W krainie Kłobuka

Gerswalde, Jerzwałd, Skiroławki. Miejscowość nad jeziorem Płaskim o wielu imionach. To tu wiele lat żył i tworzył Zbigniew Nienacki – autor książek dla młodzieży o przygodach muzealnika zwanego Panem Samochodzikiem jak i tytułów skierowanych do dorosłego czytelnika. To jego postać tworzy ducha tych okolic wabiącego do Jerzwałdu wielu turystów. Turyści ci docierając w okolice lasów iławskich oraz brzegów najdłuższego w Polsce jeziora – Jezioraka, mają okazję odnaleźć wiele innych atrybutów tych okolic.

Stefan

Do Jerzwałdu przyjeżdżam już od ośmiu lat. Wiele z rzeczy, które się tu wydarzyły miały nieodwracalny wpływ na moje życie. Panuje tu pewna magia, a może to wszystko za sprawą legendarnego Kłobuka?

Kłobuka znajdziemy już w obejściu domu należącego niegdyś do Zbigniewa Nienackiego. Jego wizerunek uwieczniony jest w drewnianej płaskorzeźbie znajdującej się nad wejściem do budynku, do którego dobudowany został pokaźny taras z widokiem na jezioro. Kłobuk został wykonany na zlecenie partnerki Zbigniewa Nienackiego, Alicji Janeczek. O tym jak Kłobuk łączy Jerzwałd, Nienackiego i niniejszy portal porozmawiamy jeszcze w innym wpisie.

Kłobuk
Dawny dom Zbigniewa Nienackiego

Dziś chcę podzielić się krótkim wspomnieniem kilku lipcowych dni spędzonych nad Jeziorakiem. Mniej więcej w centrum miejscowości, naprzeciw dawnej szkoły znajduje się słynny młyn opisany na kartach książki „Raz w roku w Skiroławkach”. To tu odnajduję kilka znajomych twarzy również przybyłych do Jerzwałdu. Dach starego młyna z daleka czerwieni się w ciepłym świetle słońca, któremu bliżej do dnia na drugiej półkuli.

Młyn w Skiroławkach jest murowany, nie drewniany jak w ksiażce

Wieczór spędzamy z obecnym właścicielem domu, w którym mieszkał Nienacki – Bogusławem Godyckim, na jego tarasie wypełniając pusty dźwięk nocy brzmieniem gitary, rozmów i wspomnień. Tak zawsze mijały wieczory w Skiroławkach. Jedna tylko myśl mąciła przyjemny stan ducha. Myśl o przemijalności chwili, która właśnie trwa. Kłobuk przecież w końcu zeskoczy z belki pod tarasem i uda się na spoczynek do swojej jamy w lesie, zajrzy po drodze w okna izb sąsiadów, przejdzie obok lochy z młodymi szemrzącej w krzakach gdzieś przy bagnach, sprawdzi dziuplę z bronią zawiniętą w tłustą szmatę i uda się na spoczynek. Dzień minął i noc przeminęła.

Na tarasie w dawnym domu Nienackiego

Dzień następny rozpoczęliśmy spacerem do lasu w kierunku drogi na Bądze, jedynej jaką znam tak niesamowicie uciążliwej dla samochodowych zawieszeń, że nadal nie mogę się nadziwić, iż odbywa się nią w zasadzie regularny ruch. Droga z Jerzwałdu na południowy zachód prowadzi najpierw obok leśniczówki oraz dawnego majątku w Fabiankach aby po 16 kilometrach dotrzeć do Susza. Susz, miasto niegdyś piękne, dziś nie do końca wiadomo co sądzić o tym co się tu widzi. Poza budynkiem poczty niewiele tu architektury godnej podziwiania. Główny rynek stanowi mieszaninę kilku rozrzuconych obdartych kamienic, peerelowskich pawilonów sklepowych, zabudowań z pustaka i drewnianych chylących się ku ziemi komórek. Znajdujemy informację, iż w parku odkryto grodzisko z XII-XIII w. Niestety po wizycie na grodzisku mogliśmy jedynie pozostawić po sobie list wysłany do władz miejskich, w którym apelujemy o to aby zadbali o zabytek znajdujący się w mieście.

W uszczuplonym już składzie spędziliśmy w Jerzwałdzie, w dawnym domu pisarza ZN, jeszcze kilka leniwych, ale wypełnionych po brzegi przyjemnościami dni. Łatwo sobie wyobrazić jak miła dla ucha jest melodia szumu ciepłego letniego deszczu uderzającego o powierzchnię jeziora, jak nieśpiesznie można spędzić popołudnie leżąc na trawie z ulubioną książką i podziwiać kolory ślizgające się po niebie kiedy kolejny dzień się kończy.

Budwity

Odwiedziliśmy miejscowość Budwity gdzie obejrzeliśmy drewniany budynek dawnego dworca tak zwany cesarski pawilon, przygotowany na przyjazd cesarza Wilhelma. Innym razem wybraliśmy się do Januszewa gdzie znajduje się stajnia, którą prowadzi nasz gospodarz oraz zabytkowy, niestety zrujnowany pałac. Stajnia w Januszewie wydała nam się wyjątkowo urocza. Kamienno-ceglane zabudowania porośnięte pnączami z olbrzymimi oknami w oprawie drewnianych okiennic. Zaprzyjaźniliśmy się tam z kilkoma kopytnymi, co nie było trudne gdyż konie te były łase na pieszczoty i dotyk.

Januszewo
Boguś i jego konie

Odjeżdżamy z krainy Kłobuka z nie tak ciężkim sercem, ponieważ wiemy, że rozstajemy się tylko na czas jakiś.

Link do wspomnień z lipcowego pobytu w Skiroławkach na naszym FORUM.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *