„Przed” i „po” Idy

Przed, czyli krótka historia projektu

Pomysł filmu, który w kilka lat później trafił na ekrany jako Ida, narodził się ok. 2008 r. Reżyser Paweł Pawlikowski przeżywał wówczas trudne chwile: dwa lata wcześniej stracił żonę, co sprawiło, że na długi okres wycofał się z działalności artystycznej. Być może pod wpływem bolesnych doświadczeń sięgnął do wspomnień z dzieciństwa, powracając myślami do Polski – kraju, który opuścił jako nastolatek. Jak mówił później: W „Idzie” chciałem stworzyć rzeczywistość z tego, co wryło mi się w pamięć jeszcze w dzieciństwie.[1]

 Scenariusz zatytułowany Siostra miłosierdzia pod wieloma względami różnił się od filmu, jaki ostatecznie powstał. Jego współautorem był Cezary Harasimowicz. Akcja miała rozgrywać się w 1968 r., a fabułę można określić jako „politycznie zaangażowaną”. Bohaterką była polska zakonnica która odkrywa, że jest z pochodzenia Żydówką. Ważną rolę odgrywała Służba Bezpieczeństwa, próbująca szantażem skłonić ją do współpracy. Kobieta na własną rękę próbowała poznać losy swoich prawdziwych rodziców. Razem z ciotką, odsuniętą od władzy komunistką, odkrywała, że ich bliscy zostali zamordowani przez Polaków w trakcie pogromu.

W 2010 roku skrypt Pawlikowskiego i Harasimowicza wyróżniono na festiwalu w Cannes nagrodą Media European Talent przyznawaną przez komisarza Unii Europejskiej do spraw kultury twórcom o znaczącym „europejskim potencjale”. Prace nad filmem posuwały się jednak bardzo powoli. Ostatecznie powstały ponoć 23 wersje scenariusza, przy czym Harasimowicza zastąpiła w pewnym momencie brytyjska dramatopisarka Rebecca Lenkiewicz i to jej nazwisko pojawia się w napisach filmu. Ostatecznie obraz powstał jako polsko-duńska koprodukcja z budżetem 2 mln euro, na który złożyły się Polski Instytut Filmowy, Eurimages, Duński Instytut Filmowy i Łódzki Fundusz Filmowy.

Choć przedstawiona w Idzie historia jest fikcyjna to główne bohaterki miały swoje realne pierwowzory. Wanda Gruz to Helena Brus-Wolińska, stalinowska prokurator pochodzenia żydowskiego, która miała udział w skazaniu wielu żołnierzy podziemia niepodległościowego z gen. Emilem Fieldorfem na czele. Pawlikowski poznał ją w oksfordzkim college’u jako żonę jednego z profesorów. Uważał ją za dowcipną panią z niewyparzoną gębą i fajną, mądrą kobietę. O jej przeszłości dowiedział się dopiero dziesięć lat później, kiedy w BBC pojawiły się informacje, że polski rząd żąda ekstradycji Wolińskiej.

Inspiracją dla postaci Anny/Idy był natomiast ksiądz Romuald Jakub Weksler-Waszkinel. Urodzony w getcie w Starych Święcianach koło Wilna chłopiec jako niemowlę został oddany na wychowanie polskiej rodzinie Waszkinelów. Jego bliscy zginęli prawdopodobnie w obozach koncentracyjnych.  Wychowany w wierze katolickiej, w latach 60. przyjął święcenia kapłańskie. Dopiero w 1978 r. dowiedział  się od przybranej matki o swoim pochodzeniu, jednak do 2019 r. pozostał księdzem. (więcej w tym wywiadzie: https://chidusz.com/romuald-jakub-weksler-waszkinel-syn-krawca-ze-swiecian/)

