Forum

Podróżujemy w czasi...
 
Notifications
Clear all

Podróżujemy w czasie


Aldona
(@aldona)
... Moderator
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 4959
Topic starter  
Głowę pod topór położę, że rozmawialiśmy o podróżach w czasie na forum, ale nijak tematu znaleźć nie mogę, więc pewnie Kustosz z odkurzaczem wpadł i do offtopów przeniósł. 
Otóż zastanawiałam się ostatnio nad kwestią związaną z podróżami w czasie. Ale nie, tu nie będzie o filmach literaturze czy jakiejkolwiek innej sztuce w temacie pętli czasowych i przeskokach. Bardziej rozrywkowo tym razem.
Pobawmy się trochę wyobraźnią. 
Jutro jest koniec świata. Ale spokojnie, możemy przeżyć ... pod warunkiem, że wybierzemy sobie rok i miejsce, w którym przyjdzie nam żyć.
Ciekawa jestem Waszych wyborów. Czym byście się kierowali?
Dodam, że oczywiście przenosimy się z bagażem doświadczeń, wiedzą historyczną i z licznikiem przeżytych lat. Tak jak stoimy. I żeby nie było, że przeskakujecie do 2020 🙂 Pamiętajcie, że będziecie żyli wtedy tylko 1 rok. 
 

Cytat
irycki
(@irycki)
Pan Motocyklik Potwierdzony
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 217
 

Myślę że wybrałbym lata 70 lub 80 w Europie Zachodniej. Jakiś RFN, może Anglia, Holandia, Belgia...

Czasy europejskiej prosperity, dużo dobrego rocka, sporo fajnych samochodów i motocykli. Co prawda wisi cały czas groźba, że zimna wojna przerodzi się w gorącą, ale ja przecież wiem, że nic się nie stanie.

Ale wcześniej, jeszcze tu i teraz, sprawdzam sobie archwialne wydania różnych gazet publikujących wyniki losowań ichniego totolotka. Warto mieć przecież na start jakieś pieniędze.


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 4655
 
Wysłany przez: @aldona

Głowę pod topór położę, że rozmawialiśmy o podróżach w czasie na forum, ale nijak tematu znaleźć nie mogę, więc pewnie Kustosz z odkurzaczem wpadł i do offtopów przeniósł. 

Kustosz nic nie przenosił. O ile pamiętam była chyba dyskusja o filmach, w których bohaterowie przenoszą się w czasie.

Wysłany przez: @aldona
Jutro jest koniec świata. Ale spokojnie, możemy przeżyć ... pod warunkiem, że wybierzemy sobie rok i miejsce, w którym przyjdzie nam żyć.
Ciekawa jestem Waszych wyborów. Czym byście się kierowali?

Fajny temat:) Muszę się zastanowić.


OdpowiedzCytat
Aldona
(@aldona)
... Moderator
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 4959
Topic starter  
Wysłany przez: @irycki

Myślę że wybrałbym lata 70 lub 80 w Europie Zachodniej

O? To ciekawe. Ja w swoich rozważaniach nie brałam pod uwagę ani tego okresu ani miejscówki. 

Wysłany przez: @kustosz

O ile pamiętam była chyba dyskusja o filmach

Też nie znalazłam. Filmy o tej tematyce są interesujące ale ja ich kompletnie nie ogarniam i nie rozumiem. 

 

Wysłany przez: @irycki

wyniki losowań ichniego totolotka

A to dobre 🙂 Tylko wtedy można byłoby się przenieść do bliższej niż dalszej współczesności, bo np w takim XIX wieku totalizatorów nie było ... skąd wtedy wyszarpać majątek?


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 2017
 

Tak na logikę przenosiny na stałe wcześniej niż lata 60-70 XX w. są mało rozsądne. Z jednej strony historia. Z drugiej inna mentalność, normy społeczne, warunki życia. Mycie w miednicy, kibel na podwórku, brak leków...  Im wcześniej tym gorzej, aż do czasów, kiedy lądujesz na stosie lub podasz po pierwszym posiłku. A znowu bliżej naszych lat będzie problem z tożsamością i dokumentami. 


OdpowiedzCytat
PawelK
(@pawelk)
Member Admin
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 2111
 
Wysłany przez: @maruta

A znowu bliżej naszych lat będzie problem z tożsamością i dokumentami

Chyba nie wszędzie. O ile dobrze kojarzę w UK nie trzeba było mieć żadnych dokumentów o ile nie chciało się prowadzić auta lub wyjeżdżać za granicę. 

Twtter is a day by day war


OdpowiedzCytat
Aldona
(@aldona)
... Moderator
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 4959
Topic starter  

Zaproponowałam temat a sama się tutaj nie wypowiedziałam 🙂

@maruta, bardziej optymistycznie do tego podejdź. Nie tak całkiem poważnie, bo to przecież tylko takie dywagacje.

Ja bym chciała się przenieść w baaaardzo odległe czasy - taka była moja pierwsza myśl. Potem chciałam w te klimaty sukien, kapeluszy i romantycznej miłości na białym koniu, tzn. tego, no... rycerza na tym koniu 🙂 Oczywiście widziałam siebie na królewskim dworze a nie na polu, bo to by mi radochy nie dodało. No i zaczęłam myśleć, że przecież ja mam tam normalnie żyć aż do umarcia..... No i nie wiem czy w związku z tym nie powinnam się przenieść gdzieś bliżej czasowo. Ale to mi zburzyło całą koncepcję. Muszę się jeszcze nad tym zastanowić. 

Wysłany przez: @maruta

Mycie w miednicy, kibel na podwórku

No właśnie.....niby przez tydzień nie ma problemu. Dobra, nawet miesiąc.... ale całą resztę życia?


OdpowiedzCytat
Milady
(@milady)
. Moderator
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 3211
 

Mnie od razu nasuwają się problemy natury technicznej. Przenosząc się w przeszłość mogę w niej tak nagmatwać, że w konsekwencji sama się nie urodzę. I co wtedy? Zniknę?

Powstaje też pytanie co z tożsamością, z dokumentami, z pracą? Przecież nie będę miała przy sobie dyplomu ze studiów. Gdzie będę mieszkać, skąd wezmę ubrania itp.

Ale najtrudniejsze w tym wszystkim jest to, że przenosząc się musiałabym zostawić wszystkich bliskich sobie ludzi. I nie ważne w jakie czasy bym się przeniosła - musiałabym być niesamowicie samotna. Także ja wybiorę śmierć wraz z końcem świata.;) Chyba, że mogłabym się przenieść tylko na chwilkę żeby np. sprawdzić co się stało z Bursztynową Komnatą, albo czy Hitler uciekł zmieniając tożsamość.;)

W domu obiad smakuje najlepiej i jest najtańszy.
Zbigniew Nienacki "Raz w roku w Skiroławkach"


OdpowiedzCytat
irycki
(@irycki)
Pan Motocyklik Potwierdzony
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 217
 
Wysłany przez: @aldona

No i zaczęłam myśleć, że przecież ja mam tam normalnie żyć aż do umarcia.

No właśnie. Trochę inaczej wtedy się na to patrzy. 

W sumie jak się nad tym potem zastanawiałem, to nie wiem czy nie wybrałbym jeszcze trochę późniejszych czasów, czyli końcówki lat 80-tych. Mógłbym wtedy dalej pracować w swoim zawodzie. Sporo narzędzi z tamtych czasów znałem (albo jakieś ich późniejsze wersje). 

To i tak zostawia jeszcze ponad 30 lat.

A dodatkowo za proroka mógłbym robić: "najdalej w połowie przyszłej dekady pojawi się powszechny dostęp do telefonii bezprzewodowej. Założymy się?: 😛

Albo "telewizory z płaskim ekranem, wieszane na ścianie? Góra dziesięć lat, może wcześniej. Polej mi piwa."


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 2017
 
Wysłany przez: @irycki

A dodatkowo za proroka mógłbym robić: "najdalej w połowie przyszłej dekady pojawi się powszechny dostęp do telefonii bezprzewodowej. Założymy się?: 😛

A tu pojawia się kolejny problem, przynajmniej dla mnie... Myślałam kiedyś, jak by to było cofnąć się tak o 10-15 lat. I doszłam do wniosku, że nie wytrzymałabym psychicznie. Dlaczego? Bo pamiętałabym o tragediach, które się wydarzyły w tym okresie, ale nie na tyle dokładnie, by coś z tym zrobić. Albo byłyby to wydarzenia w takiej skali, że nie mogłabym im zapobiec. Te wszystkie katastrofy, zamachy, morderstwa, o których czytamy prawie codziennie. Czy dałoby się machnąć na to ręką? Stwierdzić "nie moja sprawa" i się nie przejmować? Żyć ze świadomością, że będzie katastrofa w Smoleńsku, zderzenie pociągów pod Szczekocinami, zamordowanie małego Szymona z Będzina czy Roberta Brylewskiego, śmierć Ewy Tylman, wybuch gazu w Szczyrku, samospalenie Piotra Szczęsnego? A potem czytać o tym w sieci (ZNOWU) bez poczucia winy? Nie wiem.

 


OdpowiedzCytat
irycki
(@irycki)
Pan Motocyklik Potwierdzony
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 217
 

To chyba zależy od podejścia. Jeśli uznamy, że to wszystko będzie, bo już było?

Generalnie koncept podróży w czasie rodzi wiele paradoksów i trzeba je sobie jakoś przepracować. Bo o ile zapobieganie wielkim katastrofom nie leżałoby raczej w możliwościach nikogo z nas (można by zadzwonić do zarządu WTC i powiedzieć, że będzie zamach, ale w najlepszym (dla nas) przypadku olali by to, a w najgorszym po fakcie przyszła by po nas jakaś kilkuliterowa agencja i oskarżyli o kontakty z terrorystami - no bo skąd inaczej wiedzieliśmy?).

Ale co z pokusą poprawiania własnego życia? Co z pokusą spotkania samego siebie sprzed 30 lat? 

Załóżmy przykładowo, że z dzisiejszej perspektywy oceniam jakieś swoje posunięcie jako błędne. Załóżmy że jakimś cudem udaje mi się odwieść samego siebie od tego posunięcia? Przecież wcale nie musi być lepiej! Oceniam, że kiedyś zmieniłem pracę na gorszą? A skąd wiem, czy pozostanie w starej w ostatecznym rozrachunku nie byłoby dużo gorsze? I tak dalej, i tak dalej...

Ale, z drugiej strony, nie bardzo wyobrażam sobie życia w czasach dużo wcześniejszych. Lata 60-te to chyba ostateczna granica. Fajnie się myśli o czasach dawniejszych, ale nie wiem czy w średniowieczu dożyłbym chociaż do końca dnia.


OdpowiedzCytat
PawelK
(@pawelk)
Member Admin
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 2111
 
Wysłany przez: @irycki

Generalnie koncept podróży w czasie rodzi wiele paradoksów i trzeba je sobie jakoś przepracować.

Dokładnie tak. 

Dlatego najlepszą formą podróży w czasie jest taka jaką uprawiał mister Hopkins, który wyszukiwał niejasności historyczne i przenosił się w czasie aby je rozwiać. Przygotowywał się do tego bardzo szczegółowo włącznie z odpowiednim strojem i środkami płatniczymi.

Inaczej jest gdy ktoś trafia gdzieś i próbuje coś zmieniać - tutaj najbardziej popularnym filmem jest Powrót do przyszłości. Autorzy scenariusza popłynęli grubo, poruszając się w czasie w obie strony i w przeszłość i w przyszłość, wracając wielokrotnie w te same okresy, żeby "poprawić" swoją i przyszłą rzeczywistość. Film pewnie dlatego jest tak popularny, bo trudno się doszukać spektakularnych wpadek z paradoksem. W tym samym obszarze działania operuje równie Ambassada, gdzie poprawiono świat likwidując Hitlera.

Trochę obok tego stoją książki, które ostatnio opisywałem z serii "www", gdzie z jednej strony bohaterowie, będąc świadomymi co się stanie, próbują zmienić świat ale... historia ze wszystkich sił stara się skorygować ich działania.

Co do przeniesienia się w czasie na zawsze, aby to było skuteczne, trzeba by było przenieść się raczej "w buty" osoby żyjącej w tamtych czasach, tak jak to możemy przeczytać w Godzinie pąsowej róży lub Małgosia contra Małgosia. Wtedy eliminujemy problemy typu dokumenty, mieszkania, pieniądze itd. Pozostaje możliwość spotkania samego siebie jeśli to by były czasy niezbyt odległe ale wtedy skaczemy do wyżej opisanych punktów. Co do zasady raczej nie powinniśmy ingerować w siebie i swoją rodzinę bo nie ma gwarancji, że nie znikniemy.

Opcją, której nie znalazłem w literaturze i filmie jest powrót do własnego ciała z doświadczeniem i wiedzą z dzisiaj. To też ciekawy motyw, który jest najczęściej rozważany przez ludzi zupełnie bez rozważania z obszaru s-f, na zasadzie "gdybym mógł się cofnąć to bym to zrobił inaczej".

Mi pewnie najbardziej by odpowiadała ta ostatnia opcja ale pewnie to trochę oznaki starości i tęsknoty za rzeczami, które mogłe zrobić a nie zrobiłem.

Post został zmodyfikowany 12 godzin temu przez PawelK

Twtter is a day by day war


OdpowiedzCytat
Share: