Czego nie zobaczyliśmy na (małym i dużym) ekranie

Słysząc hasło „niezrealizowane projekty filmowe” automatycznie myślimy o produkcjach kinowych, fabularnych. Tymczasem telewizja również miała symboliczne cmentarzyska odrzuconych scenariuszy i skreślonych pomysłów, niekiedy bardzo interesujących…

Druga połowa lat 60-tych to okres, kiedy telewizja w Polsce stała się czymś powszechnym. Edward Gierek, najbardziej „medialny” przywódca w historii PRL-u, doskonale rozumiał, że „telejajko” to nie tylko rozrywka dla mas, ale też znakomity „instrument kształtowania świadomości zbiorowej”. Jednak już wcześniej zauważono, jak ogromny wpływ może mieć wciąż jeszcze młode medium na spragnione nowości społeczeństwo. Projekcje „Bonanzy” czy transmisje meczów piłkarskich gromadziły przed małym ekranem rodziny, przyjaciół, sąsiadów… Ludzie ci nie tylko oglądali „Dziennik Telewizyjny”, lecz również go komentowali, tworząc samoistnie nieformalne grupy dyskusyjne, będące kuźnią opinii i potencjalnej krytyki. Nic więc dziwnego, że postanowiono o tę publiczność zadbać, oferując jej to, co lubiła najbardziej: programy rozrywkowe i seriale telewizyjne, tworzone niekiedy jako rodzime odpowiedniki zagranicznych hitów (pewne rzeczy się nie zmieniają…). Tak było w przypadku serialu „Doktor Ewa”, nie bez powodu nazywanej „polskim Doktorem Kildare”.

telewizor „Ametyst” 1967 r.

Jednym z kamieni milowych w historii polskiej telewizji stały się emisje dwóch kultowych produkcji: „Stawka większa niż życie” (1967-68) oraz „Czterej pancerni i pies” (1966-70). Niewyobrażalna dziś popularność kapitana Klossa i Janka Kosa sprawiły, że serial telewizyjny został nobilitowany jako gatunek filmowy. Swoich sił w roli scenarzystów i realizatorów telewizyjnych próbowali zarówno znani i cenieni twórcy, jak i początkujący autorzy. Niektórzy z nich odnieśli sukces, jednak wiele powstałych wówczas projektów nigdy nie trafiło na srebrne ekrany. Królowały adaptacje: Aleksander Ścibor – Rylski napisał scenariusz serialu „Bracia Karamazow”, Juliusz Kydryński – „Dziejów grzechu”, a Krzysztof Szmagier chciał zekranizować „Dzikowy skarb” Karola Bunscha. Hanna Muszyńska – Hoffmannowa i Maria Kaniewska planowały cykl „Panie na Wilanowie”, opowiadający o żonach i kochankach polskich królów, zaś Maciej Siatkiewicz serial biograficzny o Ignacym Padarewskim. Jerzy Urban, objęty wówczas zakazem publikacji, stworzył projekt „Hallo taksówka!”, ukazujący przygody warszawskiego taksówkarza. Nawet znane nazwisko nie gwarantowało akceptacji scenariusza, czego dowodzi niezrealizowany serial Andrzeja Wajdy „Pamiętniki Jana Chryzostoma Paska”.

Wróćmy jednak do końcówki lat 60. W tym okresie gwiazda Ludwika Starskiego, znakomitego współautora takich przebojów jak „Piętro wyżej” i „Skarb” , a także autora wielu (nie)zapomnianych piosenek, zaczęła przygasać. Styl, który cechował jego dzieła – klasyczny, elegancki, nieco staroświecki, zbudowany w oparciu o doskonale wszystkim znane chwyty i schematy fabularne – odchodził już do lamusa. Jednak kariera scenarzysty „Przygody na Mariensztacie” została ostatecznie zniszczona w następstwie wydarzeń roku 1968. Pochodzący z żydowskiej rodziny artysta nie wyjechał wprawdzie z Polski, jednak stracił pozycję zawodową.  

Ludwik Starski

Przez kolejne 10 lat w dużej mierze bezskutecznie walczył o prawo do pracy w przemyśle filmowym. Jedną z prób, jakie wówczas podjął, było opracowanie projektu serialu pod nieco kabaretowym tytułem: „Telewizyjny Poradnik Życiowy Jak???”. Cykl miał się składać z dziewięciu odcinków, prezentujących samodzielne, zamknięte historie. Nowelki różniły się znacząco pod względem wymowy i charakteru treści – obok sytuacji komediowych występowały wątki dramatyczne, obyczajowe, psychologiczne. Fabuła każdej części opracowana została jako ilustracja odpowiedzi na jedno z postawionych przez scenarzystę pytań, na przykład: „Jak wygrać przegrywając?” lub „Jak naciągnąć wujka z U.S.A.?”

