Forum

Leopold Tyrmand
 
Notifications
Clear all

Leopold Tyrmand

Strona 2 / 3

Hebius
(@hebius)
Męber Potwierdzony
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 1407
 

A właśnie, Polskie Radio z okazji setnych urodzin Tyrmanda uruchomiło specjalny serwis poświęcony pisarzowi

https://tyrmand.polskieradio.pl


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 4465
Topic starter  
Wysłany przez: @maruta

Z okazji setnej rocznicy urodzin Tyrmanda popełniłam tekścik o niezrealizowanych adaptacjach "Siedmiu dalekich rejsów".

Jak zwykle bardzo ciekawy tekst Maruto. I przy okazji odkrycie. Ja tych "Siedmiu dalekich rejsów" jednak nie czytałem, choć byłem przekonany, że tak. Dzisiaj za to obejrzeliśmy film Rybkowskiego, którego też nie pamiętałem.

Film jest zbudowany na klimacie, fabuła wydaje się jedynie pretekstem do pokazania miłosnej relacji pary głównych bohaterów. Bo poza tym, niewiele wiadomo. Jaka jest rola Ewy? Kto to jest kapitan Stołyp? Dlaczego Nowak rezygnuje z łupu i postanawia zostać? Rozumiem oczywiście, że chodzi o miłosny afekt, ale jakoś zupełnie mnie to w tym filmie nie przekonuje. Nie bardzo też widzę uzasadnienia dla istotnego rozbudowania części współczesnej. Niewiele wnosi to do tej historii. Zgoda, że jest tutaj coś z "Casablanki'" Curtiza, a postacie Łapickiego i Tyszkiewicz przypominają Ricka i Ilse.

Obsada w planowanej ekranizacji Harasimowicza zupełnie mi nie odpowiada, zwłaszcza Piotr Głowacki w roli Nowaka (IMO, tragedia obsadowa).


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 1909
 

O widzisz, to masz do listy przyszłych lektur 😉

Stołyp jest w książce dobrze przedstawiony, u Rybkowskiego został z niego kawałek. To chyba najlepiej zbudowana i jednocześnie najbardziej kontrowersyjna postać. Ewa nadal jest mało określona, po prostu kobieta, do której Nowak zaczyna coś czuć i to go przekonuje, że MOŻE jest dla niego miejsce w Polsce. Ale zakończenie pozostaje otwarte.

W filmie przez tę współczesną część bardzo zmienił się wydźwięk. Niby padają dość odważne teksty polityczne, ale konkluzja jest taka, że wszystko poszło w dobrą stronę. Nawet ta stracona szansa na miłość miała sens. W powieści jest za to taki klimat odchodzącego - a właściwie niszczonego - świata.  To rok 1949 - władza komunistyczna okrzepła, wyeliminowała opozycję i teraz zabiera się za likwidację prywatnych przedsiębiorców oraz zamyka kraj. Okres mało znany, a raczej - znany od innej strony, socrealizm, wielkie budowy, Stalin... U Tyrmanda takiej demonstracyjnej polityki niby nie ma, a i tak determinuje losy bohaterów. No i po niektórych wypowiedziach (jak ta cytowana w tekście) od razu widać, że książka powstała w okolicach odwilży popaździernikowej i trudno się dziwić, że jej wtedy nie wydano.

 


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 4465
Topic starter  
Wysłany przez: @maruta

W filmie przez tę współczesną część bardzo zmienił się wydźwięk. Niby padają dość odważne teksty polityczne, ale konkluzja jest taka, że wszystko poszło w dobrą stronę. Nawet ta stracona szansa na miłość miała sens.

Film pokazuje to w taki sposób, że nawet mi tej szansy nie szkoda. Jeśli to w ogóle była szansa na miłość, a nie krótki afekt, przelotny romans bez większej głębi uczuciowej. A współczesny kontekst dodaje tylko trochę pieprzu. Możemy podejrzeć sobie prominentów PRLu zanim prominentami się stali:)


OdpowiedzCytat
Barabasz
(@barabasz)
To my tworzymy rzeczywistość Potwierdzony
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 71
 

Dziś o godz. 20:20 w  TVP Kultura adaptacja powieści Leopolda Tyrmanda "Siedem dalekich rejsów" w reżyserii Marcina Ziębińskiego.


