Forum

Szczepan Twardoch
 
Notifications
Clear all

Szczepan Twardoch  

Strona 2 / 3

Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 1652
 

Serial zadebiutuje 6 listopada na kanale CANAL+ PREMIUM oraz w nowej usłudze CANAL+ "Telewizja przez internet".


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 3996
Topic starter  

@maruta

Nie ma rady. Trza będzie tę nową usługę wykupić:)


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 3996
Topic starter  

Zanim zbiorę się żeby powiedzieć kilka słów na temat „Pokory”, najnowszej powieści Szczepana Twardocha, przypomnę co pisałem o jego wcześniejszych książkach.

 

KRÓL

Proza Szczepana Twardocha jest specyficzna. Przenikające się narracje, zapętlenia fabularne, zatarcie granic między rzeczywistością a rojeniem. Ale „Król” to najbardziej przystępna powieść tego autora, która balansuje na granicy literatury popularnej i z tak zwanej wyższej półki. Świetna, choć nie jest może arcydziełem literatury jak „Drach” czy duszna, oniryczna i popieprzona „Morfina”.

Można ją w gruncie rzeczy przeczytać jako gangsterską historię z drugiej połowy lat 30-tych. Zwłaszcza, że twardochowych eksperymentów z formą literacką jest tutaj znacznie mniej niż we wcześniejszych książkach. Stąd pewnie wzięła się niezwykła popularność „Króla” wśród szerokiego grona czytelników, których takie eksperymenty raczej zniechęcają do lektury.

„Król”  jest balladą o polsko – żydowskiej Warszawie końca lata 30-tych XX wieku i skomplikowanych relacjach narodowościowych na styku tych dwóch tak bliskich a jednak odległych od siebie światów. Powieść sięgająca w głąb psychiki ludzkiej, naznaczonej piętnem naszych czynów. Ale nad miastem, w którym na styku bandyckiego półświatka i wielkie polityki rozgrywa się intryga powieści, złowróżbnie unosi się widmo nieuchronnej zagłady. Uosabia ją Litani, byt metafizyczny będący jedną z płaszczyzn narracji, ponad ludzką i ponad czasową perspektywą, którą konstruuje Twardoch w swoich książkach. Litani zna teraźniejszość, ale zna też przyszłość – klęskę września, getto, Grossaktion Warschau, Treblinkę, Auschwitz, upodlenie i ruinę miasta. Wie, że teraźniejszość wobec przyszłości nie ma znaczenia. 

Jest to literatura twarda, męska, brutalna, pozbawiająca złudzeń, nie stroniąca od wulgarności i przemocy. Autor dostrzegając w ludziach raczej zło niż dobro wydaje się twierdzić, że zło jest pierwotne, dobro zaś uwarunkowane (dobro to komfort, na który nie zawsze możemy sobie pozwolić). Miłość ma wymiar raczej fizjologiczny niż liryczny.

Widziałem też adaptację "Króla" wystawioną na deskach Teatru Polskiego w Warszawie. Pisałem o tym TUTAJ.

 

KRÓLESTWO 

„Królestwo” jest udaną kontynuację bestsellerowego „Króla”, ale to powieść o zupełnie innym klimacie i charakterze. Znacznie cięższa i trudniejsza. Przypuszczam, że wielu czytelników zawiodło się srodze, że nie jest to dalsza część gangsterskiej historii.

O ile „Król” jest powieścią o chwilach mołojeckiej sławy Jakuba Szapiro i tętniącej życiem polsko-żydowskiej Warszawy (bo los głównego bohatera i los miasta są tutaj nierozerwalnie ze sobą związane), naznaczonych co prawda piętnem nadciągającej katastrofy dziejowej, to „Królestwo” opowiada o ich upadku i upodleniu. Krajobraz po katastrofie jest wstrętny. Cienie ludzkie próbujące wegetować na gruzach umarłego miasta. Mierność kondycji ludzkiej, degradacja człowieczeństwa, niemieckie okrucieństwo i obrzydliwie antysemicka Polska. Bezceremonialnie tym razem obchodzi się Twardoch z polskim patriotycznym duchem. I o to mam pretensję do autora, którego lubię i cenię. Podli są wszyscy, i Polacy i Żydzi, ale podłość polska, często bezinteresowna jest tu wyjątkowo obmierzła i perwersyjna. Daleki jestem od wybielania postaw, których nie brakowało w tamtych trudnych czasach, ale z powieści Twardocha wyłania się obraz jednoznacznie negatywny, co wydaje się być świadomą prowokacją. Nawet, biorąc pod uwagę fakt, że dwubiegunowa narracja prowadzona jest z pełnej krzywd perspektywy żydowskiej. Z pewnością jednak udało się autorowi opowiedzieć co znaczyło być Żydem w tamtym miejscu i czasie. 

W „Królestwie” Jakub Szapiro pojawia się właściwie tylko w retrospekcjach bo w bieżącej narracji wegetuje pogrążony w nieistnieniu. Opowiadają o nim Ryfka i syn Dawid a narracja prowadzona jest z perspektywy wszystkowiedzącej wieczności czyli WTERAZ, która jest wiecznym czuwaniem, od którego nie ma ucieczki (ale i tak tym razem kombinacji z narracją jest znacznie mniej niż w innych książkach Twardocha). Dokonując analizy wyborów i postaw Jakuba musimy zadać sobie pytanie czy był bardziej oprawcą czy raczej ofiarą? Takie same pytanie postawiać możemy oceniając innych, zaplątanych w historię bohaterów pojawiających się na kartach książki. Bardzo poruszyło mnie zakończenie, w którym na chwilę pałeczkę narratora przejmuje żona Jakuba. 

„Królestwo” to powieść gorzka i przygnębiająca, psychologiczny i plastyczny obraz apokalipsy. Książka, mimo pewnych zastrzeżeń, świetna.

Post został zmodyfikowany 3 miesiące temu przez Kustosz

OdpowiedzCytat
Milady
(@milady)
. Moderator
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 2632
 
Wysłany przez: @kustosz

Widziałem też adaptację "Króla" wystawioną na deskach Teatru Polskiego w Warszawie. Pisałem o tym TUTAJ.

Ja właśnie ściągnęłam z półki "Króla" z zamiarem porównania adaptacji z książką oraz ogólnie sprawdzenia czy się z Twardochem zaprzyjaźnię na dłużej.

Duma związana jest z tym, co sami o sobie myślimy, próżność zaś z tym, co chcielibyśmy, żeby inni o nas myśleli.
Jane Austen "Duma i uprzedzenie"


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 3996
Topic starter  

WIECZNY GRUNWALD

„Wieczny Grunwald” to jeden wielki eksperyment literacki. Karkołomne kombinacje z formą, narracją, czasem, historią właściwą i alternatywną, językiem, staropolszczyzną i wszystkim czym się da. Ten osobliwy melanż daje tak surrealistyczny efekt, że prace Salvadora Dali czy Rene Magritte’a są przy nim ledwie fotograficznym odzwierciedleniem rzeczywistości. Da się oczywiście wyczuć, że Twardoch próbuje opowiadać o poważnych sprawach, przede wszystkim, z perspektywy historycznej, o przenikających się żywiołach, polskim i niemieckim, zawikłanych, pełnych sprzecznych uczuć relacjach między nimi, ale robi to w sposób dla mnie niemal nieczytalny. Albo, po prostu zbyt trudny, wszak wolę zdecydowanie kiedy rozumiem co czytam. 

Koncentracja osobliwości na akapit powoduje, że doczytałem książkę do końca de facto siłą woli. Tylko dlatego, że jak sam autor twierdzi, jest to bardzo ważna powieść w jego dorobku, która ukształtowała go jako pisarza, a ja prozę Twardocha bardzo szanuję i lubię, więc chcę wiedzieć skąd się wzięła. Dobrze, że w swoich kolejnych powieściach, autor zrobił krok w tył w sensie formalnym i czerpiąc z tych eksperymentów uczynił swoją prozę fascynującą literaturą.


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 1652

OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 3996
Topic starter  
Wysłany przez: @maruta

Na razie jest dobrze

Na to wygląda. Niepokoi mnie trochę kwestia zmiany narratora. Narracja w "Królu" to jednak pewien klucz do tej powieści i suspens. Nie wiem czy rezygnacja z tej koncepcji nie spłaszczy trochę odbioru całości. Pewnie nie łatwo było przełożyć to na język filmu, chociaż w spektaklu teatralnym, karkołomnie trochę, ale się udało.

Obsada wydaje się trafiona w punkt poza rolę Mosze Bernsztajna, ale zobaczymy. Może być zresztą tak, że ta postać odgrywa mniejszą rolę w serialu niż w powieści. No i ciekawostka, że w jednej z ról zobaczymy Andrzeja Seweryna, który gra inną rolę w "Królu" wystawianym na deskach Teatru Polskiego w Warszawie.