Przez długi czas trudności sprawiało skompletowanie obsady. O ile rolę Wandy niemal od początku miała zagrać Agata Kulesza, o tyle z odtwórczynią roli Idy był kłopot. Według pierwotnych założeń akcja filmu miała toczyć się w 1968 roku, co oznacza, że tytułowa bohaterka to dorosła kobieta. Na tym etapie Pawlikowski jako Idę widział Karolinę Gruszkę. Kiedy podjęto decyzję o cofnięciu czasu akcji o sześć lat okazało się, że potrzebna jest dużo młodsza aktorka. Poszukiwania odpowiedniej kandydatki trwały niebezpiecznie długo. Podobno na dwa tygodnie przed rozpoczęciem zdjęć Pawlikowski dostał SMS od Małgorzaty Szumowskiej, która w warszawskiej kawiarni Relaks zauważyła niezwykłej urody dziewczynę. Była to Agata Trzebuchowska, dwudziestoletnia studentka Uniwersytetu Warszawskiego. To właśnie ona została Idą. Pomimo wielkiego sukcesu filmu ostatecznie zrezygnowała z aktorstwa i poświęciła się dziennikarstwu. W ostatnim momencie zmienił się też operator – chorego Ryszarda Lenczewskiego zastąpił Łukasz Żal, początkowo zatrudniony jako szwenkier.

Inny problem wiązał się z artystyczną koncepcją, jaką przyjął Pawlikowski. Postanowił nakręcić „Idę” na czarno-białej taśmie, w charakterystycznym dla kina lat 50. formacie 1,37:1. W rezultacie usłyszał nie wygłupiaj się, nie jesteś już studentem. Później wyznał: Mówiono mi, że popełniam zawodowe harakiri.[2]. Ostatecznie strona wizualna stała się jedną z największych zalet Idy. Charakterystyczną cechą tego dzieła jest bowiem budowanie historii nie tylko poprzez treść, ale i formę. Pawlikowski wykorzystał archaiczny format 4:3, a raczej 1,37:1 – kwadratowy obraz. U współczesnego widza, przyzwyczajonego do wydłużonych, prostokątnych ekranów kinowych i telewizyjnych, taki kształt budzi niepokój, wrażenie, że coś zostało ucięte, że to, co widzimy, to tylko część większej całości. Że coś jeszcze – coś ważnego, a nawet kluczowego – znajduje się poza kadrem. Wrażenie to potęguje odejście od tradycyjnych form języka filmowego, na przykład klasycznego ukazywania dialogu poprzez ujęcie – kontrujęcie. W Idzie w scenach rozmów kamera filmuje często tylko jedną z postaci, podczas gdy ta druga wypowiada się poza obrazem – nie widzimy jej twarzy, nie wiemy, co robi, jak reaguje na słowa rozmówcy. W innych scenach bohaterowie rozmawiają nie twarzą w twarz, ale usytuowani obok siebie, zwróceni w jednym kierunku. Te zabiegi pozwalają widzom poczuć się uczestnikami dialogu, niemymi, ale obecnymi.

Kolejny element, który buduje i potęguje wrażenie ukrytego znaczenia, to kompozycja kadrów. W wielu ujęciach, zwłaszcza tych nakręconych w planie ogólnym, daje zauważyć się swoisty brak symetrii i równowagi wewnętrznej obrazu. Postacie i znaczące elementy scenografii ulokowane zostają w jednej, zwykle dolnej części ekranu. Ponad nimi pozostaje pusta przestrzeń nieba, ściany, muru. A ponieważ współczesny widz przyzwyczajony jest, że w filmie wszystko musi czemuś służyć, wszystko jest drobiazgowo zaplanowane i wykorzystane na 200 %, to wyraźnie celowe, wręcz natarczywe „marnowanie” miejsca wywołuje niezwykły efekt: natrętne, wręcz irytujące przeświadczenie że powinniśmy zobaczyć w tej pustce coś więcej. Może Boga – a może właśnie jego brak?


Po, czyli o recepcji słów kilka

Recepcja Idy w Polsce znacząco różniła się od międzynarodowej. Na świecie film Pawła Pawlikowskiego odniósł duży sukces. We Francji film obejrzało blisko 500 tys. widzów, we Włoszech ponad 100 tys., po kilkadziesiąt tysięcy w Hiszpanii i Holandii. Dystrybuowano go także – z wielkim powodzeniem – w USA, Wielkiej Brytanii, Argentynie, Australii, Austrii, Belgii, Japonii, Kanadzie, Niemczech, Norwegii, Nowej Zelandii, Szwajcarii i na Tajwanie – ogółem na 52 terytoriach. Idę pokazano na ponad 50 festiwalach, na których obraz zdobył ponad 60 nagród, w tym tak prestiżowe jak BAFTA czy nagrody Europejskiej Akademii Filmowej. Z uznaniem o polsko-duńskiej produkcji wypowiadali się między innymi Pedro Almodovar, Steven Spielberg czy Mario Vargas Llosa. Oczywiście zdarzały się też głosy krytyczne, ale były w zdecydowanej mniejszości.

W Polsce natomiast Ida została uznana za element trwającej od momentu publikacji książki Sąsiedzi Jana Tomasza Grossa debaty o roli Polaków w Zagładzie. To zawłaszczenie filmu przez politykę przełożyło się na słabą frekwencję w polskich kinach. Przez długi czas film nie miał nawet dystrybutora. Do lutego 2015 roku obejrzało go zaledwie 119 tys. widzów i to pomimo właściwie nieprzerwanych doniesień o kolejnych sukcesach na całym świecie. Krytycy filmowi podkreślali wprawdzie artystyczną rangę dzieła i jego kameralność, lecz także i oni zostali wciągnięci w dyskusję światopoglądową – a raczej w jedną z dwóch dyskusji. Okazało się bowiem, że Ida wywołała sprzeciw po obu stronach sceny politycznej. Podczas gdy jedni zarzucali dziełu Pawła Pawlikowskiego antysemityzm, dla innych był to obraz zdecydowanie antypolski i stworzony na zamówienie lobby żydowskiego przez reżysera pseudo-Polaka, w którym odezwało się dziedzictwo przodków[3].

Dyskusję o rzekomym antysemityzmie Idy wywołał tekst Agnieszki Graff w „Dzienniku Opinii Krytyki Politycznej” oraz wypowiedzi Heleny Datner z Żydowskiego Instytutu Historycznego. Film Pawlikowskiego nazwano wówczas powtórką najgorszych antysemickich klisz. Zarzut ten odnosił się głównie do postaci Wandy Gruz – pochodzącej z żydowskiej rodziny komunistki, która jako stalinowski prokurator przesłuchiwała i oskarżała „wrogów ludu”. W programie Tomasza Lisa H. Datner dosadnie podsumowała sposób ukazania tej bohaterki: „Ida” przedstawia bohaterkę według prostej zasady – co Polacy chcieliby myśleć o Żydówce, budującej powojenny socjalizm? Że to k*rwa i alkoholiczka.

Według oponentek poprzez osobę Wandy reżyser w swym dziele zachowuje w stanie nienaruszonym stereotyp „żydokomuny”, który gra w Polsce niebagatelną rolę społeczną, ponieważ pozwala zdjąć „odpowiedzialność” za komunizm ze wszystkich innych. Sprzeciw budził też wątek wiary oraz kościoła, a przede wszystkim ostateczny wybór tytułowej bohaterki, która poznawszy prawdę o śmierci rodziców wraca do klasztoru. Motyw ten określono jako nieudolną próba chrystianizowania Zagłady. Na falach TOK FM Roman Kurkiewicz mówił: Mamy do czynienia z obrazem, który pokazuje, że można być dobrą Żydówką, jeśli jest się katolicką zakonnicą. To utrwala stereotyp, że Żydówki są złe, a zakonnice dobre.

Jednak największą winą Idy według Agnieszki Graff i Heleny Datner był rzekomy cel Pawlikowskiego – symboliczne podsumowanie i zakończenie dyskusji o roli Polaków w Holocauście. Postrzegany w tym kontekście film miał jakoby unieważniać pracę polskich historyków ukazujących współodpowiedzialność Polaków za Zagładę. nawołując do zamknięcia tego rozdziału, zapomnienia oraz szukania sprawiedliwości i ukojenia w Bogu.

Przeciwko tezie o antysemityzmie wystąpili między innymi Tadeusz Sobolewski i Krzysztof Varga, który pisał: Doprawdy trzeba dużo złej woli albo zupełnego niezrozumienia „Idy”, aby rzecz sprowadzić do takiego poziomu. Niestety, tak się coraz częściej w Polsce odbiera sztukę – w każdym dziele widzi się realizację jakiegoś politycznego planu.

Mimo wszystko można powiedzieć, że była to dyskusja dość kameralna i merytoryczna, zwłaszcza na tle debaty na temat antypolskości Idy. Ta zatoczyła o wiele szersze kręgi i przerodziła się w propagandową burzę, której ton zaczęli w pewnym momencie nadawać radykałowie i zwykli hejterzy. Co istotne, w dyskusji tej często nie mówiono o samym filmie  – wielu jej uczestników Idy zwyczajnie nie widziało – ale o jego rzekomym przesłaniu, celu, odbiorze… Nagonka osiągnęła apogeum gdy obraz otrzymał nominację do Oscara, by następnie zdobyć tę najważniejszą w świecie kinematografii nagrodę. W filmie Bogowie jeden z bohaterów mówi do prof. Religi Polak Polakowi nawet klęski zazdrości i to szczera prawda. Co dopiero, gdy chodzi o gigantyczny sukces? Sprawa osiągnęła takie rozmiary, że wspomniany już Tadeusz Sobolewski pytał tylko na pozór ironicznie: Czy można było przypuszczać, że nominacja do Oscara będzie zagrożeniem dla naszej państwowości?[4]

 Paweł Pawlikowski na zarzuty o antypolskość swojego dzieła odpowiadał: Tożsamość jest ważna, ale jako coś pozytywnego, a nie powód do agresji wobec innych. (…) Na samym mówieniu, jacy jesteśmy fajni, a inni nie są, kraj nie zyskuje. Patriotyzm to robienie czegoś bez kompleksów: polskiego filmu, lodówki czy zagranie z sercem wielkiego meczu przez drużynę narodową, a nie bicie zagranicznych kibiców.[5] Jego słowa nie trafiły niestety do tych wszystkich, którzy uznali, że Ida nie powinna reprezentować naszego kraju. Po prawej stronie internetu można przeczytać m.in.:

Film się wypromował wśród żydowskich krytyków filmowych poprzez antypolonizm scenariusza. Jestem jednak pewien, że do członków Akademii Filmowej, „Ida” trafiła tylko dlatego, że jest żałosnym ukorzeniem się przed tymi, którzy nienawidzą tego, co nazywa się „polskością[6]

  „Ida” (…) nie jest filmem polskim i każdy, komu choć trochę drży serce na słowo „Ojczyzna” niechaj pogodzi się z tym, że sukces obrazu Pawlikowskiego to część wielkiej kampanii fundowanej nam przez „elity III RP”. Kampanii pod hasłem: „rzucajmy łajnem do własnego gniazda”.[7]

Protesty nie ograniczały się do niszowych portali i anonimowych komentatorów. Do sporu włączyła się fundacja Reduta Dobrego Imienia, która wystosowała do Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej apel z żądaniem obowiązkowego poprzedzania projekcji Idy planszą, zawierającą informacje, że w latach 1939-45 Niemcy okupowali Polskę i przeprowadzili eksterminację Żydów[8]. Petycję podpisało w Internecie ponad 50 tys. osób. PISF nie poparł apelu, podobne jak sam Pawlikowski, który odpowiedział, że celem Idy nie jest objaśnianie historii: Fabuła koncentruje się na bardzo konkretnych i złożonych losach bohaterów, którzy są pełni człowieczeństwa ze wszystkimi jego paradoksami. Nie są pionkami wykorzystywanymi do zilustrowania jakiejś wersji historii lub ideologii. Życie jest skomplikowane, dlaczego nie może być skomplikowana sztuka?[9] To uzasadnienie nie trafiło do przeciwników Idy, a ich działania uzyskały legitymizację na najwyższym szczeblu, kiedy w  grudniu 2015 r. Beata Szydło w świątecznym wywiadzie z „Gościem Niedzielnym”.

Oczywiście fakt, że polski film otrzymuje tak ważną nagrodę, jest dużym wyróżnieniem. Jednak według mnie akurat ten na pewno nie był promocją Polski, raczej rysował jej negatywny obraz. Pod względem artystycznym też mi się niespecjalnie podobał. Zdziwiłam się, że dostał Oscara.[10]

Jarosław Kaczyński, przyznając, że Idy nie widział, dolał oliwy do ognia:

Cieszę się z sukcesu jako Polak. Natomiast nieporównywalnie bardziej bym się cieszył, gdyby na przykład Oscara zdobył film o rotmistrzu Pileckim, albo rodzinie Ulmów. To byłby także wkład w dobrze rozumianą polską politykę historyczną[11]

