A odbiegając od tematu, jestem ciekaw, ile najwięcej wydaliście na książkę?
Nie pamiętam. Pamiętam natomiast następującą historią, która wpisuje się w ten temat. Ze 20 lat temu kompletowałem serię komiksów Kapitan Żbik, oczywiście oryginalne wydania. Brakowało mi tylko jednego zeszytu, za to najdroższego, zatytułowanego "Diadem Tamary". Kupiłem go na Allegro za 120 zł (nie muszę nikomu mówić, że 20 lat temu te 120 zł było znacznie więcej warte niż dzisiaj). Jak przesyłka do mnie dotarła, okazało się, że z "Diademu Tamary" jest tylko okładka, w środku jest inny komiks ("Kryptonim walizka"), który jest gó... warty. Zwróciłem przesyłkę nadawcy i zażądałem zwrotu pieniędzy. Sprzedająca, oskarżyła mnie, że to ja podmieniłem komiks, wystawiła mi negatywa i przestała odpowiadać na moją korespondencję:) Szlag mnie trafił, ale znając operatywność polskiej policji dałem sobie spokój z próbami dochodzenia sprawiedliwości tą drogą. I do dzisiaj, "Diadem Tamary" jest jedynym Żbikiem, którego nie mam w oryginalnej wersji. Po latach kupiłem sobie reprint za 10 zł czy podobną kwotę.
To jedyny raz kiedy oszukano mnie na zakupach w internecie.
Zwróciłem przesyłkę nadawcy i zażądałem zwrotu pieniędzy. Sprzedająca, oskarżyła mnie, że to ja podmieniłem komiks, wystawiła mi negatywa i przestała odpowiadać na moją korespondencję:) Szlag mnie trafił, ale znając operatywność polskiej policji dałem sobie spokój z próbami dochodzenia sprawiedliwości tą drogą.
I tu się mylisz, policja to ogarnia, niestety robi to słabo i daje przyzwolenie na kolejne oszustwa.
Scenariusz wygląda tak: idziesz na policję, tam cię na początku przekonują, że przy takiej kwocie to zawracanie głowy. (ja usłyszałem, że postępowanie będzie więcej kosztowało niż książka, której nie dostałem). Upierasz się, że jednak chcesz zgłosić zawiadomienie o przestępstwie "oszustwo internetowe" więc je przyjmują. Policji nie interesuje, że osoba, którą zgłaszasz ma np. 100 negatywów, bo znalazła sobie sposób na zarabianie w ten sposób, więc w następnym kroku dzielnicowy idzie do oszusta (u mnie to była oszustka) i grozi palcem, mówiąc "no, no, no, mamy zgłoszenie, że pan/i oszukuje klientów na portalu sprzedażowym. Proszę rozwiązać ten problem i oddać pieniądze." Oszust/ka widząc, że koszt jest żaden, bo chodzi o jedno zgłoszenie, robi przelew zwrotny. Policjant prowadzący dzwoni do ciebie i mówi, że dostał informację, że zwrócono pieniądze. Gdy potwierdzisz, to za kilka tygodni dostajesz pismo z prokuratury o zamknięciu postępowania ze względu na "nie stwierdzenie znamion przestępstwa".
I tak to się kręci.
Twtter is a day by day war
Być może, ale jakoś nie mam wiary. Poza tym, to było 20 lat temu, wtedy policja w ogóle nie ogarniała oszustw internetowych.
Być może, ale jakoś nie mam wiary. Poza tym, to było 20 lat temu, wtedy policja w ogóle nie ogarniała oszustw internetowych.
Ja to zdarzenie też miałem ok. 20 lat temu.
W innym przypadku, gdy dostałem książkę wadliwą (miała zdublowane niektóre strony ale niektórych brakowało) i po zwrocie dostałem znów tę samą, wystarczyła informacja do sprzedającego, że skoro ma problem ze zwrotem pieniędzy to podjadę do niego osobiście. Już nie chciał ani kasy ani wadliwej książki.
Twtter is a day by day war