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 3996
Topic starter  

No i jak tam najbardziej elektryzujący serial tego roku czyli "Król" wg powieści i scenariusza Szczepana T? Oglądał ktoś? Ja na razie się wstrzymam. Nie znoszę seriali, tzn. nie znoszę seriali, które nie są dostępne w całości. Dawkowanie po jednym odcinku na tydzień jest mocno irytujące:)


OdpowiedzCytat
Mysikrolik
(@mysikrolik)
Member Potwierdzony
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 1257
 

Mnie się pierwszy odcinek podobał.

Po pół godzinie stwierdziłem, że nie ma tam żadnej pozytywnej postaci.

Są źli i jeszcze gorsi.

Scena z manifestacji niedługo będzie dostępna na żywo. Dużo już nie brakuje.


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 3996
Topic starter  
Wysłany przez: @mysikrolik

Mnie się pierwszy odcinek podobał.

Po pół godzinie stwierdziłem, że nie ma tam żadnej pozytywnej postaci.

Są źli i jeszcze gorsi.

A w "Ojcu chrzestnym" na ten przykład, są?:)


OdpowiedzCytat
Mysikrolik
(@mysikrolik)
Member Potwierdzony
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 1257
 
Wysłany przez: @mysikrolik

Są źli i jeszcze gorsi.

A w "Ojcu chrzestnym" na ten przykład, są?:)

Słabo pamiętam.

W każdym razie, to nie był zarzut.


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 1652
 
Wysłany przez: @kustosz
Wysłany przez: @mysikrolik

Mnie się pierwszy odcinek podobał.

Po pół godzinie stwierdziłem, że nie ma tam żadnej pozytywnej postaci.

Są źli i jeszcze gorsi.

A w "Ojcu chrzestnym" na ten przykład, są?:)

Zależy, co rozumiesz jako "pozytywni". Puzo stworzył taki świat-legendę, w którym mafiozi (zwłaszcza Corleone) są bohaterami na plus - mają określone zasady, wierzą w rodzinę, są sprawiedliwi dla swoich. Takie zresztą stawiano pisarzowi zarzuty. Policja, politycy, biznesmeni - są jeszcze gorsi, bo nie tylko są draniami, ale też szujami. Czytelnik odbiera więc gangsterów jako bohaterów pozytywnych.

Co ciekawe, w samym portrecie Vito lub Michaela jest sporo prawdy psychologicznej - to jednostki, w których nie ma tradycyjnie pojmowanego zła czy chciwości, jest pragmatyzm, wola przetrwania i ambicja. Gdyby wyliczyć cechy tych postaci bez podania kontekstu, to nie byłby negatywny zestaw. Definiują ich dopiero ich czyny, nie charakter, a to można powiązać z okolicznościami zewnętrznymi, czyli życiem, jakie nie do końca z wyboru prowadzą. Gdyby Michael urodził się na przykład w rodzinie wojskowych czy przemysłowców ze swoim charakterem mógłby równie dobrze stać się kimś wybitym (zresztą jest bohaterem wojennym).

 

 

 


OdpowiedzCytat
Mysikrolik
(@mysikrolik)
Member Potwierdzony
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 1257
 
Wysłany przez: @maruta

Zależy, co rozumiesz jako "pozytywni". Puzo stworzył taki świat-legendę, w którym mafiozi (zwłaszcza Corleone) są bohaterami na plus - mają określone zasady, wierzą w rodzinę, są sprawiedliwi dla swoich. Takie zresztą stawiano pisarzowi zarzuty. Policja, politycy, biznesmeni - są jeszcze gorsi, bo nie tylko są draniami, ale też szujami. Czytelnik odbiera więc gangsterów jako bohaterów pozytywnych.

Trudno mi nazwać pozytywnym bohaterem, Szapiro, który zgodnie z zasadami podrzyna gardło biednego Żyda.


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 1652
 

@mysikrolik

Ja piszę o "Ojcu chrzestnym", którego trudno porównywać do powieści takich jak "Król" właśnie dlatego, że świat mafii a la Corleone jest zmitologizowany. W rezultacie na pytanie Kustosza trudno odpowiedzieć, bo obiektywnie, zakładając, że to historia realna i osadzona w naszej rzeczywistości, to w "Ojcu chrzestnym" prawie nie ma pozytywnych bohaterów, ale subiektywnie, jeśli przyjmiemy perspektywę Puzo, nie jest to już takie proste.


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 3996
Topic starter  
Wysłany przez: @maruta

Zależy, co rozumiesz jako "pozytywni". Puzo stworzył taki świat-legendę, w którym mafiozi (zwłaszcza Corleone) są bohaterami na plus - mają określone zasady, wierzą w rodzinę, są sprawiedliwi dla swoich. Takie zresztą stawiano pisarzowi zarzuty. Policja, politycy, biznesmeni - są jeszcze gorsi, bo nie tylko są draniami, ale też szujami. Czytelnik odbiera więc gangsterów jako bohaterów pozytywnych.