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 4465
Topic starter  
Wysłany przez: @barabasz

Dziś o godz. 20:20 w  TVP Kultura adaptacja powieści Leopolda Tyrmanda "Siedem dalekich rejsów" w reżyserii Marcina Ziębińskiego.

Hmm... to może sprawdzę czy ten sprzęt, który zajmuje mi sporo miejsca jest czymś więcej niż monitorem podłączonym do dvd:) Dzięki.


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 1909
 

To opisz potem wrażenia, bo ja takowym sprzętem nie dysponuję 😉


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 1909
 

@kustosz

Jeszcze co do propozycji obsadowych - dla mnie są ok. Charakterologicznie bardziej pasują do książkowych bohaterów. W powieści Nowak jest mniej romantycznym dżentelmenem, a bardziej szemraną jednostką, Stołyp to trudny przypadek, a Leter ma kłopoty rodzinne, które są ważne dla jego motywów i działań. Kiedy wyobrażam sobie końcową powieściową scenę Stołypa i Letera to Bonaszewski i Braciak świetnie mi tam pasują.

Nie bardzo wiem, o co chodziło z Kasią Smutniak, może o tą koprodukcyjność?

 


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 4465
Topic starter  

No to na gorąco. Tak to już jest, że pierwowzór ustawia odbiór. Dla mnie pierwowzorem jest film Rybkowskiego „Naprawdę wczoraj” i to pierwowzorem bardzo świeżym. W tym kontekście spektakl teatru TV „Siedem dalekich rejsów” nie za bardzo mi się podobał.

Film też idealny nie jest ale ma klimat, którego tutaj za grosz nie było. Jak już pisałem wcześniej, bardzo podoba mi się koncepcja, że relacja pary bohaterów przypomina trochę tę z „Casablanki”. I tego zamierzam się trzymać, nawet jeśli w dziele literackim, Tyrmand poukładał to sobie inaczej. I o ile Agnieszka Warchulska jakoś tam się mieści w mojej wizji Ewy Ilsy (tylko taka trochę gąska i za mało w niej namiętności), to Krzysztof Pieczyński, który cholernie nie podoba mi się jako facet (i zawsze zajeżdża Bronkiem Talarem z serialu „Dom”) na Ricka się nie nadaje. Jego Nowak jest po prostu antypatycznym burakiem. Żadnej chemii tam nie czuję. Za to robi dziewczynie jakieś sceny, że nie przyszła na obiad, jak po dziesięciu latach małżeństwa. Dramat.

Niepoprawność polityczna jest tu oczywiście kawa na ławę, a nie ledwie muśnięta jak u Rybkowskiego, ale czy to lepiej? Tamte niedopowiedzenia tworzą aurę jakiegoś tajemniczego porozumienia między wierszami, a tu cała ta kombinacja z ucieczką wydaje się prostacka. W „Naprawdę wczoraj” brakuje tylko wyrazistości postaci Stołypa co sprawia, że jest tam postacią kompletnie zbędną. W spektaklu TV jego rola jest jasna i Maciej Kozłowski jak najbardziej pasuje do tej roli, za to niekonieczne Gustaw Holoubek (chyba, że Rybkowskiemu chodziło o podprogowy przekaz – HoloUBek;))

Wysłany przez: @maruta

Jeszcze co do propozycji obsadowych - dla mnie są ok. Charakterologicznie bardziej pasują do książkowych bohaterów. W powieści Nowak jest mniej romantycznym dżentelmenem, a bardziej szemraną jednostką, Stołyp to trudny przypadek, a Leter ma kłopoty rodzinne, które są ważne dla jego motywów i działań. Kiedy wyobrażam sobie końcową powieściową scenę Stołypa i Letera to Bonaszewski i Braciak świetnie mi tam pasują.

Nie bardzo wiem, o co chodziło z Kasią Smutniak, może o tą koprodukcyjność?

To co napisałem wyżej na temat swojej wizji filmowej relacji miłosnej, wyjaśnia chyba również, dlaczego Głowacki wydaje mi się katastrofalnym błędem obsadowym w ekranizacji Harasimowicza, która nie doszła do skutku. Tym gościem dziewczyna może się ewentualnie zaopiekować, ale nie ma w nim nawet promila twardziela. Kasia Smutniak jest w zupełnie innym typie niż Beata Tyszkiewicz i Agnieszka Warchulska, ale nie wykluczam, że mogłaby się sprawdzić.