Z takim wsparciem Reduta Dobrego Imienia odniosła w końcu sukces, choć tylko w polskiej telewizji. Kiedy w lutym 2016 r. Ida została wyemitowana w II TVP, seans poprzedziła dyskusja, w której uczestniczyli trzej przedstawiciele prawicy: krytyk Krzysztof Kłopotowski (przeszedł wtedy z TV Republika do TVP Kultura), Piotr Gursztyn (ówczesny szef TVP Historia) i Maciej Świrski (prezes RDI). Ich wypowiedzi były w zasadzie zgodne, różniły się tylko formą, a nie treścią. Od Kłopotowskiego, według którego dzieło Pawła Pawlikowskiego zawiera żydowski punkt widzenia, po Świrskiego, który wygłosił chyba najbardziej kuriozalne zdanie w dyskusji na temat Idy nie można robić katharsis wbrew narodowi, występując tym samym przeciwko wszystkim, którzy w swej twórczości sprzeciwiają się niesprawiedliwym lub zbrodniczym rządom. W końcu gdyby w nazistowskich Niemczech ktoś nakręcił film o hitlerowskich zbrodniach to uczyniłby to wbrew narodowi… Przed filmem znalazła się też – bez zgody twórców – plansza, której treść była zgodna z postulatami RDI. Te metody wywołały protesty środowisk twórczych: list do prezesa TVP Jacka Kurskiego podpisało 44 reżyserów, w tym Andrzej Wajda, Agnieszka Holland i Małgorzata Szumowska. Swój apel wystosowało także 92 krytyków i dziennikarzy filmowych oraz filmoznawców, pisząc: Po raz pierwszy w 25-letniej historii wolnych mediów publicznych w Polsce film został opatrzony ideologiczną interpretacją, wprowadzającą widza nie w treść dzieła czy jego artystyczne walory, ale narzucając mu jedyny słuszny sposób jego rozumienia.[12]

Jakie zarzuty stawiali Pawlikowskiemu zwolennicy teorii o antypolskości Idy? Wśród wielu pomniejszych oskarżeń można wyróżnić trzy główne kwestie:

  1. sposób przedstawienia historii Wandy, której zbrodnicza powojenna działalność miała zostać niejako usprawiedliwiona przez fakt, że jej syn zginął z rąk Polaków. (Co może sobie pomyśleć światek europejskiej kultury i polityki, obejrzawszy „Idę”? Że Polacy to żądne kasy dzikusy, nieomal zwierzęta, nad którymi komuniści, owszem, pastwili się, ale czynili to zaznawszy uprzednio cierpień z rąk owych bestii.[13])
  2. nieobecność w narracji Niemców, co wywoływało błędne wrażenie, że zagłada Żydów była dziełem Polaków, na których okupacja hitlerowska nie miała żadnego wpływu.
  3. umacnianie przekonania, że Polacy masowo mordowali Żydów z pobudek materialnych, dla pieniędzy lub w celu przejęcia ich majątku.

Według polityka PiS Janusza Wojciechowskiego  W tym filmie Żydów zabija już nie SS, tylko zły, podły, prymitywny, brudny, pazerny na majątek, durnowaty polski chłop.[14] Wtórował mu Krzysztof Gędłek: To oni zamordowali i zakopali w lesie jej najbliższych, uprzednio zresztą ukrywając ich przed czujnym okiem okupanta. A skoro ukrywali, to można domniemywać: zabili dla zysku.[15]

Właśnie – domniemywać. Słowo to jest szczególnie znaczące, ponieważ w Idzie motyw zamordowania rodziny Lebensteinów pozostaje w sferze niedomówień i domysłów. Wiadomo, że zabili ich Polacy, wiadomo, że Polacy zajęli ich majątek… Ale przecież nie oznacza to, że Polacy zabili ich DLA majątku, prawda? Taka nadinterpretacja miała źródło nie w samym filmie, ale w atmosferze, jaka panowała w chwili premiery. Książki Jana Tomasza Grossa oraz Pokłosie Władysława Pawlikowskiego wyznaczyły określoną ścieżkę, którą podążyło wielu widzów. Przyczynił się do tego sam Pawlikowski, wprowadzając zmiany uniemożliwiające ujawnienie motywów zbrodni. W scenariuszu odkrycie grobu pomordowanych miało inny kontekst. Oto bohaterki odwiedza w hotelu Szymon (w filmie Jerzy Trela), chłop, który ukrywał Lebesteinów. Wspomina, jak żyli, opowiada też, że małego Tadzia zabierał ze sobą w pole, nie mogąc znieść, że dziecko musi przebywać w tak tragicznych warunkach. Na stwierdzenie Wandy „a potem ich zabiłeś” – przytakuje. Następnie odsyła kobiety do swojego syna Feliksa. Ten prowadzi je do leśnego grobu. Nie pojawia się więc obecny w filmie wątek szantażu (Feliks w filmie: Zrzekniecie się domu, a ja was zaprowadzę, gdzie są pogrzebani). Co więcej, po odkopaniu kości i przyznaniu, że to on zabił Lebesteinów, Feliks miał zdradzić swoje motywy: Chodził tam codziennie. Wściekły na niego byłem. Narażał nas wszystkich. Dla niej, dla tej Żydówki… Złamał matce serce. Bardziej go obchodził ich los niż mój i mojej matki. Skatował mnie jak nigdy. Dwa żebra połamał. Potem już ze sobą nie gadaliśmy. Nawet na ślub nie przyjechał ani na pogrzeb matki.[16]