Na tej samej zasadzie, w "Królu" pozytywni są Jakub Szapiro, Kum Kaplica i Pantaleon Karpiński. A najgorsi są właśnie politycy:)


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 1652
 
Wysłany przez: @kustosz
Wysłany przez: @maruta

Zależy, co rozumiesz jako "pozytywni". Puzo stworzył taki świat-legendę, w którym mafiozi (zwłaszcza Corleone) są bohaterami na plus - mają określone zasady, wierzą w rodzinę, są sprawiedliwi dla swoich. Takie zresztą stawiano pisarzowi zarzuty. Policja, politycy, biznesmeni - są jeszcze gorsi, bo nie tylko są draniami, ale też szujami. Czytelnik odbiera więc gangsterów jako bohaterów pozytywnych.

Na tej samej zasadzie, w "Królu" pozytywni są Jakub Szapiro, Kum Kaplica i Pantaleon Karpiński. A najgorsi są właśnie politycy:)

Różnica w tym odrealnieniu świata u Puzo. Rodzina Corleone nie robi niczego, co można by porównać z wspomnianym przez Mysikrólika morderstwem. Owszem, możemy się domyślać, że krzywdzi "zwykłych" ludzi, ale tego nie ma w książce. Jeśli padają trupy to albo jest to samoobrona/atak wyprzedzający, albo "sprawiedliwa" zemsta lub wyrok, albo też walka między gangsterami. Nie ma "niewinnych" ofiar, a przynajmniej czytelnik żadnych nie widzi. Właściwie najbardziej nagannym etycznie występkiem jest zabicie konia w celu zastraszenia Woltza. Oczywiście piszę o rodzinie Corleone.

 

Post został zmodyfikowany 2 miesiące temu przez Milady

OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 3996
Topic starter  
Wysłany przez: @maruta

Różnica w tym odrealnieniu świata u Puzo. Rodzina Corleone robi niczego, co można by porównać z wspomnianym przez Mysikrólika morderstwem.

Jak to nie robi? A np. zabójstwo Moe Greena? Facet tylko nie chciał sprzedać swoich udziałów w hotelu w Vegas. Zabójstwo w "Królu", o którym mowa nie jest przecież dla funu, dotyczy dłużnika, który nie oddał pieniędzy. Kum Kaplica podobnie jak Vito Corleone jest ojcem chrzestnym w swoim świecie.


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 1652
 

@kustosz

Moe Greene to gangster i były mafijny zabójca. Jego hotel został częściowo sfinansowany z pieniędzy Corleone, ale przez złe zarządzanie nie przynosił zysków. Do tego Greene publicznie uderzył Freddiego Corleone, upokarzając go na oczach świadków, co było obrazą dla całej rodziny. Propozycja kupna udziałów (za uczciwą cenę) to od początku była ta lepsza opcja, ale Greene był przekonany o swojej sile oraz o słabości rodziny Corleone, czemu zresztą dał wyraz wprost.

Jak pisałam - możemy się domyślać, że wśród ofiar rodu Corleone byli też przypadkowi obywatele lub pechowi dłużnicy. Ale w książce tego nie ma. Jeśli uznamy, że w obu dziełach pojawiają się sceny ustanawiające świat przedstawiony, to w "Królu" będzie to morderstwo biednego dłużnika, a w "Ojcu chrzestnym" rozmowy dona z ludźmi, którzy proszą go o pomoc, szczególnie z przedsiębiorcą pogrzebowym, który chce zemsty na oprawcach córki, zwolnionych przez oficjalny system sprawiedliwości.


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 3996
Topic starter  

@maruta

Czy Moe Green był mafijnym zabójcą? Nie pamiętam żeby tak było. Ani w filmie, ani w książce. I hotel chyba jednak dobrze prosperował. Zamordowany został nie dlatego, że sponiewierał Freddiego (za to go tylko Michael znielubił) a za to, że nie chciał sprzedaż udziałów w hotelu, który zbudował. 

Tak czy inaczej, to na co zwracasz uwagę to subtelności. Tak jak można polubić Michaela Corleone, można i Jakuba Szapiro.


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 1652
 

@kustosz

Moe Greene był przystojnym gangsterem, który zdobył sobie reputacje jako najemny zabójca w Brooklynie. Przerzucił się na hazard i wyjechał na zachód szukać fortuny, był pierwszym, który dostrzegł możliwości Las Vegas i zbudował tam jeden z pierwszych hoteli kasyn.Nadal miewał mordercze napady furii i wszyscy w hotelu bali się go, nie wyłączając Freddiego, Lucy i Julesa Segala. Zawsze usuwali mu się z drogi, ilekroć to było możliwe.

 

Michael odpowiedział rozsądnie:
- Twoje kasyno wbrew swoim możliwościom przynosi straty. Prowadzisz je w jakiś niewłaściwy sposób. Może my potrafimy lepiej.
Greene roześmiał się szorstko.
- Wy cholerni makaroniarze. Robię wam uprzejmość i biorę Freddiego do siebie, kiedy na was przychodzi zła chwila, a teraz chcecie mnie wygryźć. Tak wam się tylko zdaje. Mnie nikt nie wygryzie, a mam przyjaciół, którzy mnie wesprą.
Michael był nadal spokojnie rozsądny.
- Przyjąłeś Freddiego dlatego, że Rodzina Corleone dała ci ciężką forsę na ostateczne urządzenie hotelu. I na sfinansowanie twojego kasyna. A także dlatego, że Rodzina Molinarich na Wybrzeżu zagwarantowała bezpieczeństwo Freddiego i wyświadczyła ci pewne przysługi za przyjęcie go. Rodzina Corleone i ty jesteście kwita. Nie rozumiem, o co się złościsz. Odkupimy twój udział za każdą rozsądną cenę, jaką wymienisz. Cóż w tym złego? Co w tym nieuczciwego? Zważywszy, że twoje kasyno przynosi straty, wyświadczamy ci uprzejmość.
Greene potrząsnął głową.
- Rodzina Corleone nie ma już takiej krzepy. Ojciec Chrzestny jest chory. Inne Rodziny wypędzają was z Nowego Jorku i zdaje wam się, że tu będzie wam łatwiej coś zachapać. Ja ci dam pewną radę, Mike. Nie próbujcie.
Michael zapytał cicho:
- Czy dlatego zdawało ci się, że możesz publicznie sponiewierać Freddiego?

 

(Michael) Znowu obrócił się do Moe Greene’a. - Nie obrażaj ludzi, którzy usiłują ci pomóc. Lepiej byś zrobił używając swojej energii do ustalenia, dlaczego kasyno przynosi straty. Rodzina Corleone zainwestowała tu ciężką forsę i nie dostajemy tego, co nam się należy za nasze pieniądze, a mimo to nie przyjechałem tu, żeby ci wymyślać. Wyciągam do ciebie pomocną rękę. No cóż, jeżeli wolisz pluć na tę pomocną rękę, to twoja sprawa. Nic więcej powiedzieć
nie mogę.

 

Michael, wstając z krzesła, powiedział tonem pożegnania:
- Muszę jutro wracać do Nowego Jorku, więc zastanów się nad swoją ceną.
Greene odparł zajadle:
- Ty draniu, myślisz, że możesz mnie tak spławić? Zabiłem więcej ludzi niż ty, zanim się wycofałem. Polecę do Nowego Jorku i pogadam z samym donem. Zrobię mu propozycję.

Czyli mamy nie tylko to, o czym już pisałam, ale wręcz groźby wobec don Vita. Zaś pobicie Freddiego było powodem, dla którego rodzinie Corleone nie zależało na dalszych negocjacjach i to też jest wprost napisane. Gdyby nie ten epizod pewnie staraliby się wykorzystać inne metody lub formy nacisku, ale po poniżeniu syna dona to było niemożliwe - negocjowanie i ustępowanie jeszcze bardziej podważyłoby ich pozycję. Coś na zasadzie "obraził nas, a my nie tylko mu odpuszczamy, ale dalej robimy za petentów."

Moe Greene był wzorowany na Bugsym Siegelu, który skończył bardzo podobnie - jego inwestycje przynosiły straty dla kumpli z mafii, a on sam był tak zarozumiały, że nie wierzył, że coś mu może grozić.

A Twoje pytanie dotyczyło tego, czy w "Ojcu chrzestnym" są postacie pozytywne, nie czy są takie, które można lubić. Lubić można i Hannibala Lectera. Piszę o tym, że Puzo tak przedstawia swoich bohaterów, że w fikcyjnym świecie książki/filmu można ich uznać za pozytywnych, choć obiektywnie są negatywni. Twardoch nie stosuje tego zabiegu, między innymi poprzez to, że wprowadza "niewinne" ofiary, podczas gdy u Puzo wszelkie przedstawione czytelnikom/widzom rozgrywki są prowadzone wśród "swoich".

 


OdpowiedzCytat
Strona 2 / 3
Share: