Frombork śladami Pana Samochodzika

Czytaliście kiedyś Pana Samochodzika? Pewnie tak. A czytaliście Pan Samochodzik i zagadki Fromborka? Tak, czy nie – polecam obejrzeć zdjęcia z niektórych miejsc, które odwiedził pan Tomasz podczas szukania skarbów pułkownika Koeniga we Fromborku. Zaczynamy od początku.

Pan Tomasz dostaje list od Baśki:

„Och, jakże proste okazało się wyjaśnienie pierwszej zagadki. Prostokąt z krzyżykami… Przecież właśnie w ten sposób na planach zaznacza się cmentarz. Litery „H” i „A” to „Haupt Alee”, czyli główna aleja na cmentarzu. „37” to numer grobu po prawej stronie, bo „R” to nic innego jak „Rechts”, czyli „na prawo”. I tak było. Kryjówka znajdowała się, pod płytą trzydziestego siódmego grobowca w głównej alei cmentarnej po prawej stronie.”

Cmentarz niestety nie wygląda na ten sam, na którym pułkownik SS mógł chować skarby. Grobów przedwojennych jest dosłownie kilka a od czasu pisania powieści pewnie część, jako nieopłacone, zniknęła.

„Frombork leży na północnym krańcu Wysoczyzny Elbląskiej, na wschodnim jej skrawku. Na północy rozciąga się ciemna i wciąż lekko wzburzona toń Zalewu Wiślanego, z widoczną na horyzoncie czarną smugą Mierzei Wiślanej i jej uroczym kurortem – Krynicą Morską.”

To widok na Zalew Wiślany, gdzieś tam pewnie widać Krynicę Morską

„Za Pasłękiem rozstaliśmy się z międzynarodową drogą E 81, prowadzącą z Warszawy do Gdańska, i skręciliśmy na wąską szosę do Młynar. Potem szosa ta przeskakuje nad autostradą Elbląg – Kaliningrad i robiąc ogromny łuk, prowadzi przez Jędrychowo do Fromborka.”

Nie jechaliśmy przez Jędrychowo, tylko następną drogą przecinającą „autostradę” Elbląg-Kaliningrad ale obie drogi i okolice wyglądają podobnie. Patrząc na jakość drogi to za czasów Pana Samochodzika droga mogła być tylko bardziej dziurawa.

„Przejechaliśmy kilometr i znaleźliśmy się przy moście nad niewielką rzeką zwaną Baudą. Zatrzymałem wehikuł i rozłożyłem na kolanach mapę. Gdzieś w pobliżu tej rzeki znajdować się powinno dość wysokie wzgórze, na którym kryły się pozostałości grodziska”

Droga do Fromborka, przez Jędrychowo nie prowadzi przez Bogdany ale taka droga z mostem przez Baudę też istnieje. Obejrzeliśmy obie drogi prowadzące do Fromborka przez Baudę. Oto kilka zdjęć. Tutaj gdzieś oprócz wykopalisk, miał obóz Waldemar Batura oraz pracowali naukowcy z „krainy Straszliwego Asa”.

„Siedzieliśmy na brzegu Zalewu Wiślanego, w pobliżu plaży miejskiej we Fromborku. Właśnie tam, nieco dalej od miasta, zdecydowałem się rozbić swój pierwszy biwak.”

I tutaj zaczyna się problem identyfikacyjny, dalej wyjaśnię dlaczego. Plaża miejska to teraz skrawek piasku na brzegu Zalewu.

„Nasz obóz znajduje się nad brzegiem zalewu, ale po drugiej stronie przystani, za torem kolejowym – wyjaśnił Baśka. – Łatwo pan będzie mógł trafić do nas.”

Teraz chyba ciężko by było rozbić obóz „nad brzegiem zalewu po drugiej stronie przystani za torem kolejowym”. Tory są zarośnięte a dojście do Zalewu to wąskie, błotniste ścieżki ale…

Zaniepokoił mnie fragment:

„Za naszymi plecami, nieco na lewo, leżał Frombork rozjarzony światłami.”

bo siedząc na obecnej plaży miejskiej za plecami Frombork jest raczej po prawej stronie ale czytając dalej,  Pan Tomasz gdy odprowadzał Baśkę do obozu szedł tak:

„Minęliśmy fromborską przystań, przeszliśmy obok stacji kolejowej i znowu skręciliśmy nad brzeg zalewu.”

Czyli… szli w drugą stronę. Wygląda na to, że według książki harcerze mieli rozbity obóz tam gdzie teraz jest plaża miejska a biwak Pana Tomasza był tam gdzie próbowałem dojść przez „bagienko”. Do tej teorii by pasowała „rozległa łąka wzdłuż Zalewu”, na której harcerze mieli obóz.

Frombork nocą ma swój urok, niestety maleńkiego miasteczka, które ożywa trochę tylko w okresie urlopowym.

„Była już noc. Na wąskiej i krętej uliczce z rzadka świeciły latarnie, a ogromny masyw wzgórza i katedry fromborskiej zupełnie tonął w ciemnościach. Do uliczki przylegały małe śmieszne domki, podobne do pudełek zapałek, w oknach ich już nie paliły się światła.”

Tak Nienacki opisuje przystań we Fromborku:

„Fromborska przystań nie jest duża. Składa się z szerokiego obmurowanego basenu, gdzie właśnie kołysało się na falach kilka motorówek, jachtów i łodzi rybackich. Z przystani wbijała się w wody zalewu dość długa ostroga betonowego falochronu, osłaniającego basen. Na końcu falochronu świeciła maleńka latarnia. Tu przybijały jachty i statki żeglugi gdańskiej.”

Następnego dnia Tomasz NN przeprowadził się do Schroniska PTTK:

„W schronisku PTTK, mieszczącym się na wysokiej skarpie w pobliżu katedry, było bardzo tłoczno, ale moja legitymacja służbowa z Ministerstwa Kultury i Sztuki zrobiła pewne wrażenie na pani z recepcji i otrzymałem pokój, który miał dwa łóżka.”

Według wszystkich znaków na niebie i ziemi Schronisko PTTK mieściło się w budynku Kanonii pw. św. Stanisława Kostki.

„Lecz oto i warownia fromborska. Wysokie, czerwono-brunatne mury z zębami strzelnic, potężne wieżyce obronne, bramy z kratownicami.

Po kamiennych schodkach zszedłem w głąb fosy obronnej, stanowiącej dziś asfaltową stromą ulicę. Minąłem bramę zachodnią i na podwórzec katedralny dostałem się od strony południowej, przez główną bramę flankowaną półokrągłymi pięknymi basztami obronnymi. Dziedziniec wokół kościoła jest duży, rosną na nim dziś stare wiekowe drzewa, przeważnie dęby.”

Nienacki tak opisuje dziedziniec katedralny:

„Ale każdego, kto zjawi się na fromborskim dziedzińcu katedralnym, zanim przystąpi do oględzin katedry, wabią swym widokiem dwie potężne baszty. Pierwsza – w południowo-zachodnim narożu – to dzwonnica. W swej dolnej kondygnacji jest ona późnogotyckim, ośmiobocznym bastionem o murach siedmiometrowej grubości. Nazywają ją „oktogonem”. Wzniesiono ją niegdyś jako pomieszczenie dla dział fortecznych. Znacznie później, bo w drugiej połowie siedemnastego wieku, biskup Radziejowski postawił na oktogonie czworokątną wieżę barokową z przeznaczeniem na dzwony.

A w północno-zachodnim narożu stoi inna wieża, o zupełnie odmiennym charakterze. Wysoka, silna, wyniosła, zakończona spiczastym dachem – znana jest chyba każdemu człowiekowi w Polsce z ilustracji lub reprodukcji malarskich. To przecież słynna wieża Kopernika. Jak mówi tradycja ustna, tutaj mieszkał Kopernik, tu miał swoją pracownię, z tej wieży patrzył nocami w gwiazdy i tu dokonał swego wielkiego odkrycia.”

i dalej

„Do katedry wchodzi się przez dwa bogato rzeźbione portale kamienne. Wnętrze katedry ma dziewięćdziesiąt metrów długości. Pierwsze, co uderza wchodzącego – to ogromna ilość ołtarzy, przeważnie barokowych i rokokowych, wyróżniających się niezwykłą robotą snycerską.”

Po obejrzeniu katedry „Usiadłem na ławeczce pod dębem, naprzeciw Kopernikowej wieży, i zacząłem pisać”. Ławeczki niestety nie ma.

Kontynuując spacer po Fromborku: „W pobliżu zabytkowej gotyckiej wieży wodociągowej z piętnastego wieku natknęliśmy się na Cagliostra.”

Teraz w wieży (i obok) jest całkiem fajna kawiarnia z wyśmienitymi ciastami.

Ale w tamtych czasach była we Fromborku jedna kawiarnia…

„Znałem we Fromborku tylko jedną kawiarnię. Koło portu (…) .Weszliśmy do kawiarni, mieszczącej się w obskurnym podłużnym baraku.”

Kolejne miejsce, które pojawia się w książce to ulica Stara.

„Baśka poprowadził nas na ulicę Starą, znajdującą się w pobliżu dawnego klasztoru Antonitów. Przed malutkim domkiem, na ławeczce, obok klombu z maciejką siedział pan Dąbrowski.”

Starałem się zidentyfikować domek, przed którym mogła być ławeczka i klomb.

W poszukiwaniu Diabelskiego Drzewa Pan Tomasz trafił na skwer obok Wieży Wodnej (zwanej w powieści Wodociągową).

„Zosia Walczyk zaprowadziła mnie na ogromny skwer, rozciągający się w pobliżu zabytkowej wieży wodociągowej. Czekał tam już na nas Baśka.

– Gdzie rosło Diabelskie Drzewo? – zapytałem, rozglądając się po skwerze.

Chłopiec westchnął:

– Tego, niestety, nikt nie potrafił powiedzieć. Podobno rosły tu jakieś stare drzewa, strzaskane potem przez pociski artyleryjskie.”

W końcu powieści autor też trochę pomylił kierunki:

„Nad Zalewem Wiślanym zachodziło słońce. Czerwona ogromna kula kryła się za lasy porastające fromborskie wzgórza, które od zachodu zamykały horyzont i wchodziły w wody zalewu. Po rozfalowanej toni rozpływała się struga amarantowego blasku, białe mewy przysiadły na czubkach fal i kołysały się na nich jak na huśtawkach.”

Udało nam się obejrzeć całkiem fajne zachody słońca ale czerwona ogromna kula nie kryła się, niestety, za lasami porastającymi fromborskie wzgórza, które od zachodu zamykały horyzont. Kula słońca chowa chowa się gdzieś na wysokości Kątów Rybackich, czyli obserwując z Fromborka raczej za wodą a nie za lasami.

O miejscach samochodzikowych we Fromborku można podyskutować tutaj.

* cytaty pochodzą z książki „Pan Samochodzik i Zagadki Fromborka”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *