Kupiłaś?
Kupiłaś?
Jeszcze nie, ale oczywiście kupię 🙂
Nic nie kupiłem bo zrobiła się już jakaś absurdalna różnica między ceną książki zamówionej a ceną na półce. Taki Przymanowski na przykład w sklepie internetowym Empiku kosztuje 45,99 zł, a w salonie 73 zł. Przeginka. Z innymi tytułami jest tak samo.
Pisaliśmy o tym trochę przy temacie cen ebooków. Empik coraz mocniej przestawia się na zakupy on-line, próbuje wręcz zdominować rynek, stając się takim Amazonem. Dlatego promuje zakupy w sieci i mocno ogranicza zarówno powierzchnię, jak i asortyment sklepów stacjonarnych, zmieniając je w punkty odbioru ze skromną ofertą reprezentacyjną. To już nie te czasy, że w empiku można było spędzić godzinę... Podobno nowo otwarty salon w dawnej Cepelii jest największym empikiem w Polsce. Ale już ten w Galerii Wileńskiej to maleństwo, do tego zapełniony tzw. mydłem i powidłem niczym placówka poczty polskiej...
Cóż, rynek się zmienia. Jeśli zamówię książkę przez internet, która jest dostępna w danym salonie Empiku to za 2 godziny mogę ją tam odebrać po cenie internetowej. Ale jak chcę kupić z półki to 30 dychy więcej. Rozumiem taki model biznesowy ale w opisanym przypadku jest to irytujące.
Cóż, rynek się zmienia. Jeśli zamówię książkę przez internet, która jest dostępna w danym salonie Empiku to za 2 godziny mogę ją tam odebrać po cenie internetowej. Ale jak chcę kupić z półki to 30 dychy więcej. Rozumiem taki model biznesowy ale w opisanym przypadku jest to irytujące.
Bo to jest forma przejściowa, jeszcze jest salon ale przyzwyczaja się ludzi do punktu odbioru. Salon musi być w miejscu, w którym są klienci, punkt odbioru musi mieć tylko parking lub stację metra/dobry dojazd. Pewnie w perspektywie kilku lat duże księgarnie zwyczajnie znikną. Tym bardziej, że młodzi ludzie coraz więcej zakupów przerzucają do netu.
Twtter is a day by day war
Cóż, rynek się zmienia. Jeśli zamówię książkę przez internet, która jest dostępna w danym salonie Empiku to za 2 godziny mogę ją tam odebrać po cenie internetowej. Ale jak chcę kupić z półki to 30 dychy więcej. Rozumiem taki model biznesowy ale w opisanym przypadku jest to irytujące.
Dla mnie jest to wręcz niezrozumiałe.
Ja osobiście przestaję kupować w Empiku.
Jak ostatnio odbierałam książki dla Eli i jedną dla mnie ("Kult" Orbitowskiego), to ta książka dla mnie wyglądała jak wyjęta ze śmietnika: cała brudna i pognieciona. Byłam w szoku, jak Pani przy kasie mi tę książkę podawała. Ktoś tam chyba był ślepy, skoro uznał, że taką książkę można wcisnąć klientowi. Oczywiście nie przyjęłam i zażądałam zwrotu pieniędzy.
Wolę jednak wspierać kameralne księgarnie, zwłaszcza słynną na całą Polskę Toniebajkę, którą z fajnym poczuciem humoru (potykacz!), choć z narażaniem się wielu osobom, prowadzi Pan Piotrek Kikta.
Znacie słynny bydgoski potykacz przy Toniebajce?
Znacie słynny bydgoski potykacz przy Toniebajce?
Potknąłem się o niego jak nas zaprosiłaś do Bydgoszczu;)
Wolę jednak wspierać kameralne księgarnie
Kiedyś często kupowałem książki impulsowo. Czyli jak coś wpadło mi w ręce w Empiku, kupowałem, bo chciałem mieć natychmiast. Ujemną stroną tego zwyczaju jest posiadanie wielu książek, których nie przeczytałem bo mi się szybko odechciało. Ale już od dawna kupuję książki w necie. Do Empiku wpadam przy okazji żeby przekartkować. Czasem przy tej okazji coś tam jeszcze kupiłem ale przy tej różnicy cen dałem sobie spokój.
Jak ostatnio odbierałam książki dla Eli i jedną dla mnie ("Kult" Orbitowskiego), to ta książka dla mnie wyglądała jak wyjęta ze śmietnika: cała brudna i pognieciona. Byłam w szoku, jak Pani przy kasie mi tę książkę podawała. Ktoś tam chyba był ślepy, skoro uznał, że taką książkę można wcisnąć klientowi. Oczywiście nie przyjęłam i zażądałam zwrotu pieniędzy.
Anka miała ostatnio to samo. Najlepsze było to, że nie mogła zażądać wymiany bo pani powiedziała "to jest jedyny egzemplarz", więc nie odebrała i na miejscu złożyła nowe zamówienie. W tym nowym zamówieniu na miejscu było taniej, bo nie było opłaty za dostawę.
Twtter is a day by day war
Cóż, rynek się zmienia. Jeśli zamówię książkę przez internet, która jest dostępna w danym salonie Empiku to za 2 godziny mogę ją tam odebrać po cenie internetowej. Ale jak chcę kupić z półki to 30 dychy więcej. Rozumiem taki model biznesowy ale w opisanym przypadku jest to irytujące.
Bo to jest forma przejściowa, jeszcze jest salon ale przyzwyczaja się ludzi do punktu odbioru. Salon musi być w miejscu, w którym są klienci, punkt odbioru musi mieć tylko parking lub stację metra/dobry dojazd. Pewnie w perspektywie kilku lat duże księgarnie zwyczajnie znikną. Tym bardziej, że młodzi ludzie coraz więcej zakupów przerzucają do netu.
Dokładnie. Już teraz handel używanymi książkami przeniósł się do sieci w jakichś 90%, antykwariaty książkowe to rzadkość. Stacjonarne księgarnie sieciówki robią się coraz mniejsze. Co zabawne, przed laty Bonito zaczęło trend na punkty odbioru, ale stopniowo zaczęli niektóre z nich powiększać i dodali skromną ofertę stacjonarną, na wypadek, gdyby ktoś przychodząc po odbiór zdecydował się jeszcze na dodatkowy zakup, więc wygląda na to, że poszukiwania złotego środka jeszcze trwają. Problem w tym, że to zamknięty ciąg przyczynowo-skutkowy: ludzie zamawiają więcej książek w sieci -> księgarnie stacjonarne zmniejszają ofertę i nie oferują promocji, bo spadają im zyski, a koszty rosną -> ludzie zamawiają więcej książek w sieci...
Z Empikiem sytuacja jest o tyle wyjątkowa, że w ofercie ma nie tylko książki i w swoich "salonach" upycha masę produktów dla klientów, którzy potrzebują czegoś małego na szybko. Są kartki okolicznościowe, artykuły szkolne, kalendarze, drobne prezenty, jakieś gadżety, taka oferta z dawnego kiosku ruchu, chyba tylko kosmetyków i papierosów jeszcze nie sprzedają, choć pewności nie mam.
Tak czy inaczej, na dzisiaj wygląda to tak. Jak chcę książkę na już, teraz, w tej chwili, to ściągam ebooka na czytnik. Jak chcę papier, to muszę poczekać te 2 - 3 dni. Przepłacanie za papier na już, jest absurdalne.
Kupiłaś?
Zamówiłam sobie tę książkę w mojej ulubionej toruńskiej księgarni, Kafka i Spółka.
Będziemy w sobotę z Marutą w Toruniu, to odbiorę 🙂
Serio kupiłeś Molendę?
Jestem wielkim fanem Molendy.
To już obsesja.
Eeee... nie ma się co martwić, dopóki nie skompletuje w biblioteczce wszystkich dzieł napisanych przez pana Molendę.
A odbiegając od tematu, jestem ciekaw, ile najwięcej wydaliście na książkę?