki) rodzi się w bardzo restrykcyjnej żydowskiej społeczności – Satmar to chasydzki dwór wywodzący się z Węgier i Rumunii. (analogiczne skupisko chasydów Satmar można spotkać w Antwerpii, więc zdjęcia pochodzą z tego miasta, ale obrazują temat, bo i tam, mieszkańcy widząc mnie po drugiej stronie ulicy z aparatem w dłoni, odwracali głowy. W NY niestety jeszcze nie byłem).

Jej życie od początku było naznaczone problemami. Dziadkowie przybyli do Stanów po przeżyciu koszmaru Holocaustu (babcia straciła całą rodzinę – 14 osób, w obozach koncentracyjnych) i te przeżycia cały czas w nich „siedziały”, matka pochodząca z biednej rodziny z Anglii przyjechała do Ameryki aby wyjść za mąż za upośledzonego umysłowo. W tej sytuacji szansa, że będzie łatwo, niezależnie od restrykcji, jakie nakładała na styl życia, wspólnota, były niskie, żeby nie napisać żadne. Matka rozwodzi się z ojcem i wyjeżdża (fakt, że później się okazuje, że jest homoseksualna, nie ma praktycznie tutaj wpływu) a dziecko zostaje oddane na wychowanie dziadkom.

Dwie trzecie książki to wspomnienia dziewczynki, która boi się dziadka, kocha babcię i współczuje babci (babcia pod nieobecność dziadka robi rzeczy zakazane, np. śpiewa…), nienawidzi najbliższej rodziny (ciotki i wujkowie traktują ją gorzej niż inne dzieci w rodzinie). Do tego wszystkiego dochodzi źle rozumiana przez dziadka „skromność”, dziewczynka cały czas czuje się gorsza od rówieśników, ponieważ donosi ubrania po starszym rodzeństwie ciotecznym. A rodzina biedna nie była, dziadkowie mieli kamienicę, gdy podczas święta spłonął rytualny kapelusz dziadka, to nowy kosztował ok. 2 tysięcy dolarów. Dziecko nie rozumie tego.

Szkoła (do której żydowskie dzieci chodzą bodaj od 4 roku życia) jest kolejną traumą. Dyrektorką szkoły jest ciotka Dewojre, która, standardowo dla wielu nauczycieli, od rodziny wymaga znacznie więcej niż od innych dzieci. Dziewczynka zaczyna się buntować, to w standardowym świecie nazywa się krnąbrność, z jej punktu widzenia robi drobne złośliwostki nauczycielom. I wreszcie ucieka, ucieka w świat książek tych prawdziwych a nie ocenzurowanych, które są dostępne w szkole. Książek napisanych nie tylko w jidysz (obowiązkowym języku żydów satmarskich) ale i po angielsku. Wykorzystując to, że nikt się nią nie interesuje urywa się do biblioteki lub księgarni, gdzie wypożycza/kupuje książki. W ten sposób odkrywa świat poza Williamsburgiem. Książki w domu muszą być ukryte bo nie wolno jej takich książek czytać a dziadek co jakiś czas robi kipisz sprawdzając czy nie ma rzeczy zakazanych.

Dewojre kończy wreszcie szkoły i zaczyna pracę. Zakres prac dostępnych dla nastolatki po takim wykształceniu jest bardzo ograniczony. Zostaje nauczycielką w szkole podstawowej. Według zasad obowiązujących w społeczności, jest już dorosła, więc babka i ciotka zaczynają szukać dla niej męża. To kolejna historia opowiadająca o zasadach panujących w środowisku (tajemnice, wywiady, spotkanie w supermarkecie z przyszłą teściową i szwagierką, które mają ją obejrzeć, wreszcie spotkanie z narzeczonym). Później organizacja ślubu, nauki „przedmałżeńskie” i pierwsze zderzenie z rzeczywistością, na którą społeczność przymyka oczy – łaziebna w mykwie molestuje młode dziewczyny przygotowywane do ślubu. Dewojre jeszcze wtedy tego nie rozumiała ale czuła dyskomfort.

Ślub to wydarzenie równie dobrze określone jak wszystkie inne zdarzenia z życia społeczności. Nie ma tutaj miejsca na improwizację. Spoglądając na uroczystość obiektywnie, jest dokładnie „obłożona” zwyczajami i tradycjami, tak jak w każdej innej społeczności.

Wreszcie „samodzielne” życie. Inicjacja seksualna… i kolejne problemy. Bohaterka ma problemy ginekologiczne i przez dłuższy czas małżonkowie nie mogą skonsumować małżeństwa. Młoda oczekiwała, że pozostanie to pomiędzy małżonkami, nic bardziej mylnego, małżeństwo żydowskie to interes nie tylko rodziny ale społeczności, małżonek przyznał się ojcu, że „się nie udało”, oczywiście w zaufaniu. Ten przekazał informację matce, matka ciotce Dewojre i za chwilę dziewczyna czuje, że na ulicy się za nią oglądają.