 Poszczególne odcinki łączył moralizatorski wydźwięk: Starski, posługując się zaczerpniętymi z życia przykładami, piętnował ludzkie przywary, obnażał słabości, uwypuklał absurdy życia codziennego… Niekiedy czynił to w tonie lekkim i dowcipnym, innym razem – z perspektywy zgorzkniałego, rozczarowanego życiem cynika. Tę dychotomię, której korzeni można zapewne dopatrywać się w osobistych doświadczeniach scenarzysty, doskonale oddaje porównanie dwóch opowiastek, dla których punktem wyjścia jest wygranie przez bohatera miliona złotych w toto-lotka. W nowelce „Jak uniknąć ataku serca? czyli: Komu milionik, komu?”  tym szczęśliwcem okazuje się starszy pan, poważnie chory na arytmię. Ponieważ wstrząsająca wiadomość mogłaby przyprawić go o atak serca, żona próbuje najpierw ukryć przed nim informacje na temat losowania, później zaś – znaleźć sposób przekazania mu ich w możliwie delikatny sposób, co prowadzi do wielu zabawnych sytuacji. W alternatywnej wersji tej historii, zatytułowanej „Jak wykończyć bliźniego swego? czyli: Bogatemu wiatr w oczy” nagłe bogactwo staje się dla głównego bohatera przekleństwem: oczerniany, wykorzystywany, otoczony powszechną zawiścią i zaszczuty przez sąsiadów, zostaje w końcu zmuszony do opuszczenia swego gospodarstwa.

Interesujące są dzieje innego odcinka: „Jak zamienić mieszkanie? czyli: Zgoda, która rujnuje”. Jego treść na pozór nie wyróżnia się niczym szczególnym. Para zakochanych warszawiaków pragnie się pobrać, na przeszkodzie stają im jednak problemy kwaterunkowe. Młodzi dysponują dwiema kawalerkami w odległych punktach miasta. Postanawiają zamienić je na dwupokojowe mieszkanie w centrum. Znajdują ludzi chętnych do dokonania takiej transakcji. Jest to małżeństwo z długoletnim stażem, które właśnie podjęło decyzję o rozstaniu. Obie pary szybko się dogadują, lecz zanim wymiana dojdzie do skutku musi minąć sporo czasu. W tym okresie rozwodzący się małżonkowie próbują wszelkimi siłami zapobiec rozpadowi związku młodych, podczas gdy ci imają się różnych podstępów, by „starzy” przypadkiem się nie pogodzili…

Kiedy „Telewizyjny Poradnik Życiowy” nie został skierowany do realizacji, Ludwik Starski przerobił tę nowelę na konspekt filmu fabularnego pod tytułem „Komedia typowo warszawska czyli… Dalszy ciąg Skarbu”! Uczynił to w bardzo prosty sposób: po prostu w roli skłóconych małżonków obsadził Krysię (Danuta Szaflarska) i Witka (Jerzy Duszyński), pamiętnych bohaterów „pierwszej powojennej komedii polskiej”. Zabieg ten umożliwił mu również ożywienie innych postaci ze „Skarbu”, takich jak pani Malikowa, obecnie właścicielka sklepu z „towarem pochodzenia zagranicznego” czy radca Sas-Gromocki, niegdyś „reakcjonista” słuchający londyńskiego radia, teraz, po prawie 30 latach – emigrant, który odwiedza odbudowaną Warszawę wraz z wycieczką polonijną, z nostalgią wspominając zrujnowaną stolicę. Taki „Skarb 2”, łączący „stare” z „nowym”, mógł stać się przebojem, zgodnie z „prawem inżyniera Mamonia”: „Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. No… To… Poprzez… No reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę.” Niestety, także i ten projekt trafił na półkę, a po latach – do zbiorów FINA.

a JAK??? wyglądaliby bohaterowie kontynuacji „Skarbu”?

Na temat niezrealizowanych seriali można popisać tutaj: https://znienacka.com.pl/index.php/forum/rozmaitosci-filmowe/o-filmach-ktorych-nie-ma/paged/6/

obrazek wyróżniający: https://ciekawe.org/2018/01/30/telewizor-czyli-garsc-ciekawostek-o-urzadzeniu-ktore-zmienilo-swiat/