A więc zbrodnia, ale niejako prywatna, osobista. Wynikająca z zazdrości, zawiści, poczucia zdrady, strachu – ale nie chęci zysku. Zbrodnia, która w dużo mniejszej skali (ofiarą zapewne byłaby tylko „ta trzecia”) mogła wydarzyć się w innych czasach i innych okolicznościach. Co więcej – zbrodnia, której Szymon nie zaakceptował i nad którą nie przeszedł do porządku dziennego. Tak miało to wyglądać w wersji scenariusza datowanej na 31 października 2012 r., czyli na rok przed premierą Idy. Ostatecznie Pawlikowski zmodyfikował fabułę, by pozbawić widza możliwości uzyskania prostych odpowiedzi. Dlaczego? Czy przewidywał, jaki skutek będą miały te zmiany? Czy chciał sprowokować odbiorców? A może taka była jego wizja, może uznał, że swego rodzaju zawieszenie dobrze wpłynie na dramaturgię i atmosferę całej historii? Trudno powiedzieć. I może nie trzeba?

UWAGA! Sprawa recepcji Idy jest tak obszerna, że materiału starczyłoby na książkę(i). Powyżej starałam się przedstawić przykłady z obu stron polskiej sceny – niestety nie artystycznej, a politycznej. Nie zagłębiałam się w dyskusje zagraniczne.

O Idzie w różnych odsłonach można popisać na forum.


[1] https://wyborcza.pl/1,75410,14621271,Rezyser__Idy___Polska_moze_byc_cool__ROZMOWA_.html

[2] https://www.smp.olsztyn.pl/content/oscary-2015-ida-paw%C5%82-pawlikowskiego-z-nagrod%C4%85-dla-filmu-nieangloj%C4%99zycznego

[3] Babka P. Pawlikowskiego ze strony ojca była Żydówką

[4] https://wyborcza.pl/1,76842,17291845,Napad_na__Ide___Dlaczego_nie_ma_sensu_bac_sie_tego.html

[5] https://wyborcza.pl/magazyn/1,124059,14961634,Pawel_Pawlikowski__Jaki_honor__jaka_ojczyzna__A_co.html

[6] https://www.assets.polskaniepodlegla.pl/opinie/item/759-ida-to-antypolska-propaganda-recenzja%E2%80%9EIda

[7] https://www.pch24.pl/oscar-dla-mordercow,33003,i.html

[8] https://warszawa.naszemiasto.pl/ida-jest-antypolska-tak-twierdzi-fundacja-reduta-dobrego/ar/c1-3251206

[9] https://culture.pl/pl/artykul/ida-lewiatan-i-inni-czyli-oscary-i-polityka

[10] https://kultura.onet.pl/film/wiadomosci/beata-szydlo-zdziwilam-sie-ze-ida-dostala-oscara/0346038

[11] https://www.tvp.info/19000318/kaczynski-o-idzie-nie-widzialem-bardziej-bym-sie-cieszyl-gdyby-oscara-zdobyl-film-o-rtm-pileckim

[12] https://wyborcza.pl/1,75398,19689545,holland-wajda-smarzowski-i-inni-rezyserzy-pisza-list-do-tvp.html

[13] https://www.bibula.com/?p=78835

[14]https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,17176973,_Ida__dzieli_Polakow__Prawica___To_film_antypolski__.html

[15] https://www.bibula.com/?p=78835

[16] P. Pawlikowski, R. Lenkiewicz Ida, scenariusz w zbiorach Filmoteki Narodowej-instytutu Audiowizualnego.