Wyczekiwana ciąża wiąże się z przeprowadzką na prowincję, malutkie mieszkanie w bloku nie jest przygotowane na przyjście potomka, poza Brooklynem, z tak skromnym budżetem, można sobie pozwolić na dom. Dewojre robi prawo jazdy co daje jej większe możliwości „łapania” niezależności. I teraz akcja przyspiesza – studia z literatury w tajemnicy przed mężem i rodziną, prawdopodobne zdrady męża, nawiązanie kontaktu z matką (była na ślubie zaproszona przez ciotkę), powodują, że w głowie bohaterki wykluwa się plan. Plan wyjścia z ciasnych i duszących ram życia w społeczności żydów satmarskich. Pomagają jej w tym ludzie, których poznała w innym, amerykańskim świecie.

Ostatni etap podróży przez życie, to rozwód (w porozumieniu z mężem), przy okazji którego bohaterce udaje się zrobić rzecz, która w społeczności wydawała się niemożliwa, mianowicie zatrzymać syna. Dalej jeszcze szybciej – podróż po Stanach aby znaleźć miejsce do życia, powrót do Nowego Jorku i koniec.

Książka rzeczywiście pokazuje zamknięty świat, bardzo restrykcyjnej społeczności żydowskiej w Stanach Zjednoczonych. W Stanach, w których przecież każdy może robić co chce, a przede wszystkim karierę. Okazuje się, że tak nie jest, co na pierwszy rzut oka może się wydawać szokujące.

Ale czy rzeczywiście tylko ta społeczność wprowadza restrykcyjne zasady życia swoich członków, czy tylko ta wiara wymaga działań i zachowań dziwnych dla ludzi z zewnątrz? Wydaje się, że nie, że tak jest w każdej społeczności i w każdej wierze. Żydzi tańczą na ulicy wokół ognisk, chrześcijanie prowadzą ulicami procesje, takich porównań można znaleźć wiele.

Czyż skromność i ubóstwo nie są zalecane przez inne wiary? Ktoś może powiedzieć „ale nie w taki stopniu jak czytamy w książce”, oczywiście, pytanie brzmi czy ten poziom „skromności” był narzucony przez społeczność czy może przez dotkniętą przez los rodzinę. Rodzinę, która „kupiła” wyjaśnienie Holocaustu jako, tak popularnej w wielu wyznaniach, kary za grzechy. Tym grzechem zidentyfikowanym przez rabina dynastii Satmar była szeroko pojęta próba asymilacji Żydów.

Czyż tuszowanie występków i przestępstw w społecznościach rzeczywiście jest cechą wyłącznie tej społeczności? Przecież wszyscy wiemy, że nie. Niezależnie od tego jakiej społeczności tak szczegółowy opis „z wewnątrz” będziemy czytali, dowiemy się o tych skrzętnie ukrywanych sekretach, przemocy w rodzinie (przecież nie musi to być przemoc fizyczna), molestowaniu, mobbingu czy nawet morderstwach.

W książce autorka wspomina o tuszowaniu morderstwa. Według książki ojciec zamordował syna po tym jak złapał go podczas masturbacji (która jest surowo zakazana). Autorka dowiaduje się o tym od męża, którego brat pracuje w żydowskim odpowiedniku pogotowia ratunkowego, który to brat dowiedział się o zdarzeniu od współpracownika. Oczywiście środowisko żydowskie przeprowadziło szczegółową analizę zdarzenia i wyjaśnienie, które znalazłem w Internecie trochę przypomina popularny niegdyś dowcip o rowerach skradzionych na Placu Czerwonym w Moskwie. Czy rzeczywiście „głuchy telefon” spowodował, że autorka napisała nieprawdę czy osoby tuszujące mają dłuższe ręce niż się komukolwiek może wydawać, tego pewnie się nie dowiemy.

Zupełnie niezależnie od tego zdarzenia książka opisuje sporo sytuacji, które mogą budzić sprzeciw przeciętnego człowieka, poczynając od niechęci społeczności do nauki angielskiego (w kraju, gdzie językiem oficjalnym jest angielski), poprzez bardzo ograniczony dostęp do nauki (nie nauki przez duże N, tylko zwykłego wykształcenia, pozwalającego na trochę szersze spojrzenie na świat niż tylko dom i dzieci, mnóstwo dzieci), bardzo ograniczone kontakty społeczne (nawet wewnątrz społeczności przyjaźnie to nie jest to na co się stawia) a kończąc na wspomnianych już długich rękach społeczności w sytuacji gdy ktoś jednak próbuje odejść.

W książce każdy znajdzie jeszcze kilka/naście (sic!), przy których może powiedzieć „no kurczę NIE!” ale, moim zdaniem, to już jest kwestia indywidualnego podejścia i wrażliwości społecznej. Niektórych, na przykład, bardzo boli golenie głowy mężatki, inni przyjmują to bez mrugnięcia okiem (autorka jakoś nie ubolewała podczas tego zdarzenia, choć później nie ukrywała, że lubi mieć własne włosy a nie peruki).

Czy książkę warto przeczytać? To zależy od tego, czego się od książki oczekuje, jeśli ktoś szuka sensacji to raczej jej tu nie znajdzie, jeśli chce zapoznać się z zasadami życia w tak zamkniętej i restrykcyjnej społeczności, jaką są Żydzi satmarscy, to wydaje mi się, że opis jest w miarę uczciwy (choć w przypadku niektórych nadal nie wiemy co się dzieje w rzeczywistości, za zamkniętymi drzwiami).

Do dyskusji zapraszam w temacie filmowym, bo moje wrażenia to jakby kontynuacja wcześniejszej dyskusji. Raczej nie będziemy dyskutować o książce, tylko o życiu.





Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.