W Kotlinie Kłodzkiej na nartach i bez nart

Nasz sylwestrowy wyjazd do Kotliny Kłodzkiej miał charakter głównie narciarski, ale coś tam przy okazji zobaczyliśmy. Kierując się na miejsce docelowe zahaczyliśmy o Kłodzko. Starówka by night wygląda romantycznie ale strasznie na niej pustawo, trudno znaleźć czynną knajpę, za to w zaułkach czają się nieciekawe gęby. Słowem, potencjał jest ale atmosfera miejsca nas nie urzekła (przynajmniej nie po zmroku poza sezonem).

Zamek w Międzylesiu

Następnego dnia wybraliśmy się do zamku w Międzylesiu, który udało nam się zwiedzić z przewodnikiem. Obiekt wymaga jeszcze sporych inwestycji, na które prywatni właściciele nie mają środków. W okresie wakacji zamek zamienia się w Hogwart i jest tu organizowana Letnia Szkoła Magii czyli czarodziejskie kolonie dla dzieciaków. Nasze dzieci były tu na wakacjach, starsza nawet dwa razy. W trakcie zwiedzania dowiedzieliśmy się, iż od czasu nastania pandemii jest to główne źródło przychodów zamku.

Zdziwiliśmy się gdy okazało się, że do zwiedzania udostępnione są również niewyremontowane wnętrza, dzika i pozostająca w częściowej ruinie część zamku. Przechodzimy przez wejście okolone portalem zdobnym w herby rodowe. W latach 80 XX wieku, część renesansowa zamku była przebudowywana pod kątem hotelu liczącego około 200 miejsc noclegowych. Ówczesnym właścicielom zamku (Żegludze Polskiej, a potem Elektrociepłowni Katowice) zapału i środków finansowych wystarczyło na stan surowy, który od tamtej pory stoi w miejscu. Obecnie zamek jest w posiadaniu firmy Zamek Międzylesie Sp. z o.o. Sp. Komandytowa, która w skrzydle barokowym utworzyła hotel oraz restaurację. Zwiedzając nieukończoną część renesansową natrafialiśmy na przeróżne dziwactwa m.in. zwłoki księżniczki. Po zejściu z wieży, z której podziwialiśmy panoramę Międzylesia i okolic (z tymi okolicami to trochę nadużycie, ponieważ widoczność była tego dnia kompletnie nijaka) udaliśmy się do sali balowej gdzie odbywa się znaczna część zajęć w ramach Letniej Szkoły Magii m.in. ceremonia przydziału adeptów czarodziejstwa do poszczególnych domów. Z całą pewnością jest to miejsce z klimatem idealnie nadające się na szkołę dla czarodziejów i czarodziejek.:)

Narty w Czarnej Górze

Po dość silnym mrozie w święta, w ostatnich dniach grudnia temperatura wzrosła do 8 st C więc śniegu ani śladu, a my przecież przyjechaliśmy na narty. Na szczęście jako tako naśnieżają stoki więc w ośrodku narciarskim w Czarnej Górze można było poszusować. Tyle, że śnieg, mokry, zlodowaciały, niezbyt przyjemny i mówiąc żargonem narciarskim, bardzo szybki.

Kustosz na nartach nie jeździł od wielu lat, na szczęście z tym jak z jazdą na rowerze, nie zapomina się. Trzeba tylko popracować nad techniką.

Za to ja miałam narty na nogach po raz pierwszy. Kustosz naiwnie liczył, że szusowanie załapię intuicyjnie więc wsadził mnie na wyciąg i zatarabanił na najmniej stromą górkę. Nie był to jednak najlepszy pomysł o czym powinien się zorientować już na samym początku gdy tylko zapięłam narty. Oglądaliście drugą część filmu Bridget Jones? Była tam śmieszna scena gdy Bridget wybrała się z Markiem po raz pierwszy na narty. Otóż poczułam się dokładnie jak ona. Od razu po zapięciu nart zjechałam do tyłu i wrąbałam się w stojące równiutko rzędem narty i kijki. Jakaś obca kobieta rzuciła mi się na pomoc, zaraz za nią pojawił się Kustosz. Zresztą w ogóle najbardziej upokarzające było kiedy podchodzili do mnie obcy ludzie i z przejęciem pytali: „pomóc pani wstać?”:) Ze wspomnianej górki zjeżdżałam ponad godzinę czasu (w tym czasie Kustosz zjechał z niej jakieś 115 razy). Konieczny okazał się instruktor. Już po dwóch lekcjach postęp był zauważalny choć nie odważyłam się jeszcze samodzielnie zjechać ze stoku.

Dolina Morawy – Czechy

Zajrzeliśmy też do Czech. Spacer wielopoziomową kładką z widokiem na góry i dolinę Morawy, nie był spacerem w chmurach, jak reklamuje się tę atrakcję, tylko spacerem w gęstej mgle więc mimo wgramolenia się na samą górę widoczność mieliśmy zerową. Mimo, że bez widoków, brodzenie w mleku, też było fajne.

Międzygórze

Samo Międzygórze wygląda malowniczo, przypomina górskie miasteczka w Alpach. A to za sprawą Marianny Orańskiej, która upodobała sobie tę górską miejscowość. Na szczęście Międzygórza nie zeszpeciła polsko-ludowa myśl architektoniczna i dziś możemy tu podziwiać piękne wille i iście alpejski krajobraz.

Warto zobaczyć też Wodospad Wilczki, drugi co do wielkości w polskich Sudetach skąd można przespacerować się do Ogrodu Bajek – miejsca gdzie zgromadzono mniej lub bardziej kiczowate, wyrzeźbione w drzewie, postacie z bajek, dzieła miejscowych artystów.

Pałac w Gorzanowie

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze w Gorzanowie gdzie znajduje się pałac, który koniecznie chciałam zobaczyć. Robi naprawdę spore wrażenie i zdziwiłam się, że ad hoc udało nam się go zwiedzić. Byłam przekonana, że to ruina. Pałacem zarządza fundacja, która w miarę skromnych środków finansowych stara się powoli rekonstruować obiekt. Można tam już nawet zanocować w naprawdę klimatycznym wnętrzu. Pałac ten, podobnie jak zamek w Międzylesiu został w XV wieku zniszczony przez Husytów.

Surowe, oryginalne wnętrza wprawiają w osłupienie. W pałacu, który jest częściowo ruiną działa pięć pokoi noclegowych (łącznie dla około 40 osób) oraz teatr! Teatr założony przez Hieronima von Herbersteina dla berlińskiej aktorki, którą poślubił. I tu ciekawostka. Do tej małej wsi zjeżdżali znakomici goście by podziwiać przedstawienia wystawiane w gorzanowskim teatrze przez 8 miesięcy w roku po 3 przedstawienia tygodniowo. A repertuar był podobno bogaty i różnorodny. Drugą ciekawostką jest to, że do dziś działa tam wytwórnia wód mineralnych.

O Kotlinie Kłodzkiej, także o naszej wycieczce możemy pogawędzić na FORUM.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.