Żuławy Gdańskie cz.2

Żuławy Gdańskie (niegdyś nazywane Żuławami Steblewskimi), to część Żuław Wiślanych, z najwyższym punktem na Żuławach (wzniesienie 14,6 m n.p.m) w Grabinach-Zameczku (który jeszcze przede mną do odwiedzenia).
Rozciągają się wzdłuż od Mierzei Wiślanej do Pojezierza Starogardzkiego oraz wszerz od Pojezierza Kaszubskiego do Wisły. Majówkowo pojechaliśmy się poszwendać po tym terenie, który mamy pod nosem, a zawsze omijaliśmy szerokim łukiem najgłówniejszymi drogami, bo TAM przecież nic nie ma. No nie wiem….chyba nagle wyrosło, albo ktoś narysował, bo ta jedna wycieczka nie wystarczyła na ogarnięcie wszystkich ciekawostek i na to, żeby przy okazji jednak odpocząć a nie tylko gnać od punktu do punktu.

Koszwały

Koszwały zostały założone przez Zakon Krzyżacki w 1334 roku. Mogliśmy tutaj zobaczyć Dom podcieniowy z 1792 roku oraz drewniany bardzo ładny dom, który nie jest wpisany do rejestru zabytków.

W Koszwałach jest też nowoczesny Kościół pw. Teresy Benedykty. Zbudowano go na miejscu poprzedniego, wybudowanego wraz z powstaniem wsi a spalonego w 1945 roku.

W Koszwałach jest jeszcze małe boisko, park z fontanną i zarybiony staw. Dawno temu z Koszwał do Giemlic można było przejechać się pociągiem, ale tory zostały zatopione wskutek działań wojennych i dawno już nie ma po nich śladu.

Wocławy
Można przejechać drogą przez wieś i nie zobaczyć ruin, nie są wyeksponowane i nie ma też żadnej tabliczki z informacją. Ot, giną w gąszczu choin.

Wieś pochodzi z 1308 roku. Eleganckie ruiny zanim stały się takie fantastyczne, były wcześniej Kościołem pw. Piotra i Pawła, który powstał w XIV wieku. Około 300 lat później kościół się spalił a po 1945 został zniszczony i od tamtej pory nic już nim nie zrobiono. W obrębie ruin prowadzone są bardzo powolne prace archeologiczne. Podobno znaleziono wejście do piwnic. Oczywiście chciałabym tam udać się jeszcze raz żeby sobie na nie popatrzeć.

Miłocin

W jednym w zasadzie miejscu stoi Dom podcieniowy z 1730 roku, fundamenty Kościoła z XIV oraz cmentarzyk z XVIII wieku. Na przeciwko natomiast znajdują się bloki z czasów pgr-ów.

Oprócz bocianów latających nad nami jak sępy nad padliną pojawiły się koty. Koty rzuciły się w oczy, bo od dłuższego czasu nie spotkaliśmy żadnego człowieka, co akurat mnie ogromnie cieszyło. No i Aza w zasadzie mogła przestać się czaić, bo nikt na nią nie ujadał. Koty nie robiły na niej żadnego wrażenia.

Trutnowy
Zanim tutaj dojechaliśmy, to minęliśmy nadprogramowo Kościółek Aniołów Stróżów w Cedrach Wielkich.

Nie zatrzymaliśmy się, bo nie dałam znaku, że stop, gdyż się zamyśliłam pożerając wysokokaloryczny batonik na wpół z psem. Jak dotarło do mnie, że w sumie czemu go nie obejrzeć z bliska, to zadziały się niepiśmienne sytuacje samochodowe. W ten oto sposób, jednak obejrzałam sobie kościółek i mniej więcej nawet byłam zadowolona z tychże oględzin.

Natomiast Dom podcieniowy z 1720 roku w Trutnowach rozładował pełną napięcia atmosferę. Pojawili się też ludzie, traktory i inne zwierzęta.

Łokietek miał rozmach w 1308 roku, bo i wieś we Włocławach i Trutnowach w tymże właśnie czasie, nadał synom kasztelana gdańskiego Unisława.
Podobało nam się tutaj, bo i Dom podcieniowy i pozostałe zabudowania zrobiły na nas bardzo pozytywne wrażenie.

Leszkowy

W Leszkowych obejrzeliśmy kościół filialny pw. św. Brata Alberta z XIV wieku. Tutaj wlazłam do środka, bo żadna msza się nie odbywała. W kościele pusto. Cicho i przyjemnie. Zastanawiałam się co powiem kościelnemu jak mnie zruga za wtargnięcie do świątyni. Pomysłów miałam kilka, jeden szczególnie zabawny ale niestety żadnego nie wprowadziłam w życie.

Siedziałam więc spokojnie i zastanawiałam się czy są tutaj podziemia. Chrzcielnicy nie zanotowałam. W prezbiterium w posadzce znalazłam płytę nagrobną. A na wschodniej ścianie na zewnątrz kościoła znalazłam wyryte oryginale napisy (jak później przeczytałam na tablicy przed kościołem).

Osice

Do Osic dojechaliśmy jakąś bardzo pokrętną drogą. I na dodatek zostaliśmy niemile przywitani przez trzy małe ale długie psy. Straszna to była mieszanka ras, bo nawet Aza zgłupiała i przyglądała się starym pchlarzom z pobłażliwością. W Osicach miał być Dom podcieniowy a zastaliśmy w zasadzie ruinę*. Ale za to podobał mi się kościół pw. św. Antoniego Padewskiego z XIV/XV. Dodam, że Osice to też 1308 i znowu Łokietek.

W planie mieliśmy dłuższy postój ale za nic nie mogliśmy znaleźć przyjaznego miejsca na chwilę relaksu.
*Dopiero w domu patrząc na mapę zajarzyłam, że tego domu podcieniowego, który chciałam zobaczyć nie zlokalizowaliśmy, bo zgubiliśmy drogę, a to było tak blisko, że aż nie wiem jak to się stało. Parę metrów obok kościoła dróżką w górę.

Krzywe Koło

W Krzywym Kole obejrzeliśmy (a jakże) – kościółek pw. Znalezienia Krzyża Świętego z XIV i Dom podcieniowy z XIX wieku.

Próbowałam odnaleźć cmentarz ewangelicki, ale bezskutecznie. Mapa pokazywała mi, że cmentarz powinien znajdować się na boisku za kościołem. Chaszczy po pas nie było, więc raczej nie przeoczyłam. Dopiero w drodze do Rodowa wpadłam na pomysł, że ten cmentarz na pewno jest po drugiej stronie boiska obok gospodarstwa wśród drzew. Podobno mam się cieszyć, że do domu nie wracałam z tego Rodowa pieszo.

Pomiędzy Osicami a Krzywym Kołem znajduje się Steblewo, które urzekło mnie ruinami Kościoła. Opisałam je TUTAJ.

Żuławy Gdańskie wśród rozkwitającej przyrody są przepiękne. Nie wyczerpałam wszystkich pomysłów wycieczkowych na tym terenie, więc kolejny etap wsiowy przede mną. Po drodze mijaliśmy mnóstwo mniej zabytkowych domostw w różnym stanie, którym chciałabym się przyjrzeć z bliższego bliska oraz koniecznie muszę zakupić reklamowany w cichych kręgach twaróg i jaja, normalnie prosto z krzaka. A już na pewno słynne kaszubskie truskawki, po których można się z zachwytu rozpłynąć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.