Propozycji obsadowych Stołypa i Letera w ogóle nie oceniałem, bo znając tylko film trudno było odnieść się do tych ról. Teraz, po obejrzeniu spektaklu "Siedem dalekich rejsów" mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że Mariusz Bonaszewski zapewne byłby niezłym Stołypem. Braciak jako Leter pasuje mi średnio, ale nie jest to chyba jakaś super istotna postać. Tak czy inaczej, Głowacki - katastrofa i położyłoby to cały projekt.


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 4465
Topic starter  

Znalazłem jeszcze słuchowisko radiowe "Siedem dalekich rejsów" i tu obsada wydaje się niezła, zwłaszcza Krzysztof Wakuliński w roli Nowaka.


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 4465
Topic starter  
Wysłany przez: @kustosz

Znalazłem jeszcze słuchowisko radiowe

Znalazłem i idąc za ciosem przesłuchałem sobie przed snem. Mam więc na świeżo trzy adaptacje do porównania: film "Naprawdę wczoraj" z 1963 roku, adaptację Teatru TV "Siedem dalekich rejsów" z 2001 roku i adaptację radiową pod tym samym tytułem  z 1996 roku.

W adaptacji telewizyjnej i radiowej wykorzystano bardzo podobne fragmenty fabuły powieści Tyrmanda. Obie zresztą trwają mniej więcej 80 minut. Największą chyba różnicą jest to, że w wersji radiowej nie występuje postać Anity, która pojawia się w adaptacji teatralnej. Ale, moim zdaniem, wcale jej nie brakuje. Słuchowisko podoba mi się bardziej, ma też znacznie lepszą obsadę i przede wszystkim klimat. Nowak Wakulińskiego jest trochę za bardzo fircykowaty, ale to być może wina tego, że wzorcem z Sevres tej postaci jest już dla mnie Łapicki. No i chyba jednak wolę Warchulską od Pilaszewskiej w roli Ewy. Za to epizod Opani w roli Krztynki, creme de la creme. Ale Opania zawsze jest świetny.


OdpowiedzCytat
Yvonne
(@yvonne)
Member Potwierdzony
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 2126
 
Wysłany przez: @maruta

@yvonne

To na rozgrzewkę podyskutuj o "Naprawdę wczoraj" 😉.

 

Maruto kochana, ja naprawdę bardzo, bardzo chętnie.

Tyle że moim zdaniem ten film nie jest wdzięcznym tematem do dyskusji, bo nie ma tam za wiele elementów do rozważania. To oczywiście moja subiektywna opinia. Wszystko w tym filmie jest raczej jasne i proste. Nie ma tam wielkich tematów pretendujących do rozważania o moralności, o trudnych wyborach (no może poza wyborem butelki w knajpie 😉 ), o konflikcie dobra ze złem, o uczuciach wzniosłych, o egoizmie, pazerności, o darze losu ... Można wymieniać długo.

Lubię ten film bardzo i jestem nim wyjątkowo mocno zauroczona. W zasadzie wszystkim: Łapickim (ech ...), Tyszkiewicz (o dziwo, bo normalnie jej nie lubię), Holoubkiem, Gołasem, Foglem (Fogielem? Jak to się odmienia?), klimatem, dialogami, pewną sennością, scenami bankietowymi, Darłowem, które znam z wielu wakacyjnych pobytów, muzyką. 

Ale nie widzę w nim wielu tematów do żywej dyskusji.


OdpowiedzCytat
Milady
(@milady)
. Moderator
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 3020
 

Odnosząc się do postu Yvonne zamieszczonego w innym wątku:

Wysłany przez: @yvonne

Tyle że moim zdaniem ten film nie jest wdzięcznym tematem do dyskusji, bo nie ma tam za wiele elementów do rozważania. To oczywiście moja subiektywna opinia. Wszystko w tym filmie jest raczej jasne i proste. Nie ma tam wielkich tematów pretendujących do rozważania o moralności, o trudnych wyborach (no może poza wyborem butelki w knajpie 😉 ), o konflikcie dobra ze złem, o uczuciach wzniosłych, o egoizmie, pazerności, o darze losu ... Można wymieniać długo.

Lubię ten film bardzo i jestem nim wyjątkowo mocno zauroczona. W zasadzie wszystkim: Łapickim (ech ...), Tyszkiewicz (o dziwo, bo normalnie jej nie lubię), Holoubkiem, Gołasem, Foglem (Fogielem? Jak to się odmienia?), klimatem, dialogami, pewną sennością, scenami bankietowymi, Darłowem, które znam z wielu wakacyjnych pobytów, muzyką. 

Ale nie widzę w nim wielu tematów do żywej dyskusji.

Mam podobne doznania. Film spodobał mi się dzięki grze aktorskiej oraz zbudowanemu klimatowi. Natomiast nie było w nim elementów, które sprawiłyby, że zostałby ze mną na dłużej, że myślałabym o nim, rozważała. I chyba dlatego ciężko mi jest napisać o nim coś więcej poza wymienionymi składnikami.

W domu obiad smakuje najlepiej i jest najtańszy.
Zbigniew Nienacki "Raz w roku w Skiroławkach"


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 4465
Topic starter  
Wysłany przez: @milady

Natomiast nie było w nim elementów, które sprawiłyby, że zostałby ze mną na dłużej, że myślałabym o nim, rozważała.

Ciekawe. Mam zupełnie inne odczucia. Wciągnęło mnie tak, że zaliczyłem już wszystkie adaptacje a teraz czytam wreszcie powieść Tyrmanda. Wsiąkłem w ten klimat i nie mam ochoty go opuszczać. Porzuciłem nawet epokę napoleońską:)


OdpowiedzCytat
Yvonne
(@yvonne)
Member Potwierdzony
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 2126

OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 4465
Topic starter  

„Siedem dalekich rejsów” łyknąłem w dwa wieczory i jestem zachwycony. Nie ma siły, każda adaptacja skazana jest na uproszczenia, więc w konsekwencji nie dosięga psychologicznej głębi zarysowanej przez autora relacji między parą głównych bohaterów.

Łapicki i Tyszkiewicz z „Naprawdę wczoraj” i tak są moim zdaniem najbliżsi oryginałowi choć zdefiniowani dość jednoznacznie i nawiązująco do „Casablanki” Curtiza. On - zdecydowanie męski twardziel, facet z tajemnicą, ona - wytworna, ulegająca emocjom, nad którymi, często wbrew sobie, stara się jednak panować. Schemat, ale wg najlepszych wzorców. U Tyrmanda wszystko jest bardziej zagmatwane, jest więcej odcieni i fałszywych nut. Nowak bardziej targany emocjami, niepewny swego czaru, z ułomnością fizyczną, upokorzony kiedy w krytycznym momencie jego męskość doznaje szwanku. Za to Ewa, silniejsza bardziej wyrachowana, nieco cyniczna. Znacznie bogatszy koktajl.

Różnica wieku między nimi w książce i filmie się zgadza. Facet ledwie po trzydziestce, co pozwala być mu już mężczyzną po przejściach, ale będący wciąż jeszcze młodym człowiekiem i dwudziestoczteroletnia dziewczyna, która jak mówi Nowak, już coś wie, ale jeszcze niewiele. Nie podoba mi się, że w spektaklu telewizyjnym Marcina Ziębińskiego wyostrzono tę różnicę. Nowak jest tu zgorzkniałym cynikiem po czterdziestce a Ewa nieopierzoną gąską co zupełnie inaczej ustawia stosunek zależności między nimi. Jest mniej partnerski, przypomina raczej relację mistrza i uczennicy. Bez sensu, zwłaszcza że to w końcu Ewa porzuca Nowaka.

W książce śledzimy myśli i emocje bohaterów. Wiemy jak jedno i drugie interpretuje te same zachowania (np. milczenie). Widzimy jak błądzą domyślając się myśli i intencji partnera, jak nie rozumieją swoich reakcji. Tego zupełnie nie udało się oddać w adaptacjach. Dlatego na przykład ta pretensja o obiad, na którą zwróciłem uwagę oglądają spektakl teatru TV jest tam kuriozalna. W powieści wybuch Nowaka jest uzasadniony psychologicznie - gonitwa myśli i samonakręcanie się w oparciu o błędne założenia.

Powieść opiera się na świetnie poprowadzonych dialogach. Rozmowa o kobietach w barze Krztynki jest cholernie Łysiakowa. Z kolei gry słowne Nowaka i Ewy przypominają mi potyczki Bazylego i Pelagii z „Niewinnych czarodziejów”. Bo oni przecież grają w tę samą grę, tylko trochę innymi kartami. Ale stawka jest taka sama.

Film i adaptacje prześlizgnęły się ledwie po postaciach drugoplanowych. Najbardziej jest tam wyrazista Kraalowa, Leter ledwie muśnięty a Stołyp zupełnie zmarnowany. Szkoda, bo w pierwowzorze literackim ten ostatni, to świetna, przepełniona cynizmem, bardzo niejednoznaczna postać.

Ech, naprawdę świetna powieść. Pełna życiowych prawd i smaczków, choćby ta dyskusja o optymizmie i pesymizmie.

(…) aby więcej rozumieć, trzeba być optymistą.
- To dziwne - Ewa zamyśliła się. - Moje pokolenie steruje ku obojętności i pesymizmowi. Jest egzystencjalistyczne, jak to się mówi dziś w prasie literackiej. A ty? - spojrzała z uwagą na Nowaka - ty jesteś optymistą?
- Oczywiście - rzekł Nowak.
- Ale dlaczego?
- Bo optymizm jest trudniejszy.
- To bzdura! - rzekła Ewa. - Myśl ludzka, dobra literatura, a zwłaszcza to, co się z ludźmi dzieje od wielu tysięcy lat wskazują na to, że optymizm równa się głupocie. Zresztą wystarczą własne doświadczenia, wiedza choćby dwudziestu czterech lat życia.
- Słusznie. Tylko, że to, co mówisz, nie zaprzecza mojej prawdzie. Nadal twierdzę, że optymizm jest trudniejszy.
- Nieprawda - rzekła Ewa pogardliwie. - Optymizm jest łatwizną. Jest pożywką głupców. Jest smutną koniecznością umysłów ograniczonych. Jest bezmyślnością i niechęcią do rzetelnego wysiłku ostatecznych przemyśleń. Jest religią tchórzów i niedołęgów. Jest nieuczciwym mamieniem maluczkich i groteskowym samookłamywaniem się. Jest…
- Jest światopoglądem trudniejszym. Jakże łatwo jest być pesymistą… - Nowak uśmiechnął się ciepło. - Dziś, gdy świat na każdym kroku, z upodobaniem ekshibicjonisty, odsłania swoje sparszywiałe rany, w literaturze i w życiu, w filmie, teatrze i na co dzień. Dziś, po ostatniej wojnie i jej konsekwencjach w tym kraju. Dziś, gdy każdy uczeń, każdy taksówkarz i każda ekspedientka nosi w sobie zasób niewiary i szyderstwa, spiesznej chęci użycia i gorzkiej świadomości o nieuniknionym źle istnienia, którym można by obdzielić pluton filozofów-pesymistów epok ubiegłych. Dziś pesymizm nie jest ani wysiłkiem, ani niezależnością. Jest pierwszym wrażeniem po rozejrzeniu się dookoła. Stanowi najprostszy wniosek, jaki można wyciągnąć z obserwacji. Jest światopoglądem łatwiejszym. Ale dostrzegać dół kloaczny, zdawać sobie sprawę z jego głębi i smrodu, a mimo to pozostawać optymistą… to sztuka. Oto dumne bohaterstwo naszego czasu. Oto wspaniała, trudna, niebezpieczna, szlachetna ekwilibrystyka moralna, na którą tak niewielu może się zdobyć.


OdpowiedzCytat
Yvonne
(@yvonne)
Member Potwierdzony
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 2126
 
Wysłany przez: @kustosz

„Siedem dalekich rejsów” łyknąłem w dwa wieczory i jestem zachwycony.

Absolutnie się nie dziwię.

Chciałam napisać, że wreszcie jakaś książka zachwyciła zarówno Kustosza, jak i mnie. Ale przecież to nie jest jednak pierwszy raz. Pierwszym był "Dżentelmen w Moskwie" 🙂 

Czyli mamy wreszcie drugi przypadek. Bardzo się cieszę 🙂 

Czytając Twoją opinię, Kustoszu, przypomniałam sobie, że ja też podczas lektury zwróciłam uwagę na dialogi, które według mnie tworzą klimat opowieści.

Pozwolę sobie zatem przytoczyć moją opinię o książce z września 2014 roku:

 

"Od wielu, wielu lat część każdych letnich wakacji spędzam w małej, uroczej nadbałtyckiej mieścinie niedaleko Darłowa. W tym roku byłam tam również. I, jak co roku, tak i teraz, przynajmniej jeden dzień musiałam spędzić snując się po deptaku i zakamarkach małych darłowskich uliczek, które tak bardzo lubię. Jednakże dopiero niedawno dzięki koledze z forum i jego zagadce dowiedziałam się, że to niewielkie, ale piękne miasteczko zostało opisane przez Leopolda Tyrmanda w jednej z jego powieści. Powodowana ciekawością, a także zachęcona opinią kolegi, od razu zamówiłam jeden egzemplarz i przeczytałam jednym tchem.

„Siedem dalekich rejsów” to, przyznam z niejakim wstydem, moje pierwsze spotkanie z prozą Tyrmanda i muszę stwierdzić, że było to spotkanie niezwykłe i poruszające. Na pewno z gatunku tych, które na własny użytek nazywam "magicznymi". Niewielu literatów pisze w sposób, który swoim kunsztem drąży moją czytelniczą duszę i wywołuje lawinę myśli i rozważań, odzywających się potem jeszcze długo wyraźnym echem, niczym dzwoneczki z Chatki Ech należacej do Panny Lawendy (tak pięknie opisanej przez Lucy Maud Montgomery w "Ani z Avonlea"). Kiedyś pisał tak między innymi Melchior Wańkowicz. Teraz w taki sposób, taką piękną, a jednocześnie prostą prozą, czaruje chyba jedynie Wiesław Myśliwski. 

Ale dzisiaj ma być o Tyrmandzie.

Po pobieżnym przejrzeniu opinii na temat tej powieści, spodziewałam się książki z gatunku przygodowych z poszukiwaniem zabytku historycznego w tle. Nic bardziej mylnego.

Tyrmand wybiera małe portowe miasteczko na tło do ukazania relacji między kobietą a mężczyzną, ralacji narodzonej niespodziewanie i niejako niechcianej przez obie zainteresowane strony. Ktoś porównał dzieło Tyrmanda do utworu teatralnego i przyznam, że to chyba najtrafniejsze sklasyfikowanie formy utworu. Mało mamy tutaj opisów scenerii, jedynie tyle, aby wprowadzić czytelnika w klimat wczesnej wiosny w nadmorskim miasteczku w pierwszych powojennych latach. Akcja rozgrywa się bowiem w roku 1949 i obejmuje jedynie trzy dni. Również opisy dramatis personae ograniczone są do niezbędnego minimum, nie dowiadujemy się o nich wiele, co pozostawia nam szeroki margines dla wyobraźni, a także nadaje akcji i bohaterom posmak tajemnicy. Powieść bazuje głównie na dialogach. Inteligentnych, błyskotliwych, niebanalnych, pobudzających zmysły i wyobraźnię czytelnika. Dialogach, które drążąc i pobudzając, nie odkrywają jednak zbyt wiele. Tyrmand był wielkim erudytą i fakt ten znajduje odzwierciedlenie w każdym zdaniu "Siedmiu dalekich rejsów".

 

O czym opowiada "Siedem dalekich rejsów"?

Otóż pewnego wiosennego dnia roku 1949, na darłowskiej stacyjce kolejowej spotyka się dwoje dorosłych ludzi: Nowak, który przedstawia się jako dziennikarz (ale do końca pozostaje kimś, czyja przeszłość owiana jest mgłą tajemnicy) oraz Ewa Kniaziołęcka, historyk sztuki, która przyjeżdża do Darłowa w celach służbowych. Oboje interesują się słynnym, zaginionym podczas wojny zabytkiem sztuki: tryptykiem Eryka Pomorskiego. Każde z nich oczywiście ma własne plany co do tego unikatu. Między Ewą a Nowakiem od początku wyczuwalne jest napięcie, które ze strony na stronę wzrasta w tempie jednostajnie przyśpieszonym. Obie te osoby prowadzone są przez autora niejako osobnymi torami; spotykają się z mieszkańcami miasteczka w sobie tylko wiadomych celach, prowadzą ciekawe rozmowy, spacerują po Darłowie, ale przecież ich drogi splatają się wyjątkowo często, a ich wzajemna relacja jest głównym wątkiem powieści.

 

Dodatkowego smaczku treści nadają postaci drugoplanowe, o których, jak wspomniałam wcześniej, nie dowiadujemy się od autora zbyt wiele, ale które wtapiają się idealnie w klimat małego prowincjonalnego miasteczka i stają się niejako dodatkowym tłem dla ukazania głównego wątku.

Bo czyż nie jest kimś typowym Madame Kraal, samotna kobieta prowadząca hotel i tęskniąca za dawnymi, lepszymi czasami? (Swoją drogą, czy to nie dziwne, że dawne czasy jawią nam się zawsze jako te "lepsze" od obecnych?) Czyż nie czujemy sympatii do Anity, pokojówki, która żyje dniem dzisiejszym i cieszy się z najdrobniejszych rzeczy? Czy nie intryguje nas bogaty makler okrętowy, Leter, który z pozoru wydaje się szczęśliwym człowiekiem, a tak naprawdę skrywa głęboko swój dramat i chęć ucieczki? Te postaci są bardzo ludzkie i wiarygodne. I proza Tyrmanda jest właśnie taka: wiarygodna i bardzo bliska czytelnikowi.

 

"Siedem dalekich rejsów" czyta się szybko i ze smakiem, delektując się każdym słowem i żałując, że książka tak szybko się kończy.

Polecam serdecznie wielbicielom literatury z wysokiej półki."


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 4465
Topic starter  
Wysłany przez: @yvonne

Mało mamy tutaj opisów scenerii, jedynie tyle, aby wprowadzić czytelnika w klimat wczesnej wiosny w nadmorskim miasteczku w pierwszych powojennych latach.

Czy ja wiem czy tak mało?:) Jest rynek i port. Jest kościół, cmentarz, zamek i stacja kolejowa. Są uliczki i knajpki, most i falochron. Chyba dokładnie tyle ile trzeba, bo klimat ten udało się wspaniale zbudować.

Wysłany przez: @yvonne

Dodatkowego smaczku treści nadają postaci drugoplanowe, o których, jak wspomniałam wcześniej, nie dowiadujemy się od autora zbyt wiele,

Czy ja wiem czy niezbyt wiele?:) Stołyp, Leter i Kraalowa, w powieści zarysowani są wyraziście (w adaptacja mniej, poza Kraalową) i moim zdaniem, wiemy o nich tyle ile trzeba żeby stworzyć pełnokrwiste postacie drugoplanowe, ale nie nudzić czytelnika informacjami zbędnymi z punktu widzenia fabuły powieści.


OdpowiedzCytat
Maruta
(@maruta)
Member Potwierdzony
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 1909
 
Wysłany przez: @kustosz

 

Czy ja wiem czy niezbyt wiele?:) Stołyp, Leter i Kraalowa, w powieści zarysowani są wyraziście (w adaptacja mniej, poza Kraalową) i moim zdaniem, wiemy o nich tyle ile trzeba żeby stworzyć pełnokrwiste postacie drugoplanowe, ale nie nudzić czytelnika informacjami zbędnymi z punktu widzenia fabuły powieści.

Porównując pierwowzór z ekranizacją - najbardziej "ucierpiał" Stołyp, który jest chyba najciekawszym i "najgłębszym" bohaterem powieści. W filmie mocno go spłaszczono, raz - bo przedstawiciel władzy musiał być "czysty", dwa - bo wycięto wątki, które ukazywały inne strony kapitana. Natomiast mniej mi szkoda Letera, bo Rybkowski pokazał postać wprawdzie  inną, ale tak zmodyfikowaną, że bez znajomości pierwowzoru nie czuje się, że coś jej brakuje. Dlatego pisałam, że o ile Gołas jest dobry jako Leter filmowy, to przy wiernej adaptacji pasowałby mi też Braciak.


OdpowiedzCytat
Kustosz
(@kustosz)
Pan Samolocik Admin
Dołączył: 2 lata temu
Posty: 4465
Topic starter  
Wysłany przez: @maruta

Dlatego pisałam, że o ile Gołas jest dobry jako Leter filmowy, to przy wiernej adaptacji pasowałby mi też Braciak.

Dla mnie Braciak jest za bardzo chłopaczkowaty i pasuje mi tylko do ról gdzie ta chłopaczkowatość jest atutem. Trochę jak Głowacki. Zawsze mam problem, żeby w przypadku takiego typu urody użyć w ogóle określenia "facet".


OdpowiedzCytat
Strona 2 / 3
Share: